niedziela, 1 lutego 2026

O dwóch filmach, które warto zobaczyć - Szybkie podsumowanie

Kadr z filmu ,,Historia Silyana''.
Foto. Ciconia Film


 Szybko i na temat. Nadrabiam zaległości filmowe, dlatego poświęcam rubrykę dwóm produkcjom, które skradły moje serce. Nie są jakoś szczególnie popularne, więc działam, żeby zyskały większy rozgłos. 

Zapiski śmiertelnika 

Czarna komedia w ostatnim sezonie okazała się strzałem w dziesiątkę - ,,Ostatni wiking'' czy ,,Bez wyjścia'' udowodniły, że można opowiadać trudne, poważne tematy pod pierzyną dramatu człowieczego bez uginania się do przeciążających dialogów, które toną w smutku. ,,Zapiski śmiertelnika'', to świetny przykład polskiego kina, jak dramat przemienić w konwencję odkupicielskiej baśni. Maciej Żak bierze na warsztat spełnionego mężczyznę (w tej roli Ireneusz Czop), który ma wszystko - wysoki status społeczny, dobre zarobki, rodzinną stabilizację, a jednak - zamierza popełnić samobójstwo, o czym dowiadujemy się w pierwszych ujęciach, jak przyjeżdża do nadmorskiego kurortu, aby dokonać żywota. Ktoś kiedyś powiedział, że łatwiej jest upaść ze szczytu, niż się na nim utrzymać. Paradoksalnie, kiedy osiągasz szczyt swoich możliwości - popadasz w depresję, bo nie masz niczego więcej, co mógłbyś zdobyć. Narrator historii nie ma imienia, ani nazwiska, jakby celowo chciał wymazać swoje istnienie. Pragnie napisać list pożegnalny do żony, ale nie potrafi ułożyć zdania, nie ma takich słów, które mogłyby oddać jego ucieczkę od zubożonego świata. Nagle, jak zza grobu - pojawia się duch ojca z zaświatów. W tej roli znakomity Marian Dziędziel, który objawia się jako katalizator jego tragedii. Próbuje ostrzec syna, że to marna ucieczka, gdyż niczego nie rozwiąże. 

Sama oprawa wizualna wiele wskazuje na przelotny ton między kruchą egzystencją, a żałobą. Niebieska poświata, otaczające morze, szereg posegregowanych przedmiotów, wiatr, który chce obalić pionki, a deszcz przypomina o ciężarze, pustce wewnętrznej, która opłakuje stan dojrzałego mężczyzny, który nie dostrzega wyjścia z kryzysowej sytuacji. Obserwujemy zagubioną jednostkę, co prowadzi dialog oraz monologi wewnętrzne z jego odbiciem - ojcem, który jest projekcją jego lęków. To tragikomedia na oparach - jeden z policjantów przybywa na miejsce zdarzenia, bo ktoś się utopił. Nie ma żadnych przeciwskazań, że mężczyzna popełnił samobójstwo, choć narracja jasno wskazuje, iż nie doszło do żadnego podjęcia decyzji, więc dlaczego mamy wątek kryminalny? Żeby przedstawić kilka osobistości, które podchodzą do śmierci zbyt przesadnie dostojnie, albo cynicznie i ze śmiechem na ustach? Każda z postaci wydaje się jakiś archetypem, racjonalną odpowiedzią, czy warto pytać, jaki masz stosunek do samobójców? Historia jest nielinearna, a w retrospekcjach poznajemy przyczyny, dlaczego mężczyzna wyraża przygnębienie, zamiast radości. Ma wszystko, a jakby nie miał nic - jego zachowania wahają się między groteskową wizją zrozpaczonego męża, a zdystansowanego niedoszłego samobójcy, jak w literaturze Jerzego Pilch. 

Foto. FusionFX

Film, w głównej mierze, działa jako baśniowy, lekko magiczny duet Czop-Dziędziel, którzy doskonale się uzupełniają. Dwa duchy, które spotykają się na cmentarzu wspomnień, pogrążając się w niemocy uwolnienia wewnętrznej rozpaczy, która zatruwa zewnętrzne okoliczności. Rzeczywistość wygląda, jak atrapa - bohaterowie drugoplanowi zachowują się, jak komiksowi bohaterowie z pulpy kryminalnej, jak u Eda Brubaker. Policjant podchodzi do śledztwa, jak do rutynowej kontroli, bo nie ma wątpliwości, że człowiek utopił się z rozpaczy. Asystuje mu pani prokurator czy lokalny rybak. W tle pojawia się żona - pogodna pani domu, która, ponownie, jest przeciwieństwem zamożnego mężczyzny, który stracił resztkę zainteresowania życiem. Jednak, jak wspominałem, to nie jest oklepany dramat. Całe okrucieństwo zostaje poddane ironii oraz czarnej komedii, wraz z cieknącym kranem i spojrzeniem na grób. Subtelny sarkazm, wzajemne docinki sprawiają, że oglądasz ,,wygodny'' teatr pokracznych mężczyzn, którzy zostali przygnieceni troską o zdrowie psychiczne. Nie każe cierpieć widzowi razem z bohaterem, bo to świat wypruty z czyśćca. Zawieszony między niestabilnym pulsem, a spojrzeniem na swoją śmierć mentalną. Maciek Żak rezygnuje z poważnej analizy samobójców, na rzecz niespokojnej kondycji mężczyzny, gdyż utkwił w limbo. Gdzie hotel staje się jego ,,prowizorycznym'' więzieniem, a duch pod postacią ojca kierunkowskazem, czy na pewno chce złożyć rezygnacje, kosztem własnego ocalenia. 

Polska, 2025, 94'

reż. Maciej Żak, sce. Maciej Żak, zdj. Jakub Stolecki, muz. Tomasz Gąssowski, prod. Studio Filmowe St. Lazare, FusionFX, wyst.: Ireneusz Czop, Magdalena Boczarska, Marian Dziędziel, Agata Turkot, Magdalena Pociecha



The Tale of Silyan (Historia Silyana)

To jedna z pierwszych niespodzianek roku - olśniewający dokument o rodzinie rolniczej, która przyjmuje w domu bociana. Ma zniewalające kadry, gdy zagląda do gniazda ptaka monogamicznego, jak bocian przelatuje nad nieboskłonem, a potem na zbliżeniu (chcąc być bliżej zwierząt) karmi małe pisklęta. Kamera czule podchodzi do tych niepozornych zwierząt - obserwuje z bliska ich wychudzone szyje, długie, podłużne dzioby, opierzone ciała, a rolnik tuli go w swoich ramionach. Zaglądamy na małą macedońską wieś, gdzie czas przestał płynąć. Na małej, zgrzebnej farmie starsi ludzie uprawiają pomidory czy tytoń, lecz ekonomiczna zapaść powoduje, że oglądamy protesty rolników, którzy wyjeżdżają na ulicę, zaś transparenty dumnie wystają z rąk. Niewydolny system gospodarczy powoduje, że część osadników opuszcza rodzinne ziemie w poszukiwaniu stabilności i lepszych perspektyw. 

Ludowa opowieść nie stara się niczego nadużywać - ukazuje prostych ludzi w swojej codziennej tułaczce, gdzie mikro-obiektyw starannie zagląda na pole, jak migrują białe bociany, krzątając się na wysypisku śmieci, jak szukają pożywienia, chodząc po domu rolnika. Jak gospodarz domu zauważył, że jeden z ptaków ucierpiał, więc postanawia go adoptować, jakby był przebranym synem. Rolnik wysiada z buldożera i pakuje bociana do kabiny przygarniając jego obolałe pierze. W rozczulającej scenie siada z nim na kanapie - głaskając po czole i po spiczastym, czerwonym dziobie. Serwuje serię rozdzierających akcji, jak farmerzy orzą rzędy ziemniaków, a za nimi poruszają się wątłe ptaki, w swej filigranowej pozie przechadzają się za linią traktorów. Ciężko nie docenić kameralny, praktyczny wycinek z gospodarstwa rolnego, bo ukazuje piękno w detalach, w kruchej maleńkości białego bociana. Głos zza kadru opowiada tytułową historię Silyana, syna ziemi w północnej Macedonii, który próbował opuścić rodzinę, dlatego został przemieniony w bociana, jak w jakieś baśni. To prześmiewcza, narzucona klątwa przez odrzucenie prawicy ojca. W ramach zadośćuczynienia drobny ptak wsobny powróci w rodzinne strony - zacierając granicę między rzeczywistością, a fikcją o ludowych korzeniach czy wierzeniach mieszkańców. To słodki dodatek, który powoduje, że opowieść nabiera metafizycznego oddźwięku. Jednocześnie sprawia, że uruchomił się jako cichy kandydat do ulubionych dokumentów widzianych w 2026 r. 

Macedonia Północna, 2025, 80'

reż. Tamara Kotevska, sce. Tamara Kotevska, Suz Curtis, zdj. Jean Dakar, muz. Joe Wilson Davies, HunOuk Park, prod. The Corner Shop, Ciconia Film, Concordia Studio, wyst.: Nikola Conev, Jana Coneva, Aleksandra Coneva, Stojco Filipov, Ilina Coneva



0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz