Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miesiąc z fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miesiąc z fantasy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2021

Miesiąc z fantasy: Ożeniłem się z czarownicą



 Zastanawiałem się, co umieścić w ramach fantasy, żeby sfinalizować cykl. Zapuścić ,,Złodzieja z Bagdadu''? Nie. Opisać nieznośnie kiczowaty ,,Krull''? (odpadało, nie chcę pastwić się nad filmami, nie po to studiuję kino, żeby obrzucać błotem) czy może wspomnieć o familijnej, bezpiecznej produkcji z Norwegii o tytule ,,O królu w niedźwiedzia zaklętym''?, ale postawiłem na dzieło Rene Clair. To francuski dziennikarz, krytyk filmowy, a później znany filmowiec, głównie z lat 30. XX wieku, który święcił triumfy tytułami, jak ,,Pod dachami Paryża'' (klasycznie francuski film, dla francuskiej publiczności), czy ,,Milion'' - komedia muzyczna, która cieszyła się powodzeniem za granicą. Potem, jak wielu sławnych reżyserów z Europy wyjechał do Stanów Zjednoczonych, by kontynuować swą spuściznę. I fajnie, że Rene wyjechał - zyskał świeżość, w przeciwieństwie do uwielbianego Fritza Langa, który w Stanach niczego wielkiego nie zbudował. Mając świadomość, że Stany reklamują europejskich twórców (mistrzem w tej dziedzinie pozostaje Martin Scorsese czy William Friedkin), można byłoby się spodziewać, że Clair zbuduje coś anty hollywoodzkiego, ale najwyraźniej wyjazd sprawił, że przesiąkł praktykami zza Oceanu.

piątek, 1 stycznia 2021

Miesiąc z fantasy: Jazon i Argonauci

 


Miesiąc miodowy z fantasy dobiega końca, lecz nie mogę orzec, czy to ostatni wpis (zamierzam 4 stycznia dorzucić jeszcze jeden tytuł). W każdym razie opiszę najbardziej eskapistyczny utwór w zestawieniu. Z przygodową ramówką i bez uzupełniaczy oraz poważnych tematów na miarę ,,Nibelungów''. Nadrabiając pozycję, którą planowałem od samego cyklu. Ponownie stykamy się ze znanymi motywami - w poszukiwaniu złotego runa. Mityczna skóra skrzydlatego, złotego barana pilnowana przez smoka, wisząca na drzewie na krańcu świata. Mitologia grecka bogata, wręcz gotowa na filmowe scenariusze. Aż chciałoby się zapytać, dlaczego autorzy kina nie kręcą częściej o starożytnych bogach, wyczynach gdzieś u stóp Atylli. Wbrew pozorom kino fantastyczne miało się lepiej w XX wieku niż obecnie, kiedy mamy wysyp produkcji za setki milionów, ale brak pomysłów i wizjonerów sprawia, że możemy tęsknić za epoką, która nie wstydziła się kręcić odległych opowieści z odległych państw. 

wtorek, 29 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy: Nibelungi - Śmierć Zygfryda

 


Niebagatelnie Niemcy oraz Szwecja miały ogromny wkład w efekty specjalne na wczesnym etapie w historii kina. Victor Sjostrom i Fritz Lang rządzili w dziedzinie pogłębiania wiedzy, jak demonstrować sny czy wyobrażenia na ekranie. Bez tej dwójki nie mielibyśmy wysokobudżetowych produkcji, które przecierały szlak dla Science Fiction, pogłębiając nurty fantastyczne wycięte z kart literatury. Dopiero Stanley Kubrick w latach 60. XX wieku umocni pozycję, jak wartościowe są efekty praktyczne, kiedy pomysł oraz wyobraźnia dopomoże w realizacji swoich projektów - choć jak pokaże historia kina, ,,Odyseja Kosmiczna'' zostanie uznana największą tragedią czy potwierdzoną klęską ambicji, gdyż w dniu premiery krytycy filmowi byli sceptyczni oraz chłodni do wizji brytyjskiego giganta, gdzie synestezja obrazu i dźwięku była stawiana na miejscu pierwszym. Do dzisiaj pozostają obiekcje, co do tego, czy faktycznie Kubrick stworzył arcydzieło czy raczej zaprezentował techniczne demo, jak powinny wyglądać nowoczesne obrazy. Ale to rozmowa prowadząca donikąd. Jedno jest pewne, gdyby nie wkład postępującej technologii, mielibyśmy problem z klasyfikacją kina, no bo czy obraz faktycznie zastąpi naszą wyobraźnię? Nasze wyobrażenia z sennych powijaków? Być może należałoby tę kwestię zgłębić oraz przedyskutować. 

sobota, 26 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy: Dom nad jeziorem

 


,,Dom nad jeziorem'' - chciałem wzdychać i pochlipywać, a skończyło się na kwaśnej minie. Niedowierzaniu, że ktoś uwierzył w ekranowy związek. Stanowi idealny przykład, jak nie prowadzić dramatów romantycznych, jak zedrzeć odblaski Erosa przekabacając gorące uczucia w nicość i w martwą strefę. Nie sądziłem, że kino romantyczne zniży się do poziomu pudelka oraz familijnych, nikczemnych skrótów fabularnych. Jak dobrze, że nie śledzę rynku matrymonialnego zapchanego sztywnymi uśmiechami, udawanymi zainteresowaniami, gdzie namiętność stopniała i zamieniła się w transakcję partnerską. ,,Dom nad jeziorem'' - łapię się za głowę w każdym zdaniu, bo przecież otrzymaliśmy fantastyczny motyw z przesyłką na listy - korespondencję, która powinna wzbudzać onieśmielenie, tęsknotę, żal oraz odmienne stany świadomości. Miał być remake na miarę naszych czasów, a tymczasem koreański oryginał okazał się lepszy i bardziej dopracowany. Ów koprodukcja australijsko-amerykańska niebezpiecznie blisko stacza się do infantylizacji związków, gdzie trwa brak logosu w podstawach budowania trwałych relacji męsko-damskich. Dlaczego? O tym za chwilę.

wtorek, 22 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy: Duch z Canterville/Opowieść o lisie

 


Postanowiłem umieścić dwa tytuły w jednym wpisie. Głównie dlatego, że ,,Duch z Canterville'' z 1967 r. to krótkometrażówka, a ,,Opowieść o lisie'' jest animacją starszej daty. Zacznijmy od produkcji telewizyjnej. Duch z Canterville przenosi nas do wizji amerykańskiego biznesmena przyjeżdzającego na Stary Kontynent, gdzie zamieszkuje w zamku, w którym popełniono zbrodnię, a tytułowa zjawa straszy w izdebce. Historia oparta jest na noweli Oscara Wilde, który doczekał się wielu ekranizacji - ale nie pamiętam żadnej, która by się wyróżniała. Jak na standardy telewizyjne - otrzymujemy zwięzłą, banalną opowieść o straszydle, co nie potrafi wzbudzić lęku, a wręcz przeciwnie, to duch dostaje cięgie baty od mieszkańców i jest traktowany jak niegroźny lokator. 

piątek, 18 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy: Piękna i potwór

 Szukając wersji znanej baśni trafiłem na czechosłowacką reinterpretację zdarzeń. Wielu z wam pewnie nie muszę, wręcz nie trzeba tłumaczyć, o czym jest mroczne fantasty o pięknej oraz bestyjce. Jest to utwór, który wielokrotnie stawiany był jako przykład kompleksu sztokholmskiego czy opowieści o miłości stawiającej uczucie nad naturę albo granice między dobrowolnym więziennictwem, a ratunkiem od dojmującej samotności. W tej kwestii ,,Piękna i potwór'' z 1978 r. trzyma się oryginału. Julia (w tej roli Zdena Studénková) przybędzie do zaczarowanego zamczyska, w którym spoczywa ni to ptak, ni to człowiek - otoczony służbą. Marząc o kobiecie, która będzie przeciwieństwem jego szpetoty oraz klątwy hybrydy. Zanim nastąpi kulminacja - otrzymujemy wprowadzenie, gdzie szykuje się wesele. Julia ma siostry, które lada moment wezmą ślub z książętami. Ale różnice między rodzeństwem są rozpaczliwie pogłębiające. Siostry zainteresowane są błyskotkami, diamentami, szykownymi kieckami, drogocennymi obrazami, które mogłyby sprzedać, a potem pławić się w swojej próżności. Normalnie kobiecy stereotyp, które śmiało możemy wrzucić do worka z materialistkami oraz zapatrzone w siebie nudystki psychologiczne. Bez krzty przyzwoitości czy dostojeństwa. Ich ojciec jest kupcem, co popada w długi. Będzie miał szansę zdobyć cenne materiały dochodowe, natomiast za wysoką cenę - okupując własną śmiercią nabyte bogactwa. Lub, w innym przypadku - odda jedną z córek w ręce tytułowego potwora.

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy: Wieża siedmiu garbatych

 


Wracamy z moim miesiącem miodowym z kinem fantasy. Dzisiaj hiszpańska produkcja z lat 40. XX wieku. Zapomniana i raczej niedostępna dla większości widzów. Postanowiłem, że odwiedzimy różne miejsca na mapie: było USA, Japonia oraz Rosja. Więc czas na nieco inszą kategorię. Hiszpańska kinematografia nie jest jakoś specjalnie popularna w naszym zasięgu: jedynie Pedro Almodovar ma większe oparcie. Na odczepkę Luis Bunuel słynący z kontrowersyjności i skandali, jakby szczytem tabu miała pozostać obyczajowość, a nie bieda w południowej Afryce, szopka na Wall Strett, ustawki norymberskie czy rasizm w RPA przez czarną supremację. Będzie to odcinek lekko polityczny, gdyż ,,Wieża siedmiu garbatych'' odnosi się do mrocznych kronik przedwojennych, gdzie żydzi chowali się przed światem w wyniku panującej nagonki. Akcja filmu ma miejsce w Madrycie w latach 30/40. (w XIX wiecznych szatach). Gdzie natykamy się na młodego mężczyznę o imieniu Basilio (w tej roli Antonio Casal), który podczas wyjścia na miasto - biorąc udział w hazardzie trafia na zjawę - starego, poczciwego człeka ze szkiełkiem w prawym oku. Okazuje się, że przewiduje ruchy ruletki, a jednocześnie pragnie dać do zrozumienia, by ostrzegł jego siostrzenicę Ines przed niebezpieczeństwem. 

czwartek, 10 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy: Wij



 Zaglądając do wschodniej granicy: nie łatwo pominąć ,,Wij''. Słoweńska mitologia to jednak wystarczający wabik, żeby zainscenizować zainteresowanie klasyką radziecką. Gusła prawosławne mają dar przyciągania. Rzucają czar na nieprzygotowaną widownię, a fantasy zrodzone z myśli epoki romantyzmu czy oświecenia skutecznie przyciąga tłumy. Ludzi z zachodu pochłania egzotyka, dlatego produkcje ze wschodniej mapy powinny cieszyć się większą uwagą niż zmaltretowane, okupowane tematy, które przerabialiśmy w kinie setki czy tysiące razy. Nie bez powodu najlepsze filmy fantastyczne wyszły poza USA. Ameryka północna zaślepiona realiami - zapomniała, że największą bronią dla gatunku są zapomniane relikwie, narodowy bestiariusz i pamięć o przodkach. Rzecz jasna - ,,Wij'', by nie powstał, gdyby nie opowiadanie Mikołaja Gogola. To na podstawie noweli rosyjskiego satyryka została zrealizowana wizja skromnego dzieła. Obowiązkowo w tematach religijnych. 

niedziela, 6 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy - Kageroza

 


Jako niepoprawny japonofil musiałem sięgnąć po coś z kwitnącej wiśni. Seijun Suzuki znany z nowofalowej stylistki miał i ma pecha do publiczności. Niejednoznaczny głos japońskiego kina - wciąż pozostaje na uboczu, jako autor, który miał nieszczęście ,,dorastać'' w czasach mistrzów powojennego kina: od familijnego dyskursanta Ozu, zbuntowanego ideowca Kobayashiego, czy dajmy na to przebitego emocjonalnie Mikio Naruse. Ciężko się przebić, kiedy masz za plecami największych fachowców, którzy namieszali w historii kina. Suzuki wydaje się najmniej ,,wyrazisty'' z całej plejady. Głównie dlatego, że eksperymentował. Nie posiadał gracji wizualnej rebelianta Kobayashiego. Nie miał chodów w Europie, jak Kurosawa, a rodacy bardziej doceniali wojenne rozprawy Kon Ikichawa, wspomnianego Ozu czy portrecistę społeczeństwa Kenji Mizoguchi. Seijun Suzuki został odkryty mimochodem, w Europie to coraz głośniejsze nazwisko, a polscy filmoznawcy częściej zauważają, jak mocno zmienił japońską perspektywę tworzenia światów równoległych. Outsider japońskiego kina wbija na scenę. Zaczynamy akcję: promocja ,,zapomnianego'' artysty. Niech będę jego głosem, bo omawiamy ,,Kagerozę'', czyli eksperymentalny performance aktorski. 

piątek, 4 grudnia 2020

Miesiąc z fantasy - Zaklęta w sokoła


 Nie ma to, jak zaczynać miesiąc z fantasy od niepochlebnej opinii, ale ,,Zaklęta w sokoła'' po latach budzi ogromne zastrzeżenia, podobnie, jak trzecia część z sagi ,,Władca Pierścieni: Powrót króla'', który ciągnie się w nieskończoność. A zamiast zakończenia otrzymujemy trzy finały, i muszę przyznać, że jak uważam filmy Jacksona za najważniejsze dokonanie w kategorii fantasy - Powrót króla jest nieznośnie przerośnięty. Targany sprzecznymi emocjami. Gdzie zabrakło wyważenia oraz szczerej, naturalnej przygody znanej z pierwszej części trylogii. Ugina się pod ciężarem scen batalistycznych, wciskając łzawe kawałki i ratunki w ostatniej chwili - zamieniając uroczą fantastykę w Hollywoodzki, miliardowy przemysł. W przepych bez serca i umiaru. Jakbym oglądał ,,Metropolis'' z 1927 r, który przegiął z makietami i metrażem. Jestem zaskoczony, że oglądając klasyki z ubiegłej dekady - jestem skłonny orzec, iż zestarzały się w przykry sposób. I to nie jest jakaś szczególna krytyka z mojej strony, ale pewien problem kina, co próbuje zadowolić wszystkich, a nie opowiadać klarowną opowieść dla wyznaczonej widowni. ,,Zaklęta w sokoła'' poniekąd powtarza błędy tejże trylogii, ale problem leży u źródła materiału.