![]() |
| Kadr z filmu ,,Resident Evil''. Miałem taką samą twarz, kiedy musiałem to oglądać... |
Lecimy z kolejnym pakietem filmowym, gdzie omawiam cztery produkcje, które miałem przyjemność (albo nieprzyjemność) obejrzeć. Znów będzie ostro, jednego artystę skrzyczę, za to, że zrobił mnie w bambuko. Innych pochwalę, albo uznam, że było przyzwoite, lecz bez szału. Zapraszam.
Róża
Przeciętne, arthousowe kino z dalekiej XVII-wiecznej wsi, gdzie niemiecka aktorka Sandra Huller przebiera się za mężczyznę, żeby zostać prawowitą obywatelką z męskimi prawami. Z blizną po prawej stronie twarzy z czasów wojny trzydziestoletniej (konflikt pomiędzy obozem protestantów a katolicką dynastią Habsburgów) trafia do małej protestanckiej społeczności, żeby odzyskać prawo do farmy należącej do szlacheckiej rodziny. Tytułowa Rose (Róża) celowo zakłada spodnie, aby mieć większy wpływ na wydarzenia. Oszustwo nie wychodzi na światło słoneczne, lecz miejscowi mogą coś podejrzewać, zwłaszcza gdy kobieta poślubia kobietę o imieniu Suzanna (Caro Braun), córkę miejscowego wieśniaka. Przybrana tożsamość dżentelmena ułatwia codzienną troskę o odebrany spadek w postaci ziemi, ale czy w ten sposób nie utraci pierwiastka genotypu XX? Film, w dużej mierze nie koncentruje się na degradacji damskiej sylwetki w przyjętą męską rolę. Żeby udowodnić swoją przydatność, pokazuje sąsiadom z wioski, że potrafi upolować niedźwiedzia i zająć się domem, jak prosty chłop z sąsiedztwa.
![]() |
| Foto. Row Pictures I |
Narrator przyjmuje moralistyczny ton, żeby przedstawić podstępne oszustwo i nikczemność kobiecej postaci w męskiej masce. Narracja odsłania głos społeczeństwa gotowej zaakceptować performatywne męstwo, ale przez cały seans nie uwierzyłem, że jest mężczyzną. To problematyczne, kiedy od początku wiesz, że to kłamstwo i queerowa gimnastyka bez wyczucia. Nie pomagają czarno-białe zdjęcia, które uzewnętrzniają damskie rysy twarzy. Choć Sanda Huller nigdy nie należała do atrakcyjnych, seksownych aktorek swojego pokolenia, pod płaszczem przebranego mężczyzny przypomina chłopczycę z kobiecych fantazji, która myśli, że jak założy spodnie - jej płeć zniknie. Musiałbym mocno zawiesić niewiarę, żeby uwierzyć w jej performance. To nie pomaga się zaangażować, kiedy sąsiedzi z wioski biorą na słowo jej zapewnienia, iż jest (stała się) podrabianym mężczyzną. Formalistyczny, skostniały ekran nigdy nie zmienia tonu, tkwi w stoickiej pozie, w posegregowanych ujęciach bez drgania. Przyjmując chłodny dystans i męski punkt widzenia oczami kobiety, która uważa ,,że chodzenie w spodniach ma więcej wolności'', jakby sama rola płci miała decydować o naszej wolności (abstrakcja!). Nigdy nie znosiłem tych przebieranek, i udawanie kogoś, kim się nie staniesz. Byłaby bardziej wiarygodna, gdyby czuła się mężczyzną, a nie kobietą, a tak tylko podrabia swój pozerski styl mężczyzny.
Kontempluje niebo i zakwitłe plony, zamiast pogłębiać stan kobiety zaczarowanej w mężczyznę z przymusu, żeby zyskać prawo do ziemi. Sandra Huller sprytnie kopiuje męski schemat wyciszonych mężczyzn - mrożąc emocje w zarodku, odsłaniając bliznę przez wywołaną wojnę. Nosi kulę na szyi i kreuje się na jakiegoś dziwacznego młodzieńca bez brody. Rose postrzega tę kulę jako pamiątkę i talizman przetrwania. Pragnie korzyści z dawnego systemu wartości, gdy mężczyzn postrzegano jako zwycięzców na placu broni, dlatego z ochotą obnosi się jako mężczyzna w damskiej synergii. Stara się edukować tutejszych mieszkańców, żeby budować pozycję, jak staromodni mężczyźni wierzący, że świat zewnętrzny wynagrodzi ich za trudy. Pod tą fasadą ponurości, zbitej czarno-bieli nie ma jednak nic, coby wzbudziło zachwyt, a jedynie transgresję ludzi, którzy uwielbiają eksperymentować z płcią i udawać mężczyzn z fałszywym przekonaniem, że jest się mężczyzną.
W polskich kinach od 9 października 2026 r.
Austria, Niemcy, 2026, 94'
reż. Markus Schleinzer, sce. Markus Schleinzer, zdj. Gerald Kerkletz, muz. Tara Nome Doyle, prod. Schubert, Row Pictures I, Walker Worm Film, wyst.: Sandra Huller, Caro Braun, Anne Klein, Maria Dragus
Resident Evil
Kompletna bzdura, która nie ma żadnego sensu, i udaje, że jest adaptacją sławnej gry wideo z lat 90. Ani nie trzyma w napięciu, ani nie podtrzymuje widza przy życiu. Megalomańska pulpa pozbawiona wyczucia oraz tempa. Zach Cregger, który tak wyniośle w wywiadach kreuje się na fana gier marki Resident Evil, albo robi (nieświadomy?) cyniczny żart z widzów, albo bredzi po wypiciu kraty browarów. Ciężko zaufać osobom, które mówią jedno, a robią coś przeciwnego. Zach Creeger, to jeszcze jeden z tych współczesnych hochsztaplerów, którzy udają, że robią coś dla fanów (choć w głębi ducha wierzę, że uwielbia tą serię, to zrobił kiepski, niesmaczny, żałosny film na podstawie gier wideo). Skoro jest oddanym graczem, dlaczego protagonistą programu jest nieznośny, niezdarny kurier niemający nic wspólnego z pierwotnym, oryginalnym źródłem, co nie potrafi posługiwać się bronią palną? Czy Zach jest świadomy swojej absurdalnej przemowy, że kocha gry wideo? Niektórzy uwielbiają jeździć po nostalgii, igrając z uczuciami widzów, a potem wciskać kit publiczności, że kochają materiał, z którego czerpią inspiracje do filmu, który nie robi nic ciekawego z materiałem źródłowym. Zach, czy ty grałeś w Resident Evil, czy tylko tak mówisz do kamery, bo wygodniej jest być fanem Resident Evil?
Gdyby nie wspomniano, że akcja ma miejsce na obrzeżach Raccoon City w pobliżu Kolorado, nikt by się nie domyślił, że jestem w świecie Shinji Mikami (twórcy oryginalnego Resident Evil). Horror, który nie straszy, a wręcz próbuje wymusić śmiech na twarzy beztroskich graczy, którzy mają dosyć podrabianych tytułów bez smaku. Nie wiem, jak można być fanem gier wideo i jednocześnie zachwycać się czymś tak błahym, bez sensownej fabuły i radości, że przenosisz epidemię zombie z konsoli Playstation? Nie rozumiem, jak krytycy filmowi mają czelność nazywać to najlepszą adaptacją gier wideo w historii kina?! Nie widzieli ,,Ace Attorney'' (2012) albo ,,Mortal Kombat'' z 1995 r.? Niezdarny, gamoniowaty główny bohater, któremu życzyłem śmierci podczas seansu, chciałem, żeby umarł na ekranie, a potem wszedł w kadr jakiś Leon czy Jill Valentine (oryginalne postacie z serii). Zamiast uzbrojonych żołnierzy w głównej roli nieudacznik, który nie potrafi odróżnić zombie od poszkodowanego - w pierwszej scenie przejeżdża kobietę na pasach w środku zimy, i myśli, że potrzebuje pomocy, kiedy już dawno zamieniła się w potwora. Jak mam to traktować poważnie, jak nie satyrę na graczy? Czy ja naprawdę muszę chodzić oburzony od dnia do nocy, bo ktoś wziął na tapetę sławną serię, i nie potrafi zrobić przyzwoitego horroru bez głupich, wymuszonych dowcipów? Czy nikt już nie potrafi robić horrorów, więc robią komedię z horrorów? Dajcie pokój! Jedyne, co mogę zrobić, to napisać diss na takie pseudofilmy na podstawie gier wideo.
W Internecie już krążą niepochlebne opinie o tej produkcji - m.in. na kanale Albeleo, więc jedyne, co mogę zrobić, to pogrążyć to dzieło jeszcze w większą przepaść. Protestując przeciwko wszelkim adaptacjom gier wideo, które zasłaniają się długoletnią franczyzą, udając że mają coś ciekawego do powiedzenia, choć nie mają żadnej złotej myśli. Amerykańska podróbka japońskich gier wideo od Capcomu, tarzający się w wytartych spodniach po uszy w g...(brzydkie słowo) w bagnie. Zamiast mutacji, to jakaś patelnia nieświeżych pomysłów, i próba udawania Lovecrafta, samotnika z Providence, bo reżyser wziął na warsztat mackowate potwory z dziurami w brzuchu, które nic nie robią, tylko leżą i czekają, aż coś wyskoczy z jelita cienkiego. A już szczytem absurdu jest scena, jak z dachów, synchronicznie!, spadają zombie na maski samochodów. No, normalnie, szczyt komedii. Amerykańskiej błazenady. Lepiej niech zostawią japońskie gry japońskim twórcom, a amerykańscy twórcy niech sobie robią te sztuczne horrory bez napięcia! Co za kuriozalna pomyłka. Na jedyny plus scenografia z Pragi, i całkiem niezła kompozycja kolorystyczna. Cała reszta do zaorania... I proszę nie linczować mnie za to, że emocjonalnie podchodzę do tematu, bo mam już dosyć kiepskich adaptacji gier wideo! Moja cierpliwość się skończyła! Amen.
USA, Czechy, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, 2026, 94'
reż. Zach Cregger, sce. Zach Cregger, Shay Hatten, zdj. Dariusz Wolski, prod. Constantin Film, TriStar Pictures, Columbia Pictures, wyst.: Austin Abrams, Kali Reis, Will Merrick, Sara Paxton, Magdalena Sittova, Jo Martin
Bad Apples
Czarna komedia - raczej powierzchowna, niż zaglądająca w lustro, z czym zmagają się nauczyciele w podupadającej edukacji publicznej. Maria (w tej roli zdolna Saoirse Ronan), nauczycielka klasy podstawowej, ma ambitnych dziesięciolatków, jednak w sali rozrabia jeden z tych buntowniczych, chaotycznych, głośnych dzieciaków, których kara się za to, że są inni, i nie pasują do ustalonej rytmiki programu w prostokątnych ławkach na twardych siedzeniach. W wyniku zagrożenia - Maria popełni podstawowy błąd pedagogiczny, chcąc ukarać ucznia w fałszywych przekonaniach o swojej wyższości dorosłego nad podopiecznym. Nie chce czarnej owcy w klasie, więc zabiera dorastającego chłopca do domu i zamyka go w domowym więzieniu. Brzmi abstrakcyjnie? Słusznie. Szwedzki reżyser Jonatan Etzler satyryzuje szkołę jako miejsce dla utalentowanych dzieci, lecz odrzuca ,,gorzkie, niedojrzałe jabłka'', niechcianych uczniów ze względu na problematyczne zachowania. Demonizuje nieznośnych, rozbrykanych uczniów, żeby sztucznie wybielać prymasów, jakby istnieli uczniowie bez wad? To, co z założenia miało być zabawne, zabarwione czarną komedią - prędko zamienia się w nieistotną tyradę nauczyciela każącego za to, że ktoś zachował się niewłaściwie.
![]() |
| Foto. Pulse Films |
Więzi małego chłopca w sterylnej piwnicy, przynosząc makaron w plastikowym naczyniu, trzymając go w tajemnicy przed rodziną i bez prawnego przyzwolenia. Cóż, to podchodzi pod kodeks karny i uprowadzenie! Ups, wiem że to fikcja, świadoma swojej niepoprawności, ale pomyśl, gdyby ktoś uwięził twoje dziecko, co byś zrobił? Od razu byś to zgłosił, iż zaginęło, jak nie wróciło ze szkoły! Jaki nauczyciel pozwoliłby sobie na takie naruszenie, któremu groziłoby dożywotni zakaz prowadzenia zawodu? Pomińmy rzeczywistość, bo to jawna fikcja bez konsekwencji. Nie starająca się być poważna. Kiedy niechciany uczeń znika z pola widzenia - klasa, jakby oczarowana zdolnościami profesora, odzyskuje postęp w nauce, bez niepożądanych efektów ubocznych. Zniknięcie niepożądanego ucznia spowodowało, że klasa zyskała wigor, pnie się w górę, gdy buńczuczny chłopiec obniżałby jakość klasy (co, zaniżyłoby standardy edukacji powszechnej?!). Film nie do końca uzasadnia to rozumowanie, że jak wyrzucisz czarną owcę, to nagle zyskasz systemowy raj na uczelni. Jak to niby działa? Wykluczenie zaczyna działać bez powodu. Więzi tego chłopca grając z nim na konsoli w piłkarzyki. Trzymając na uwięzi niegrzecznego chłopca, a dopóki w szkole wszystko gra, dlaczego miałaby rezygnować z uczynionych rezultatów?
Co sprawia, że to kino zamienia się w mydlaną komedię bez żadnego wyczucia czy szerszego komentarza społecznego. Bo jak ,,wyrzucenie'' uczniów z klasy czy ze szkoły ułatwi nam edukację? Czy nie byłoby to przyznaniem przez oświatę, że dyskryminujemy publicznie łobuziaków, a tylko grzeczni chłopcy mają prawo do nauki? Film nie zasługuje na takie pytania, bo jest płytki, jak kałuża. Powoduje raczej niepokój, że jakiś nauczyciel byłby zdolny do takiego okrucieństwa, byle tylko, aby zyskać poklask w kadrze nauczycielskiej, i mieć święty spokój od nerwowych uczniów. Cóż, można nie lubić nauczycieli, ale żeby wyrzucić ucznia ze szkoły, to trzeba mieć poważny powód w zanadrzu, a nie prozaiczny fakt, że bywa niegrzeczny w klasie. Nie do końca wiadomo, co autor miał na myśli. I wolę nie wiedzieć.
Wielka Brytania, 2025, 100'
reż. Jonatan Etzler, sce. Jess O'Kane, zdj. Nea Asphall, muz. Chris Roe, prod. Pulse Films, wyst.: Eddie Waller, Saoirse Ronan, Maci Morgan, Max Norris, Serena Ram
W sercu dziczy
Z całej czwórki najlepszy, bo poruszający struny nieodżałowanego człowieczeństwa. Gdzie amerykański żołnierz z oddziału Specnaz w spektrum PTSD tułacze się po wyspie, tuż po katastrofie samolotowej z wiernym psem bojowym. Nowy film z Bradem Pitt, to świeża rzecz w zalewie nieudanych praktyk Hollywood. Wciągający, bo ma brawurową akcję, dobre, ożywcze tempo, oraz odsłania dozgonną wierność (a także wdzięczność) towarzyszom wyprawy. ,,W sercu dziczy'' łączy silne więzi ludzkiej stopy z psią łapą, gdyż są skazani na siebie, a jednocześnie polegają na sobie w najtrudniejszych chwilach. Brad Pitt wciela się w Jamesa Belmont (nie mylić z Jamesem Balmont - brytyjskim dziennikarzem), który w trakcie wycieczki na polowanie w kierunku dzikiej Alaski rozbija się o drzewa, a pies wylatuje przez otwarte drzwiczki od latającego pojazdu. Jego druhem jest owczarek niemiecki o dumnym rodowodzie, nazwany na cześć mitologicznego boga, ponieważ został przezwany Odyn.
Odyn, to świetnie wytrenowana psina, która nosi na grzbiecie potrzebne apteczki, w razie, gdyby ktoś ucierpiał w starciu na polowaniu. Ma cały zestaw potrzebnych środków, jak zajdzie potrzeba, żeby sięgnąć do rozpinanego portfela militarnego. James i Odyn krążą wokół zalesionych terenów, rwących rzek, gdzie produkcja przez dziewięćdziesiąt procent czasu obserwuje ich zmagania w twardych warunkach polowych. W retrospekcjach pojawiają się znajome motywy wojenne, żeby podkreślić żołnierską traumę powojenną. Odyn i James przeżywali wspólne chwile na misji w zawodowej armii, a teraz próbują odpocząć od trosk - z dala od pola bitwy.
![]() |
| Foto. Crave Films |
Emerytowany weteran sił zbrojnych nie potrafi zapomnieć o dawnej klęsce psychiki. Jest nękany koszmarami, widzi twarze oraz własną sylwetkę we wspomnieniach, kiedy służył jako patriota. Można powiedzieć, że ta wyprawa na łono natury, to jakaś chęć ucieczki od zgiełku szachownicy wojennej. Ogłuszające odłamki granatów przestały syczeć, ale w głowie wciąż kołysze dźwięk bombardowanych stacji. Widać, że Brad Pitt wciela się w wyniszczonego człowieka. James ma ciało pokryte w tatuażach, na głowie widać oznaki siwizny, a jego pies jest jedynym ratunkiem od przeszłości. James podczas wyjazdu nie bez powodu ma awarię lotniczą, ponieważ podczas sterowania przechodzi zawał serca, a jego ukochany pies myśliwski, jak wspominałem - wylatuje przez boczne okno. To przerażająca scena, bo widz, automatycznie, zastanawia się, czy pies przeżył, ale to jedna z tych historii, która nie chce na siłę bombardować ludzkie emocje na skraju załamania nerwowego bez konkretnego, uzasadnionego powodu. Wiemy, dlaczego pies wylatuje z małej awionetki, ponieważ James przeżywał zawał i tracił przytomność. Nowy film Davida Ayer ma tutaj wyraźną przewagę, bo kreuje prawdziwą sytuację z wyraźnym napięciem, oraz stresem wywołanym przez nieprzewidziane okoliczności. A to dopiero pierwszy akt, bo później bohaterowie muszą się odnaleźć i dalej przeżywać przygody w puszczy.
Brad Pitt otrzymał angaż godny jego talentu, w schyłkowym okresie kariery, kiedy widać oznaki starzenia, zmęczenie na twarzy, a on wciela się w bohatera bez przyszłości. Kamera nieustannie trzyma na ,,smyczy'' tę dwójkę przy sobie - kreując spójny portret złamanej jednostki z czułym psem, gdyż pilnuje właściciela, oraz liże go po twarzy w chwilach niepokoju. Są wzajemną podporą, i wspólnie przemierzają tereny, żeby uchronić się przed drapieżnikami. Stary człowiek i pies stają się wspólnikami tragicznej przeszłości, a przyjaźń jest ratunkiem od zguby, bo to dramatyczna walka o przetrwanie, gdzie miast wojskowej artylerii, polem bitwy staje się podła natura chcąca ukarać obcych za wtargnięcie na terytorium wroga. Lojalny pies, który wabi się Odyn wydaje się jedyną pociechą dla straumatyzowanego żołnierza okupującego się na dzikich terenach, na dalekiej amerykańskiej ziemi, żeby odpocząć od wybuchów i chaosu, ale jego psychika już dawno wywiesiła białą flagę, ogłaszając kapitulację. David Ayer stworzył porywający kawałek kina z ufnym spojrzeniem czworonoga, który nie zamierza porzucić tonący statek (wrak człowieka). To prawdopodobnie najlepszy film w jego dorobku (a na pewno mój ulubiony).
W polskich kinach od 25 września 2026 r.
USA, 2026, 101'
reż. David Ayer, sce. Cameron Alexander, zdj. Mauro Fiore, muz. Jared Michael Fry, prod. Crave Films, Gulfstream Pictures, wyst.: Brad Pitt, Anna Lambe, J. K. Simmons






0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz