środa, 28 października 2026

50 rocznica międzynarodowego festiwalu filmowego w Sao Paulo cz.4, ostatnia - We współpracy z Cultura Artistica

Kadr z filmu ,,El fantasma''.
Zdj. prasowe El Pampero Cine

Początkowo zakładałem, że przerzucę pięć części programu, ale skończę na numerze cztery. Do tego dojdzie podsumowanie, i mały ranking, które produkcje podobały mi się najbardziej (będzie osobny materiał). Także, spokojnie, jeszcze dorzucę kilka rzeczy później. Tymczasem, pomalutku, żegnam się z tą imprezą i piękną Brazylią w tle. Wybrałem cztery opcjonalne produkcje, które szokują lub zadziwiają konstrukcją scenariusza. Zapraszam.

Cute

Szokujący, prowokujący seans o dorosłym mężczyźnie ukrywającym własne fantazje na temat nieletnich. Opisywanie go, samo w sobie, sprawia, że czuje się brudny (muszę wziąć zimny prysznic, poczekajcie). Mroczna, niepokojąca wizja pedofila, jakby wyrwana z powieści Nabokova ,,Lolita''. Gdzie mężczyzna stara się walczyć z seksualnym pociągiem do niepełnoletnich dziewcząt, to obsesyjne uzależnienie przekuje w rzeczywistość. Nie wiem, jak to możliwe, że na festiwalach proponują oraz prezentują niegrzeczne projekty na skraju oburzenia czy wywołania burzy medialnej. Niezręcznie miotam się w siedzeniu, staram się zrozumieć koncept, lecz odpycha jego nienaturalność. Skrajna, wykolejona narracja z pamiętnika zwichrowanego mężczyzny, który nawiązuje romans z dorosłą dziewczyną, która udaje dziecko przed kamerkami internetowymi. 

Mężczyzna o imieniu Richard rezygnuje ze związku, tylko po to, by wrócić do rodzinnego domu, gdzie poznaje Stellę o podwójnej tożsamości. Jest dorosłą kobietą, ale w sieci, w wirtualnej rzeczywistości, odgrywa dziecko dla amatorów nieletniej pornografii. Co samo w sobie jest porażające i niesmaczne. Wrażliwych widzów odrzuci (zakładam, że uciekliście do następnego akapitu, albo do następnej produkcji w kolejce), co prawda, widziałem w swoim życiu bardziej drażliwe, barbarzyńskie obrazy na dużym ekranie, lecz dawno nie miałem na ciele niemiłego dreszczyku, gdyż organizm zaczynał wołać ,,uciekaj stąd, póki możesz''. Zostałem z myślą, że rozwinie to niepokojące zboczenie w jakąś sensowną całość. Nic z tych rzeczy. Choć unika jawnych, gwałtownych, graficznych nieprzyzwoitości - pozostaje niesmak. 

Nigdy nie kwestionuje bohatera pod kątem prawnym czy moralnym. Obserwuję tę relację ze zmieszaną miną. Prowokuje do tego stopnia, że dorosła Stella celowo gra małą dziewczynkę - instynktownie przeczuwając perwersyjne myśli czy naturę Richarda. Brakuje tej historii odpowiedniego dystansu, minimalizowania zagrożenia dla postronnej publiczności, większej subtelności. Nie poruszając głębokiej refleksji nad zaburzonym mężczyzną zakochanym w lolitkach. Początkowo jest pod wpływem leków, a nawet pyta o kastrację chemiczną, żeby zapobiec dalszym konsekwencjom fabularnym, ale za wcześnie porzuca wątpliwości na skrzywioną perspektywę zboczeńca, podglądającego ekscesy erotyczne transmitowane na żywo. Produkcja tylko dla odważnych - z otwartą głową, chociaż nie polecam, bo, po co się katować? Pozostaje pytanie, dlaczego Duńczycy notorycznie łamią granice dobrego smaku? 

Dania, Norwegia, Szwecja, 2026, 106'

reż. Marlene Emilie Lyngstad, sce. Marlene Emilie Lyngstad, Emilie Koefoed Larsen, zdj. Thomas Dyrholm, muz. Josefine Skov, prod. Nordisk Film Production, wyst.: Jan Gunnar Røise, Gina Jaqueline, Karin Bertling, Molly Kirk Rasmussen

El fantasma

Dobre kino o awangardowej odwadze. Przedstawiając artystę Rubena Santantonina (specjalizujący się w pop-arcie), w kluczowych latach 60. XX wieku, jak wzrasta Instytut di Tella z perspektywy nowoczesnego konceptualisty w narracji pierwszoosobowej. Argentyńska sztuka reprezentowana od kulis: debaty artystyczne, ujarzmiony proces powstawania produkcji, ujawnienie zewnętrznych źródeł finansowania sztuki abstrakcyjnej, itp. Przeglądamy rzeźby czy instalacje artystyczne pana Davida Lamelas, który otrzymuje zlecenie, aby nakręcił film dokumentalny o wspomnianym artyście wizualnym, Rubenie. David wciela się w narratora historii, prowadzi nas przez zakamarki sztuki konceptualnej, przejmując ster w dyskusji, opowiadając o kolejach artysty zamieszanego w projekt produkcyjny.

Ślad wiedzie w kierunku wspomnianego Rubena, którego postrzega się jako artystę wyklętego. Trochę zapomnianego, gdyż zmarł w młodym wieku, a jego prace uległy zniszczeniu (dokładniej - zostały spalone przez samego autora). David poszukuje ludzi zajmujących się sztuką (także tych na zasłużonej emeryturze), którzy mieli do czynienia z Rubenem, gdy artysta pozostawał płodny, w trakcie trwającej inspiracji. Chcąc odnaleźć sedno zapomnianego buntownika - wykolejeńca. Zbliżając się do rdzenia pokręconego dzieła konceptualnego o labiryntowej układance. Film przybiera kształt udawanego, quasi-dokumentu, nie wiemy, na ile zmyślono, a na ile przeprowadzano sensowne, gruntowne badania naukowe. To tajemnica, którą należałoby zbadać osobiście, o ile macie czas i możliwości. W konsekwencji, ułatwia to zaangażowanie w produkcję, bo igra z przyzwyczajeniami widza - nie sugeruje, co jest wyreżyserowane, a co autentyczne. 

Jego komiczna forma i przebranie sztuki na dziką falę niepochamowanych emocji uderza w konkretną tonację. Powoduje beztroski zwrot w kierunku filmowej sztuczki - bez dotarcia do finału, kim był w rzeczywistości Santantonim. Czy faktycznie przeżywał egzystencjalny kryzys, i dlaczego spłonęły jego artystyczne mimozy? Ruben specjalizował się w kulistych obiektach, wykonując proste materiały ze skrawka drewna albo drutu. Wystawiając ,,arte cosa'' (sztukę rzeczy) na wystawach w wielkich miastach Ameryki Południowej i Północnej. Nie wiemy, kim jest, bo to martwa legenda - przekazywana z ust do ust. Ta wnikliwa próba przemodelowania historii o nieznanym artyście wywołuje salwę śmiechu i pamięć o utraconej tożsamości sztuki bez operatora na pokładzie. Buenos Aires zostało ujawnione jako miasto fikcji czy dopowiedzeń. Reinterpretując dawne mity i koneksje związane z Rubenem. 

Chcąc opowiadać o zapomnianej epoce di Tella, gdy instytut został zastąpiony sklepem sportowym w 1970 r. Nie do końca wiadomo, kim jest Rubens, bo to chodzący mit, są poszlaki, że popełnił samobójstwo przez brak sławy czy inne interpretacje, lecz sam bohater opowieści, czyli David popada w nostalgię, jak zanurza się w pięknie atrakcji dawnej Argentyny, gdy szanowano oryginalnych artystów awangardowych, którzy dziś, albo nie żyją, albo zostali wyparci z pamięci. Wspaniała rzecz. Godna pochwały. 

Argentyna, 2026, 96'

reż. Ignacio Masllorens, David Lamelas, sce. Agustín Mendilaharzu, Walter Jakob, Ignacio Masllorens, zdj. Verónica Balduzzi, Ignacio Masllorens, muz. Gabriel Chwojnik, Ustym Petrovych, Gregor Quende, prod. El Pampero Cine, wyst.: David Lamelas, Constanza Feldman, Victoria Baldomir, Carmen Iriondo



Furies

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek ujrzę libański produkt o napadzie na bank, i to z rąk dwóch, zdesperowanych sióstr, kobiet, które w wyniku zapaści finansowej podejmują się desperackiej, brawurowej akcji. Wrzuca nas w gorące tło Bejrutu, gdy gospodarka tonie w centrum medialnej wrzawy. Samotna matka Maro potrzebuje pieniędzy, dużej ilości gotówki dla młodszej siostry, gdyż choruje na raka (konkretniej - raka macicy). Ma jasno sprecyzowaną motywację. Nie robi tego dla siebie (poniekąd), lecz dla bliskiej osoby z rodziny. Postanawia zaangażować siostrę w wyczynowy skok na bank. Obmyślając dogłębny plan działania, a kolejno ucieczkę z miejsca zdarzenia. 

Zdj. prasowe RT Features

Początkowo relaksuje widza przepalonymi jointami (skręcone papierosy konopne), dziewczyny lubią ćpać i plotkować na zmianę w trakcie historii, lecz prędko nabiera frustracji w ustach i niemożności wyżycia z uczciwej pracy (Maro dawniej działała jako fryzjer, teraz stara się sprzedawać lśniącą biżuterię). Dochody niskie, a pieniądze nie rosną na drzewach. Dziewczyny są sprytne, bo Maro studiuje prawdziwy napad w Bejrucie, który miał miejsce w 1976. Więcej informacji w załączonym opisie. Werbują dwóch mężczyzn, aby ułatwić zadanie kradzieży. Wynajmują kierowcę ciężarówki oraz pewnego pana wiążącego koniec z końcem. Obietnica dużej wypłaty wyświetla dolary w wyobraźni. Sama akcja napadu jest najjaśniejszym punktem programu - działania przymierzone, jak w gatunkowym kinie rabunkowym; przewiercają się przez ściany, aby dorwać się do skarbca. Gorzej, kiedy akcja cichnie, a tytuł wpada w bolączki filmowe o nazwie ,,co dalej?'', gdy plan zostanie zrealizowany.

Staje się mętniejszy po koronkowej akcji, w zdynamizowanym montażu po dzielnicach chaotycznego Bejrutu. Jakby nerwowość reżyserska wkradła się na plan filmowy, wzięła górę nad drobiazgowym rozplanowaniem scenariusza. Za bardzo próbuje być ,,amerykański'' (w tym najgorszym znaczeniu). Wpada w pułapki lenistwa twórczego, w niechciane, przewidywalne sceny, kradnąc dynamikę z kumpelskiej opowieści Soderbergha ,,Ocean's Eleven'' (2001). Zbliżając się do moralnej apatii w wymuszonym uśmiechu. Na szczęście - ma dobre, charakterystyczne tempo dużych produkcji, żarliwy humor oraz ekranową chemię między siostrami, które wpadają w sidła własnej buty i nieostrożności. 

Nieco nakreśla brutalną rzeczywistość Libanu, gdy banki zamrażają pieniądze, a w rządzie urzędują nieudacznicy, degeneraci, którzy nie mają planu na poprawę sytuacji społeczno-gospodarczej we własnym kraju (odcinają prąd mieszkańcom w ciągu dnia). Twardo zmontowane sceny na ulicach grzeją opony, a siedzenia w salach nabierają temperatury. Z czasem popada w znajome rejony, co nieco odejmując smaku egzotycznej podróży po Bejrucie. Bawiłem się przednio na tej kolejce górskiej, z zastrzeżeniem, że finał jest rozczarowujący. Po pościgu robi się zanadto amerykański, gdy wcześniej korzystał z niewygodnej historii współczesnego Libanu pogrążonego w ogniu niemocy i przez biurokratyczne zaniedbanie. Nienawidzę biurokracji, dlatego kibicowałem dziewczynom w napadzie. 

Liban, Brazylia, 2026, 133'

reż. Rami Kodeih, sce. Rami Kodeih, Nora Mariana, zdj. Tony Kopec, muz. Arthur Joly, prod. RT Features, Nausika Films, wyst.: Maria Nakouzi, Rym Mroue, Hasan Akil, Issam Bou Khaled




Oca (w polskiej wersji Gąska)

Debiutancki projekt Karli Badillo, gdzie mottem przewodnim jest cytat św. Jana od Krzyża ,,Kto chce wszystko osiągnąć, musi wszystkiego się wyrzec''. Na pierwszy plan wyławia się Rafaela (wybitna w tej roli Natalia Solian) - młoda zakonnica, która urzęduje w małym, trzyosobowym zgromadzeniu, więc, jak się domyślacie, grozi im rozpad oraz brak dachu nad głową. Otrzymuje zadanie, aby zwróciła się o pomoc do arcybiskupa, w kierunku San Vicente. Młoda dziewczyna wskakuje na motocykl i wędruje po północnym Meksyku wśród jałowej pustyni. W tym samym czasie, widzimy inne postacie, jak niewierną żonę o imieniu Palmira, która zdradza oficera wojskowego - zmierzając luksusowym samochodem do kochanka w towarzystwie wynajętego szofera. Pojawia się zabawna scena, bo spotyka się z kochankiem, jak ląduje na ziemi ze spadochronu (dosłownie spada z nieba, jakby ktoś nawiązywał religijne żarty). 

Zdj. prasowe Pina Films

Każda z napotkanych osób ma dziwne uprzedzenia do zakonnicy, ponieważ uważają ją za zaburzoną, niepoprawną czy arogancką - czy to dlatego, że jest młoda, atrakcyjna, śliczna i uduchowiona? Opowiada o wierze, jak naturalnie pobożna siostra zakonna słowami ,,Myślę o wietrze, jak o Bogu, który kieruje wiatrem''. To dość przyjemny kawałek kina drogi z pobożnymi hasłami, i jeden z moich ulubionych filmów ,,wiary'' ostatnich lat, gdzie na drodze spotykają się zagubieni ludzie pełni obaw, wyobcowani, z wizjami, jak dawne czarodziejki. Występy są stonowane, a milczenie wymowne, jak Natalia Solian obserwuje świat z pozycji świadomej kobiety, która podjęła się kroczyć niezbadanymi ścieżkami pana. Finał jest dosłownie symboliczny, przekształcając fizyczną podróż w duchowe uzdrowienie. Wszystkie postaci zmierzają w jednym kierunku, przecinając losy wspólnego przeznaczenia. 

Rafaela jest zagubiona podczas wadliwej nawigacji, krąży po scenie, i nie potrafi dojść do celu. Żona Palmira sypia pozamałżeńsko z obcym mężczyzną, a do tego dodaj pielgrzyma, co niesie figurkę św. Gelazego przez stepy (który bronił niezależności Kościoła od władzy cesarskiej). Którego zagubienie widać w noszonym ciężarze. Jego ciężar ma dwuwymiarowy skutek: duchowy oraz fizyczny. Żeby za wiele nie zdradzać, powiem ledwo, że subtelnie, ale także z grozą wiary pokazuje subtelne odcienie, jak inni postrzegają drogę do Boga. Poprzez wyzwolenie, wątpliwości, modlitwę czy ciężar noszonego krzyża. Niech dystrybutorzy rezerwują wam bilety na pokaz, bo warto doświadczyć tej ścieżki w Meksyku. 

Meksyk, Argentyna, 2025, 109'

reż. Karla Badillo, sce. Karla Badillo, zdj. Diana Garay, muz. Josh Madoff, prod. Pina Films, Las Jaras , wyst.: Natalia Solián, Cecilia Suárez, Cristel Guadalupe, Gabriela Nuñez, Leonardo Ortizgris, Gerardo Trejo-Luna, Raúl Briones



0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz