![]() |
| Kadr z filmu ,,Vourdalak''. |
Rok przemija, więc czas na podsumowanie. Ktoś zapyta, a dlaczego przedwcześnie umieszczam tę listę? A dlaczego nie? Obejrzałem wszystkie najważniejsze premiery roku, które chciałem zobaczyć. Dodam, że nie interesuje mnie, co tam szepcze społeczeństwo, którzy nie potrafią się kłócić w dyskusji o wybranym filmie, jak czynili to niegdyś na antenie Roger Ebert z Gene Siskel przed stadną publicznością. Dla mnie to pusty szum w eterze, więc nie zamierzam słuchać ich narzekania, że robię coś po swojemu. Żyję jak chcę, a nie po cudzemu. Musicie mi wybaczyć za szczerość. Po opublikowaniu podsumowania chcę skupić się na klasykach kina.
Nie był to okres (2024) przełomowy, czy wstrząsający. Kinematografia nadal próbuje wydostać się ze śpiączki. Wiele chwalonych produkcji, jak nagradzana ,,Anora'' w Cannes, okazała się pluskwą na otępiające pokolenie. Gdzie seksualność sprowadzono do relacji cielesnej bez ducha. Mam wrażenie, że postępująca degeneracja dawnych wzniosłych idei poszerza krąg, a kino zastępuje je sztuczką próżnego dewianta, jak w najnowszym filmie Lantimosa ,,Rodzaje życzliwości'', gdzie ludzki podmiot zostaje zastąpiony automatyczną, bezrefleksyjną kukłą. Tam, gdzie wielka sława kryje się zamaskowana zbrodnia na sumieniu. Wiele produkcji odmawiało odpowiedzialności za czyny, a piękno skryło się w cień, które należało wywlec na światło zewnętrzne. Ponownie - deprecjonuję wielkie hity, za to pochwalam niszowe perełki, które stały mi się bliskie.


