![]() |
| Kadr z filmu ,,AnyMart'' Zdj. prasowe Tohokushinsha Film Corporation |
Ćwicząc język portugalski, słuchając brazylijskiego disco w przerwie między seansami - wracam do opisywania produkcji, które zostawiły ślad w pamięci. Zacząłem się wkręcać w brazylijską atmosferę, więc czuje się znacznie lepiej, niż na początku, kiedy byłem zagubiony w wielkim mieście. W drugiej części, ponownie, omawiam spontanicznie cztery produkcje w dużych salach. Pozdrawiam.
Nipster
Jeden z najbardziej szalonych pokazów w Sao Paulo. O prześmiewczo politycznej historii o dzieciakach, które jadą na kolonię, w której urzędują eko-faszyści. Genialne, na swój sposób. Być może ,,Nipster'' nie jest subtelną satyrą na radykalne ideologie czy aktywistów z zaburzeniami głowy, lecz przedstawia podejrzaną grupę zrzeszającą pokręconych nazistów ze smykałką do ekologii czy przyrody. Akcja rozgrywa się w Skanii (region w Szwecji), w wiejskiej części administracji, a centralną postacią jest Chris - drobna nastolatka marząca o zawodach w jeździectwie (czyżby koniara?). Dochodzi do przykrego rozczarowania, zamiast jazdy konno zostaje wysłana przez rodziców na obóz, gdzie urzęduje grupa aktywistów klimatycznych. Którzy chodzą w maskach, jak jacyś napaleni kryminaliści czy psychopaci z ,,Halloween". Część rodziców jawnie się oburza, że na tych spotkaniach indoktrynują dzieci w upokarzających rytuałach. Ktoś chciał zabrać chłopca z wycieczki, lecz bez skutku. Trzydziestoletni hipster-aktywista, który zarządza kolonią (zapomniałem imienia) przekonuje dzieciaki, aby terroryzowały pobliski obóz dla uchodźców.
Młode dziewczyny zaczynają wątpić w cały precedens, czy to na pewno tylko niewinna zabawa w leśnej dziczy. Sam tytuł bywa różny - jest trochę śmieszny, niezręczny, jak próbuje pokazać ujęcia oraz zestaw scen z telefonu komórkowego. Nasza dzielna dziewczyna o imieniu Chris wiecznie zrzędzi, bo nie pojechała na konie, lecz użera się z podrabianymi nazistami z wielkomiejskiej subkultury. Na plus, że trwa relatywnie krótko, i nie próbuje być zabójczo poważny, ale podejrzewam, że wielu osobom nie przypadł do gustu, ponieważ widziałem, jak starsza para z grymasem na twarzy opuszczała salę. Czyżby ktoś oczekiwał, że zobaczy konie, jak Chris, a nie faszystów z rolki od Tik-Toka?
Ogólnie - po seansie wolałbym obejrzeć kino o szwedzkich mumiach, niż pokraczną, niskobudżetową produkcję o eko-faszystach z kominiarkami na kaprawej twarzy. Drobne ostrzeżenie, że neofaszyzm nie umarł, a ich propaganda działa. Młoda Chris dała się wciągnąć w szczeniacką grę, a finał podkreśla grozę powstania zakazanych wspólnot, gdzie skrajny nacjonalizm przyjmuje maskę złoczyńcy.
Szwecja, 2026, 87'
reż. Sunniva Eir Tangvik Kveum, sce. Sarah Olsson, zdj. Jan Bastian Muñoz Marthinsen, muz. Andreas K. Westmark, prod. Carbs Film, wyst.: Saga Stenman, Sophia Martinsson, Erik Enge, Linus Troedsson, Svante Blücher
Nauka oddychania
Czarująca produkcja, bliska odnowy kontaktu ze światem. Opowiadająca o chłopcu rozmawiającym z rzeźbą rekina o mitologicznej postawie. Peter (przytłumiony Rory Kinnear) po śmierci żony umieścił potężną figurkę żarłacza jako wyraz melodramatycznej straty. Wypełnił ściany niebieską farbą, rzeczy po zmarłej żonie zamknął na strychu, bo strych kojarzy się z nostalgią czy nieodwracalnym porzuceniem dawnej beztroski. Ból po bliskiej osobie kryje się w niepozornej rzeźbie - metalicznym rekinie, który utkwił na dachu bez wyjaśnienia. Jakby to morskie stworzenie ,,podarło'' daszek domu sygnalizując nieustanny lęk oraz brak zgody, aby odciąć przeszłość od teraźniejszości.
![]() |
| Zdj. prasowe KeyFilm |
Niezwykły obraz pełen plastycznej odwagi - synek Leo (uroczy Ezra Carlisle) także pozostaje w odrętwieniu po pogrzebie matki. Wchodzi na piętro, przedostając się do wnętrza rekina wydobywając z jego martwej skorupy osobny ból egzystencji. To dziecięcy konfesjonał, gdzie spowiada się ze słów, z którymi nie dzieli się z ojcem. Który w ciszy na śniadanie robi tosty, oraz dystansuje się od syna. Próbuje pobudzić ,,staruszka'' okrętną drogą - kwestionując jego zamkniętą głowę, ponieważ żony fizycznie nie ma, lecz jej obecność sugeruje metaliczny rekin pożerający wspomnienia ze strychu. Karmiąc się zaognioną raną ojca. W ciszy kontemplując swoją stratę. Leo, jak na małego chłopca - nie rozumie rodzica, starszej logiki, bębni palcami o stół, waha zapytać się o matkę, ponieważ nie wie, jak dotrzeć do ojca - jego wewnętrznej boleści serca oraz umysłu pogrążonego w rozpaczy. Potem do domu wprowadzi się bułgarska pani próbując wytrącić Petera z równowagi, by otrząsnął się z martwej przeszłości, którą karmi porozrzucanymi przedmiotami małżonki. Pora ruszyć dalej, niż ciągle żyć wspomnieniami.
Ojciec zamknięty w szklanej kuli, z której nie potrafi się wydostać, a pani Maria Bakalova (aktorka) zaczyna dostrzegać, że dom to miejsce cmentarne, gdzie przedmioty nieustannie przypominają o stracie - zakurzony, nietknięty fortepian, krzesło w kuchni, na którym siedziała, to czysty obłęd! Ten wszechobecny marazm widoczny po Peterze sprawia, że zaczynamy rozumieć jego nienazwaną pustkę - człowieka tak głęboko tragicznego, aż przywdziewa maskę karykatury, gdzie każdy porusza się w trybie slow-mo, w zwolnionym rytmie. Ta ukryta żałoba jest nieustannie podkręcana przez kolorowe przedmioty, przez dziwną rzeźbę, podzielone kadry, gdzie przestrzeń dzieli ludzi na dwa obozy. Leo jako mały chłopiec potrzebuje ojca, więc stara się wyjść z tej podmorskiej głębi, aby wynurzyć ojca z jego apatii. Przepyszne dzieło! Koi, wzrusza i oferuje surrealistyczne krajobrazy jako wyraz dziecięcej wyobraźni.
Irlandia, Wielka Brytania, Holandia, 2026, 95'
reż. Rebekah Fortune, sce. Richard Brabin, zdj. Richard Kendrick, muz. Alexander Reumers, prod. KeyFilm, One Wave Films, wyst.: Rory Kinnear, Ezra Carlisle, Maria Bakalova, Declan Conlon
AnyMart
Pierwszy film, który nieco mnie wkurzył, bo ostatnio opisywany ,,Struś Pędziwiatr i zemsta Kojota'' nakręcał spiralę lekkomyślnej idei, aby naśmiewać się z kapitalizmu. Zdradzę wam sekret - przestało być to modne, jak powstała powieść ,,American Psycho''. Przestarzała produkcja o zagubionej ludzkości w szklanych budynkach. Beznamiętny spektakl bez skalpela w dłoniach. Japońskie społeczeństwo w szkiełku bezdusznej roboty bez osobistej satysfakcji. Krwawe studium, jak system etatowy łamie szczęście pracowników, gdyż nie mają wyboru, jak uciec od społecznej presji terroru. Przydałby się ekonomiczny protest zbiorowy, jakaś zaawansowana idea, aby zerwać z szarą monotonią życia zawodowego. Zamiast tego autor oferuje niskobudżetowy, spazmatyczny, szary horror bez barwy i uderzenia w kapitalistyczną utopię.
Twarze bez wyrazu, przełożony, który nie dba o to, że jesteś przeciążony, i tracisz komfort psychiczny na stanowisku pracy w sklepie spożywczym. Markotna monotonia dzisiejszego społeczeństwa zapętlonego w pracy bez perspektyw czy awansu. Pracownicy zmęczeni rutyną kładzenia towaru na półki sklepowe, gdzie przeglądają nieustannie telefon, aby uciec od monotonii egzystencji. Zarażając widza bezczynnością i bezładem. Okrutnie zrzędliwa produkcja bez grama pomysłu na kapitalistyczny rozmach bez przyszłości, gdzie ludzie stali się bezosobowi, a praca wypełniaczem dla gospodarki rynkowej.
Jak na utarty horror z elementami komedii - antypatyczny, bez życia, jak kukły widziane na ekranie. Pracownicy recytują dialogi, jak ze szkolnego przedstawienia. Praca w handlu detalicznym ukazana jako trauma tego pokolenia, którzy pogrążeni są w wiecznym śnie, i nie rzucą tej roboty, choć już dawno złożyłbym wniosek o odejście. Ni to satyra na wybrednych klientów w sklepach, ni na post-kapitalistyczną rzeczywistość, gdzie praca stała się bezużyteczna. Gdzie marnuje się jedzenie (wyrzucają produkty do kosza), szefowie są niegrzeczni (powiedziałbym kilka nieprzyjemnych słów na jego temat, ale przystopuję). Gdzie pracownicy są jak zużyte prezerwatywy - bez energii i gotowi na odpad. Jego stonowany ton, być może, dobrze oddaje apatię i ponurą atmosferę w pracy, ale nawet w call-center spotkałem bardziej żywych, autonomicznych ludzi z pasją. Bezduszny film, jak samo społeczeństwo, które toleruje te bzdury, że każda praca jest warta naszej uwagi. Wymęczyłem się. Pierwszy film na festiwalu, który sprawił ból w negatywie.
Japonia, 2026, 88'
reż. Yusuke Iwasaki, sce. Yusuke Iwasaki, zdj. Mao Ohkawara, muz. PAS TASTA, prod. NOTHING NEW, Tohokushinsha Film Corporation wyst.: Shota Sometani, Erika Karata, Masahiko Nishimura, KurumaJedna z tych pierwszych meksykańsko-brazylijskich animacji widzianych w głównym konkursie. Jest ich całkiem sporo, więc zakładam, iż nie zdążę być na każdym z osobna. W każdym razie - obserwujemy wojownika, który musi zstąpić do krainy wiecznych łowów (czyli krainy umarłych, w kulturze meksykańskiej nazwanej Mictlan jako wyraz chrześcijańskiego piekła). Urodził się pod nieszczęśliwym znakiem Jaguara, który ma wybity na skórze (jak to Aztecy). To pełnometrażowy debiut fabularny Victora Mayorga o plastycznej barwie oraz animacji 2D skrzyżowanej z efektami komputerowymi. Siły światła i ciemności stykają się z mitologią Azteków, gdzie głównymi personami w fabule są heroiny, bohaterowie, mędrcy, złoczyńcy czy zwierzęta o lisich twarzach.
![]() |
| Zdj. prasowe Ocelotl Co. |
To dość oryginalne, że ktoś postanowił sfilmować oraz zrealizować prekolumbijskie czasy z symbolami na ciele, gdzie Indianin wchodzi do martwej, ciemnej krainy otoczonej zwierzęcymi zwłokami o paszczy jaszczura. Wyrusza do głębokich podziemi, aby odnaleźć artefakt, który ocali ziemię od zagłady. Widać wszelkie nawiązania do dawnych świętości czy kultur amerykańskich. Włącznie z tablicą 34 kodeksu Borbonickiego (manuskrypt z obchodami święta i procesją dawnych bogów). Z większych minusów, to na pewno fakt, że styl animacji jest mieszany, zbyt eklektyczny, oszałamiając feerią barw, jakby chciał zostać następcą studia Ghibli, gdzie styl 2D musi się kłócić z trójwymiarową geometrią. Płaskie, tekturowe postacie bez wyrazu, i humor niskiej jakości nie ułatwia zaangażowania w efekt końcowy. To bardziej ciekawostka kulturowa, niż ambitny przedstawiciel międzynarodowej animacji. Nie ma szans konkurować z japońską sztuką rzeźbienia obrazów.
Na pewno przedstawia inspirujące aspekty archeologiczne kultury iberoamerykańskiej, gdzie kolibry latają nad ziemią, gdzie wojownik walczy z siłami zła, jak w starych eposach - z Itzpapalotl, która w ramach zemsty chce rewanżu na śmiertelnikach przynosząc z sobą skrajną ciemność ludzkości. Indiański wojownik odzyskuje święte kości, zasila słońce i przynosi dobrobyt. Dobry pierwszy krok w reklamowaniu meksykańskiego dziedzictwa. Czekaj na więcej!
Meksyk, Brazylia, Francja, 2026, 93'
reż. Victor Mayorga, sce. Victor Mayorga, zdj. Souza de Jesús Claudio, muz. Arnie Rodriguez, prod. Ocelotl Co.





0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz