W zamyśle włoski autor pragnął sportretować gorący temat oczekiwania na zbawiciela - przecierając szlaki horroru religijnego, który onegdaj stanowił odpowiedź na ludzką nadzieję oraz mieszaninę strachu. Tymczasem to horror bycia - człowieka zamkniętego w klatce rozpaczy w górskiej dolinie, gdzie ludzkość przegrywa pojedynek z własnymi demonami. Zaczyna się, jak w półśnie, bo senny, majaczący dramat zrozpaczonego mistrza judo o imieniu Sergio (Michele Riondino), który przybywa do małej wioski Remis we Włoszech (prowincja Rimini), gdzie prowadzi zajęcia gimnastyczne w ramach zastępstwa wychowawczego, prowadzi do serii wypaczenia nauki chrześcijańskiej.
Jego smutek zostaje wyrażony w prozaicznych czynnościach, jak ,,chlanie" (picie) gorzały na kanapie, a jego troski zostaną uwolnione w kobiecej otwartości, gdyż okoliczna barmanka ma na niego oko. Mężczyzna w średnim wieku przyjeżdża do tajemniczego miasteczka, gdzie ludność wydaje się szczęśliwa oraz zadowolona. Pobożni chrześcijanie wiwatują na cześć Królestwa Niebieskiego, ale za makietą przyzwoitości skrywają mroczne praktyki religijne.
W tę kabałę wplątany jest mistyczny, zagubiony nastolatek Matteo (Gulio Feltri), który po dotyku leczy ludzi z zaburzeń, chwiejności czy bólu, jakby stanowił niepisany układ z Bogiem, był następcą Chrystusa, jakby zbliżała się era nadejścia odzyskanego raju. Horror religijny zawsze inspirował widzów oraz dramaturgów, bo ludzie panicznie pragną wierzyć w cokolwiek, niż bezgranicznie oddać się nicości. Scenariusz przypomina zdystansowanego dandysa, w lśniącym, ubarwionym odzieniu. Usypiając czujność, gdyż toczy się leniwie na peryferiach Włoch, gdzie odkrywamy wioskę pozornie szczęśliwych jednostek, bo zostali uleczeni przez dotyk mistyka - niemal zakonnika. Jednak pożegnanie się z bólem ma własną cenę, a Sergio zaczyna wątpić w duchowe wyjście ze zbiorowej traumy miasteczka, jakby instynktownie zamierzał podważyć ,,świętą'', pobłogosławioną wioskę. Nie widzi w tych praktykach ocalenia, lecz zgubę.
Sergio jest odpowiedzią na racjonalne impulsy - przeciwieństwem wiary w wyższe doznania. Dla niego - ratunkiem od niepowodzeń jest dobry kieliszek brandy, rozluźniająca konwersacja z barmanką czy chłopcem ze szkoły, witając uśmiechniętą twarz znajomej. Tubylcy odpowiadają milcząco na jego niewiarę czy bluźnierstwo - pojawiają się pod oknami w zamrożonej pozie, zachowują się niemal parodystycznie, bledną na widok niedowiarka. Zazwyczaj akcja przechodzi w tryb rozmazania - kamera nabiera ,,rybiego'' spojrzenia, a ekran się spłaszcza. Dźwięk sugeruje paranoję miasteczka, jak w słynnym opowiadaniu Lovecrafta ,,Widmo nad Innsmouth''. Sergio jest intruzem - niewiernym Tomaszem, który nie ufa cudownemu uzdrowieniu poprzez kojący dotyk.
Choć narracja jest senna, jak miasteczko, które usuwa się w cień, dławiąc się praktykami rytualnymi w rustykalnym otoczeniu, Remis gorączkowo upija się wizją ocalenia. Pod gładkimi marzeniami o wydostaniu się z koszmaru rzeczywistości, gdzie nowy początek rozdziału z dala od tragedii ma być zwiastunem czegoś wielkiego - widz zaczyna dostrzegać, że wioska poświęca innych w imię swojego mitycznego szczęścia od niepowodzeń. Zadaje nieprzyjemne pytanie, czy warto uciekać od żalu, od żałoby sumienia, oddając się nieznanym mocom nastolatka, który, swoją drogą, czuje się wyobcowany, bo służy wyłącznie jako pokutnik oddający dar wyleczenia uzależnionym mieszkańcom, którzy pragną boskiego odkupienia.
Sergio jako bohater pierwszoplanowy, jako jedyny nie widzi w tym boskiej opatrzności, lecz podstęp szatana, choć nie nazywa tego głośno, żeby nie niepokoić mieszkańców zaślepionej wioski, co przedwcześnie ujrzała drogę wybawienia od trosk. Jest to o tyle ciekawe, że horror ustępuje miejsca relacjom, jak dziewczyna ,,leci" na Sergio w przypływie dobrej nowiny zakochania. Spotkania w kościele wydają się niewinne, lecz to tam będzie miało miejsce druzgoczące wydarzenie, które sparaliżuje wioskę, a kościół stanie się przystankiem udręki. Świat z boku przystępny, towarzyski, kolorowy i niewinny, lecz za fasadą kryje się lęk głębszy od straty. Mieszkańcy mają stały dopływ ,,cudownej'' energii, ale nie wiedzą, że fikcyjny raj kiedyś metaforycznie spłonie. Fanatyzm religijny jest tłem dla rodzącej się przyjaźni między Sergio, a nastolatkiem Matteo, który poszukuje w drugim człowieku figury ojca oraz lidera.
Stają się wiarygodni na tle obłąkanej wioski, która doszukuje się wybawienia w ludzkich rękach. Jak odrętwieni martwieją na widok Sergio, gotyckie wnętrza kościoła pozwalają zapomnieć o współczesnych czasach - wiara w dar nastolatka oślepiła wyznawców, a pozorny spokój otoczenia potęguje niepewność oraz lęk, że miasteczko nie wyzdrowiało pomimo zapewnienia sobie ochrony. Opuszczone alpejskie Remis, to dobra lokacja na zapomniany horror religijny. Gdzieś w zaciszu rodzi się utopia, wiara bez rozumu, bo mieszkańcy wierzą, że zostali wybawieni od własnych niepowodzeń, a przecież nadal tkwią w nieprzepracowanych traumach, w mrocznym żalu, ale zaślepieni mocami nastolatka udają, iż wszystko w porządku. Nie dostrzegają, iż Matteo sam zmaga się z problemami dorastania. Tkwi w ustalonej roli odkupiciela, w wyniku czego, prowadzi do obłędu oraz nieufności miasteczka względem zewnętrznych intruzów, co chcą zburzyć ich fasadowy raj na gruzowisku historii.
Mieszkańcy Remis prześladują nauczyciela, bo wytyka im niepodważalną wiarę w zbiorowe urojenie, jako jedyny wątpi w mistyczny postęp ku uzdrowieniu bez żadnego działania oraz bez brania odpowiedzialności za niesienie własnego krzyża. Choć nie potrafię określić, czy jest to horror zbiorowej histerii w klasycznym znaczeniu, to przedstawia prawdziwy horror wyznania, jeśli nie wierzysz, kiedy inni wierzą - stajesz się celem do wyeliminowania, przeklętym szpiegiem, którego chcą się pozbyć, bo stanowisz zagrożenie dla jednolitej społeczności.
Włochy, Słowenia, 2025, 122'
reż. Paolo Strippoli, sce. Paolo Strippoli, Jacopo Del Giudice, Milo Tissone, zdj. Cristiano Di Nieda, muz. Federico Bisozzi, Dawid Tomato, prod. Fandango, SPOK Films, Nightswim, wyst.: Michele Riondino, Romana Maggiora Vergano, Roberto Citran, Giulio Feltri


0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz