
Gotyckich horrorów przybywa, i co dalej? Czy potrzebujemy odpalać starą płytę, żeby popaść w zachwyt, inaczej grymasimy? ,,Nosferatu'' (2024) zanurzył się w teatrze, ,,Vourdalak'' (2023) w literaturze, ,,The Damned'' (2024) w klątwie nawiedzonych statków. ,,Fright'' potraktował powrót do dawnej chwały w dosłowny sposób, za co dostanie baty. Przemierzając rezydencję w czarno-białych szatach, kręcąc się w monochromatycznych odcieniach, skręcając w odzwierciedlenie epoki z lat 40., gdzie paranoiczny koszmar wzywa do morderstwa, a człowiek jest samotną wyspą bez wsparcia. Oficjalnie mogę zakomunikować, że rok 2025 stoi pod znakiem schorowanych kobiet, które cierpią na agorafobię, a ich strach przed światem jest większy, niż moja pasja do kina. To już trzecia bohaterka z ostatnich miesięcy, która przesiaduje więcej czasu w domu, niż na zewnątrz (przypomnę o ,,Hard Truths'' oraz meksykańskiej ,,Corinie''). Czy to przypadek, czy może efekt współczesnej epoki, gdzie wzrasta liczba femcelek, panienek, co nie wchodzą w związki i więdną w samotności? (teoria błędna, ale kto wie?)