![]() |
| Kadr z filmu ,,Wichrowe wzgórza'' Foto. LuckyChap |
Trzy na jednego, to seria, gdzie będę krótko omawiał najnowsze produkcje, które lecą w kinie, albo co gorsza - nie pojawiły się w polskiej dystrybucji. Na czym polega zabawa? - ano na tym, że zaczynam od historii, która podoba mi się najmniej, a trzeciego kandydata mianuję jako zwycięzcę zestawienia. Zakładam, że będą to mini-recenzje, czyli skrótowe podejście do opowiadania obrazów. Lapidarna forma, która ma zachęcić lub zniechęcić do oglądania.
Wichrowe wzgórza
Podstępna zdrada literatury Emily Bronte. Delikatna historia czarnego romantyzmu przekształcona w wulgarny szlagier bez ezoterycznej namiętności. Progresywna kobiecość staje się coraz bardziej nieznośna w zagranicznych filmach. Zamiast skupić się na wartościach XIX wieku, to autorka - bez żadnej refleksji - przerzuca własne poglądy polityczne do powieści, która nie zajmowała się proto-feministycznymi wygłupami. Zaczynam tracić cierpliwość do kobiecych reżyserek, gdyż nie kontrolują swoich urojeń i kręcą obrzydliwe związki (z domieszką niechęci do mężczyzn), porzucając dawny porządek świata, deptając po klasyce literatury gotyckiej. ,,Wichrowe wzgórza'', to przykry, dekadencki portret splamionej miłości, gdzie uczucia są nieważne, a historia zlepkiem klipów z MTV.
![]() |
| Foto. LuckyChap |
Odkąd druga fala feminizmu propaguje rewolucję seksualną, to autorka nie mogła sobie odmówić perwersyjnej, zwichrowanej seksualności, gdzie przedstawia akt sadomasochistycznego striptizu, wraz z pręgowanymi liniami na plecach bohatera. Porzuca oryginalne ideały na rzecz wymuszonej, przeseksualizowanej wizji udawanej adaptacji gładkiej powieści Bronte z 1847 r. Co gorsza - pierwszoplanową rolę otrzymała Margot Robbie - której krzykliwa, zimna uroda nie pasuje do Cathy - młodej dziewczyny o burzliwym temperamencie oraz dziewiczym statusie. Jeśli pamiętacie książkę, albo widzieliście dobrą adaptację z Juliette Binoche z 1992 r., to macie świadomość, że kręcimy się wokół klasowych podziałów, toksycznej relacji między zbuntowaną, impulsywną dorastającą nastolatką a tajemniczym mężczyzną, który znika na lata, żeby osiągnąć sukces finansowy, żeby odebrać wyższy status społeczny, lecz zamiast tego prowadzi osobistą wendettę mszcząc się na kastowym społeczeństwie. Film pomija napięcia społeczne, XIX-wieczne uprzedzenia, uważając że frywolny seks wystarczy, aby rywalizować z patriarchalnymi zasadami dawnej epoki.
Swoją pustą emocjonalność pcha w kolorowy, semantyczny kostium wizualny, gdzie cyrkowa, kampowa stylistyka przypomina kiczowate melodramaty Douglasa Sirk z lat 50., jak ,,Pisane na wietrze'' (1956). To, co stanowiło o sile XIX-wiecznej powieści - przemielono we współczesny harpun nieprzyzwoitości, i niezrozumienia, na czym polega różnica między satyrą, a wulgarnością. Skoro reżyserka chciała zakpić z powieści i przedstawić gorące układy zmęczonej tożsamości seksualnej na szklanym ekranie, proklamując zboczenia i i dewiacje, które zostałyby zlinczowane przez dawne, represyjne społeczności, to dlaczego został rozpisany niezgrabnie i bez żadnej subtelnej zwrotki w tekście, jak w uwielbianym ,,About him & her'' (2023)? Kobietom wszystko wolno, więc robią chaotyczne, za długie filmy, upychając w słodki romantyzm cyniczny, uformowany feminizm nieprzystający do powieści - upokarzając kulturę w stek bezwstydnej szamotaniny. Nie kochają mężczyzn, więc tworzą udawane filmy romantyczne dla sfrustrowanych kobiet, które nie potrafią wypowiedzieć słowo ,,kocham'' bez ukrytych intencji. Anty-kobiecy pokaz twórczej bezsilności, anty-walentynkowy film dla dwojga. Gorzkie rozczarowanie współczesnymi autorkami bez gustu.
USA, Wielka Brytania, 2026, 136'
reż. Emerald Fennell, sce. Emerald Fennell, zdj. Linus Sandgren, muz. Anthony Willis, prod. Lie Still, LuckyChap, MRC Film, wyst.: Margot Robbie, Jacob Elordi, Hong Chau, Shazad Latif
Rosemead
Inspirowany artykułem z Los Angeles Times. Sprawdź, jeśli chcesz! - o matce, która cierpi na cichą, ukrytą depresję, a jej syn wpada w sidła nieuleczalnej schizofrenii. Opowiada tragiczną opowieść chińskiej rodziny mieszkającej w Stanach, gdzie matka po kryjomu bierze tabletki na postępujące zmartwienie. Zaś syn miewa ataki napadu, widzi rzeczy, które nie mają miejsca, i wierzy, że ktoś zagraża jego rodzinie. Protagonistą jest Irene (Lucy Liu - jak dobrze Cię widzieć na ekranie!), co zajmuje się drukarnią, zmaga się z niedawną stratą męża, wciąż musi śledzić postępy swojego pokręconego syna, który zaczyna żyć fikcyjnym obrazem w pokiereszowanej, zaburzonej, strudzonej głowie. Joe - licealista wykoleja się z rzeczywistości, boleśnie i bez ostrzeżenia. W rozmazanych ujęciach, w delirycznym montażu, walczy z własnymi demonami, wymyślonymi prześladowcami z zewnątrz.
![]() |
| Foto. Untapped |
Narracja pragnie zasugerować stan oblężenia - na przykład pokazuje krótkie zbliżenia na twarze mieszkańców, którzy szeptem naśmiewają się z przygnębiającej choroby młodego chłopaka ze szkoły (faktycznie, wystarczający powód, żeby piętnować ludzi za ich wynaturzenia). Sztucznie podkręca dramatyzm w rodzinie, a wylewny montaż robi szybkie cięcia, aby zasugerować omamy i pogłębiające się halucynacje zrodzone z przemocowej wyobraźni. Początek zapowiadał solidny dramat bez prymitywnej podbudowy narracyjnej, ale jego wiarygodność gaśnie, jak schizofrenia staje się rekwizytem w rękach filmowcy. Najmniejsze odstępstwo od normy podkręca nieznośną ścieżką dźwiękową - nie wiadomo dlaczego, ale reżyserzy myślą, że jak puszczą smutną, przygnębiającą muzykę, to ich dzieła staną się ekskluzywne. To prymitywna zagrywka, która nie działa, jeśli widziałeś dobre dramaty od Paula Mazursky'ego, Marka Koterskiego czy Bo Widerberga. Początek za dużo obiecywał - kameralny wycinek z życia w Kalifornii, ze zmęczoną twarzą matki, która nie ma ochoty biegać po lekarzach, tonąc w presji samotnej matki, której nie ma co zazdrościć w prowokującej sytuacji rodzinnej.
Joe regularnie odwiedza terapeutę, ma przebłyski o wrogo nastawionych jednostkach, bo w jego umyśle pojawiają się urojeni ,,mordercy'', więc zaczyna wierzyć, że musi ,,zabić'' prześladowców, dlatego interesuje się bronią, co sprawia, że historia zbyt wcześnie (przedwcześnie?) wchodzi w buty tandetnej sensacji bez pomysłu, jak rozwinąć konflikt między osamotnioną matką, a osamotnionym synem, który jest poza wszelką kontrolą medyczną. Paradoksalnie, filmowcy nie interesuje przebieg choroby, jak schizofrenia staje się uciążliwa - woli snuć urojony, fikcyjny plan morderstwa, gdzie dramat przestaje być drapieżny. Porzuca wycieniowany akt psychicznej udręki w karykaturalny thriller bez napięcia z ,,Psychozy'' (1960).
Ciche szepty, omamy słuchowe ustępują sensacyjnej podniecie, jakby w poszukiwaniu większych atrakcji, bo przecież nikt nie chce oglądać suchych dramatów rodzinnych, prawda? Prawda?! Później przestaje udawać, że interesuje go osobliwa opowieść zdruzgotanej matki zmagającej się z fałszywymi uśmiechami znajomych, gdzie syn znika za kurtyną rzeczywistości. Joe wierzy w to, co usłyszy w telewizji. Niepokojąco wyraźnie interesuje się przemocą, co sprawia, że jego umysł ulega degradacji. Film notorycznie miesza język angielski z ojczystym mandaryńskim słownictwem azjatyckiej społeczności. Irene nieustannie przemawia do syna dialektem pekińskim. Chcąc zachować kulturę słowa jako imigrantka ze wschodu. Stylizuje wytwory wyobraźni w długich korytarzach ze szkoły, gdzie fikcyjni prześladowcy są odpowiedzią na zdegradowaną psychikę młodego człowieka.
USA, 2025, 97'
reż. Eric Lin, sce. Marilyn Fu, Eric Lin, zdj. Lyle Vincent, muz. Will Bates, prod. The Population, Untapped, Taiwan Mobile myVideo, wyst.: Lucy Liu, Lawrence Shou, Orion Lee, Jennifer Kim
Poeta
Tęskna oda do poetyzacji marnej egzystencji. Śledzimy losy nauczyciela z liceum. Oscar jest antytezą sukcesu - według dzisiejszych kanonów, to człowiek przegrany. Rozwiedziony mężczyzna po pięćdziesiątce, opiekujący się schorowaną matką, w głębokim kryzysie twórczym i pogrążonym w melancholii za straconą idyllą czy pogodnym spojrzeniem na ludzkość. Od lat nie potrafi napisać błahego wiersza, choć skończył kierunek humanistyczny, a przecież prowadzi zajęcia z poezji. Ironiczne podejście do smutnego mężczyzny, to najlepsze lekarstwo na zepsutą, wulgarną rzeczywistość. W pierwszych ujęciach potyka się na ulicy - nietrzeźwo stojący, zapijaczony w kolumbijskim mieście Medellin w Andach Północnych. Wpada w długi, jego córka jako burzliwa, popędliwa nastolatka nie traktuje go poważnie.
Oscar to ukryty samobójca, który nie widzi żadnej przyszłości, napadają go lęki, ponieważ jest straconym artystą na marnym etacie wąskiej kadry nauczycielskiej. Twórca nie widzi w nim bohatera straconej epoki - raczej zauważa jego niedostosowanie do współczesności. Zgarbiony, brodaty, pochylony nad marnym światem własnej zguby, stargany emocjonalnie, niespełniony marzyciel piszący poezję nad skrawkiem jeziora. Humor nie opuszcza przygnębiający nastrój nauczyciela. Nie każe Oscara, lecz pragnie go wynagrodzić zdolną uczennicą ze szkoły, jak poznaje dziewczynę o imieniu Jurlady (wyjątkowo urocza Rebeca Andrade), która przepisuje na kartkę własne przemyślenia.
![]() |
| Foto. Film i Vast |
Dziewczyna, w przeciwieństwie do mężczyzny, nie widzi w tym akcie samopoznania czy wyrażenia osobliwości rozchwianej osobowości. Woli zostać stylistką paznokci, niż nowoczesną Sylvią Plath. Mimo to postanawia stać się obrońcą jej gorącej, zwartej twórczości, pielęgnując dar, który w sobie posiada, drobnym przewodnikiem po arkanach niepraktycznej poezji - zapisując na kurs w akademii sztuk pięknych, żeby szlifowała format oraz pióro. Oscar zauważa w niej to, czego sam nie potrafi - błyskotliwe spojrzenie na świat bez prozy. Oscara rozpiera ambicja, to przeciwieństwo uczennicy, gdyż nie ma złudzeń, że poezja nie jest dochodowa czy celem egzystencji lub obranej ścieżki zawodowej. Przyjemnie się uzupełniają - on jest postrzegany przez środowisko jako ofiara własnych złudzeń, a ona kapitałem przyszłości, dla której życie dopiero się rozkręca. Debiutujący aktorzy znakomicie oddają niuans dwóch sprzecznych światów - niespełnionego, pokracznego artysty z pannicą aspirującą do kolekcjonowania nowych hitów w zeszycie. Nie romantyzuje tego ,,związku'', ani nie wchodzi w ciepłe buty Świętego Mikołaja. Przedstawia skrajne poglądy, gdzie nauczyciel będzie zmuszony pogodzić się ze stratą i winą dokonanych wyborów, że nie warto kreować pisarzy na siłę, gdzie współczesny świat woli podziwiać przeboje muzyczne na Youtube o wątpliwej jakości artystycznej.
Kadr często przyjmuje ujęcia z ręki, w chropowatych, ziarnistych pęknięciach na ekranie, dłubiąc w 16-milimetrowym formacie obrazu, z zagiętymi krawędziami, bez sztucznego oświetlenia, co sprawia, że bliżej mu do neorealistycznych klasyków kina włoskiego, jak ,,Paisa'' (1946), jakby celowo oddawał duszę przestarzałej poezji, która ustąpiła miejsca nowym środkom wyrazu czy mediom społecznościowym. Dziewczyna z ubogiej dzielnicy, poniekąd, staje się promykiem słońca w jego marnej, krańcowej zapaści twórczej i egzystencjalnej martwocie, gdzie marzenia o poezji są ucieczką od zdegradowanego, betonowego miasta. Promowany jako komedia o niezręcznym mężczyźnie, ale w praktyce, to udany dramat ze slapstickowymi upadkami zapijaczonego bohatera, który walczy o odzyskanie własnej pewności siebie w gąszczu nieprzyjaznej atmosfery, wciąż poszukując sensu w poezji, która przestała być żywiołową odpowiedzią na kruchy egzystencjalizm.
Kolumbia, Niemcy, Szwecja, 2025, 123'
reż. Simón Mesa Soto, sce. Simón Mesa Soto, zdj. Juan Sarmiento G., muz. Matti Bye, Gustav Davidsson, Johanna Ekholm, Pelle Westlin, prod. ZDF, Film i Vast, Ma.ja.de. Fiction, wyst.: Rebeca Andrade, Guillermo Cardona, Ubeimar Rios, Humberto Restrepo






0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz