piątek, 19 stycznia 2024

Batalia o Chile: Rebelia burżuazji

 


Kino aktywistyczne ma deficyt na polu rynkowym, a gdy autorzy zabierają się za ważne tematy - niekiedy popadają w śmieszność oraz ckliwą propagandę dla niekumatych. Na szczęście, autor Patricio Guzman dokumentuje kampanię wojskowego zamachu stanu mającą na celu obalenia rządu we wrześniu 1973 r. w Chile bez osądzania centroprawicy oraz jego przeciwników. Gdzie dochodzi do starcia między proletariatem a burżuazją. Między klasą robotniczą, a prawicą, darciem kotów z lewicą z jej komunistycznymi parytetami i indoktrynacją dzieci. Gdzie podejmujmy temat, jak bojówkarze wywołują sztuczny szum na ulicy, jak opozycja marzy o nacjonalizacji przemysłowej. Autor starannie przedziera się między partiami, będąc częścią społeczeństwa, gdzie mogło dojść do wojny domowej czy bolszewickich rządów na miarę Lenina. 

Od samego wejścia jesteśmy bombardowani skandowanymi hasłami, jak ,,Gdy lewica zjednoczona, nikt jej nie pokona''. Dziennikarz pyta jednostki, czy chcą rewolucji, jakie mają zdanie, kto wygra, albo za kim głosują. Naturalnie, jak to w kampanii społecznej znajdą się osoby apolityczne, więc nie stają po żadnej ze stron i nie mają zdania na tematy społeczne. Oczywiście cały przegląd historyczny zmierza do brutalnego finału, jak obalenie socjalistycznego prezydenta w kraju Chile: Salvadora Allende. Gdzie wojsko, koniec końców, bombarduje pałac prezydencki La Moneda w Santiago. Jednakże walka o lepszą przyszłość, o demokrację - jak pokazała historia - to niezrealizowana utopia. Rządy po zamachu stanu przejęli przeklęci monarchiści, wręcz dyktatorzy, którzy skorzystali z okazji, że społeczeństwo napaliło się na proklamację strajków przeciwko rządom prezydenckim. Chile, to przykład państwa, gdzie rebelia i nadzieja na lepszy świat nie oznacza z automatu wolność oraz demokratyczny raj. 

Co z tego, że Chile przeprowadziło rewoltę, skoro wpadli w pułapkę neoliberalnej gospodarki, a późniejsi oprawcy gonili komunistów oraz zabijali przeciwników dla rozrywki? Trochę, to przypomina polskie ,,Psy'' (1992), gdy czasy pozornej transformacji okazały się wadliwe, a nadejście, rzekomo, demokracji, to przykrywka dla wszelkiej patologii oraz rozdawnictwa gospodarczego. Panika przed ubekami. Przed jutrem. Jak w ,,Czasie krwawego księżyca'', gdzie mniejszości narodowe są wykorzystywane przez perfidną lewicę, którzy są cynicznymi złamasami, gdzie tchórzostwo wygrało z odwagą cywilną. Junta wojskowa przeprowadzona w kinie Guzmana ma coś z polityki zagranicznej. Gdyż ci, którzy nie wyznają ,,jedynej'' słusznej partii, jak to było w Ameryce Łacińskiej - zostają uznani za wroga, więc nic dziwnego, że Stany Zjednoczone pomogły obalić prokomunistycznych urzędasów, ale co z tego, że pomogłeś. Nie walczysz dla interesów państwa Chile, tylko ze względu na chciwość, aby nikt ci nie zagroził w przyszłości, jak Fidel Castro. 



Pomijając jednak osobiste uwagi - ,,Batalia o Chile'', jak za dawnej dziennikarskiej użyteczności, szlachetnej dla społeczeństwa, a nie poniżaniu zawodu reportera do głupca goniącego za fałszywą sensacją - znakomicie portretuje niespokojne czasy, które możemy przełożyć na nasze polskie warunki, gdzie nie ma prawdziwie demokratycznych rządów, bo przemijają na rzecz głośnych adwersarzy (a czy demokracja kiedykolwiek działała sprawnie czy bezboleśnie?), ani społecznych przemian, które obiecano na przestrzeni ostatnich dwóch dekad. Tutaj przebieramy w rozpadających się szwach państwa, gdzie polityka podziałów musi zostać obalona, marksistowskie utopie wyrzucono na wysypisko nieudanej inżynierii społecznej, gdzie prawica próbuje sztucznie podsycać wewnętrzne konflikty w klasie robotniczej. Od upadającego socjalizmu do wojskowej musztry pot butem jawnej dyktatury. ,,Bitwa o Chile'', jak lubię go tytułować, ma w zanadrzu odzwierciedlenie, jak społeczeństwo wspólnymi siłami próbuje przedostać się do głów elity, gdzie niepokoje społeczne będą narastać ze względu na podziały klasowe, materialne czy płciowe (gdzie równość pomylono z uprzywilejowaniem). Pucz w Chile, to jawne zaburzenie, jak przejść od jednej skrajności w rządową proklamację psychopatów. 

Udaremniony demokratyczny rząd, panika na ulicach, bo jedni biegają za czyimiś postulatami politycznymi bez żadnego namysłu, czy to nie przypomina konformistów na miarę filmu ,,Konformista'' Bernardo Bertolucciego z 1970 r.? Warto znać historię kraju Chile jako przykład jawnej machiny, że wszelkie plakietki, opozycje mogą sprowadzić się do większego zniewalania narodu czy szerzenia dystopii w krajach, szeroko rozumiano, jako cywilizowanych. To dokument rygorystyczny, gdzie dziennikarstwo śledcze nie narzuca narracji, a jest naocznym świadkiem bandytyzmu w Ameryce Południowej, gdzie prezydent zostaje zlinczowany za to, że nacjonalizował zagraniczne przedsiębiorstwa w Chile, gdzie CIA jawnie mieszało się w cudze zarządzanie. ,,Batalia o Chile'' unika jakiejkolwiek propagandy, gdyż rzeczowo przedstawia pomniejsze problemy kraju, gdzie doszło do zdrady lewicy i przyjęcia Augusto Pinocheta jako zbawcy narodu, który okaże się podłym draniem bez honoru. Podobnie, jak w filmie ,,Chile '76'', które recenzowałem, ma w sobie posmak nieudanej rewolucji, zaślepienia demokracją, która stała się rządami mniejszości. 

Jest jak zamach terrorystyczny 11 września 2001 r. w Stanach Zjednoczonych, gdzie hipokryzja pomniejszych instytucji prowadzi do większej destabilizacji państwa, a telewizja nałogowo kłamie, i zwala winę na kozła ofiarnego, zamiast przyjrzeć się własnej głupocie intelektualnej. Ów agonalna rewolucja, która miała obejść się bez rozlewu krwi - nieustannie przypomina, że historia nie pozostaje nam dłużna, a konflikty rosną bez względu na to, po której stronie staniemy. I choć wypowiadam się na tematy poważne i bardzo osobiste dla tej części geopolitycznej sceny na mapie świata jest jakimś globalnym dokumentem o naszej bezradności wobec tych, którzy przechytrzyli samą społeczność. To zaangażowane kino dla prawdziwej widowni, która nie boi się pytań, jak działa państwo oraz społeczeństwo. Dalsze działania w kraju przypominają amerykański imperializm, o którym zawsze głośno wypowiadał się jeden z animatorów japońskich, czyli Hayao Miyazaki, co jawnie dawał dowody, że jest anty-amerykański, który nie bał się skrytykować takich dzieł, jak ,,Indiana Jones''. W tym artykule macie jawną krytykę japońskiego artysty w stronę Hollywoodzkich filmów.

Konserwatywno-liberalne wierzenia Pinocheta okazały się większym kłamstwem, niż Wenezuelska gospodarka, która myślała, że uniknie inflacji. Sama ,,Batalia o Chile'' jest podzielona na trzy części, pierwsza z nich jest o rebelii burżuazyjnej, druga o zamachu stanu, a trzecia opowiada o władzy ludowej. Opowiada też o ukrytej prawdzie, że niegdyś stawiano na rzetelność informacyjną, kosztem stronniczej prasy na rzecz lewicowych aktywistów, którzy nie chcą być autentyczni, tylko złamasami bez żadnego poczucia obowiązku wobec linii obywatelskiej. Chcą sztucznych wrażeń, nie zaś dokumentalnej kroniki. Radyklane działania filmowcy nie sprowadzają się do ogłupiającej propagandy, bo pokazuje prostych ludzi, a nie elity, które siedzą zamknięte w swoich głowach, gdzie siły antyreformatorskie chcą zgasić wspólne działania na rzecz władzy w rękach prostych, strudzonych ludzi. Gdzie Chile żąda wolności osobistej, wolności demokratycznej, lecz to fasada, bo wojsko przyjmie na siebie rolę fałszywego zbawcy, od którego nie będzie odwrotu. Gdzie demokrację można sprowadzić do faszyzmu, a media społeczne porównać do brukowej wydzieliny, bo nikt nie chce głosić prawdy. Wolą promować zboczenia polityczne. 


Chile, Kuba, 1975-1979, 97' (część pierwsza), 89' (część druga), 79' (cześć trzecia, ostatnia)

Reż. Patricio Guzman, Sce. Patricio Guzman, zdj. Jorge Muller Silva, Mon. Pedro Chaskel, prod. Equipe Tercer Ano/Instituto Cubano del Arte e Industrias Cinematograficos, wyst.: Abilio Fernandez

0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz