Eric Rohmer zmarł w Paryżu w wieku 89 lat, w 2010 r. Francuski krytyk filmowy, teoretyk języka filmowego dzielił się z widzem głębokimi dramatami erotycznymi, jak ,,Kolano Klary'' czy ,,Moja noc u Maud''. Nigdy nie przedostał się do szerokiej publiczności - pozostawał w cieniu swoich słynniejszych kolegów z branży, jak Jean-Luc Godard, a z mojej perspektywy był bardziej ludzki, niż większość autorów z epoki nowej fali w latach 50. Jego humanistyczna spuścizna wyróżniała się ciepłym humorem, literackimi dialogami oraz spojrzeniem na rzeczywistość oczami artysty siedzącego z dala od tłumu.
Nigdy nie zabiegał o popularność czy uwagę, dlatego Eric Rohmer wydaje się tajemniczym romantykiem z Francji, który powinien stanowić kanon współczesnej kinematografii. Biorąc pod uwagę, że nowe pokolenie nie jest zainteresowane jego twórczością sprawia mi przykrość, bo zawsze miał coś do powiedzenia, a jego delikatne obrazy do dzisiaj wspominam z czułością. Do których mam ochotę wracać, przypominając sobie jego pokręcone romanse z ekranu. W całej historii kina jest tylko dwóch bardziej francuskich autorów od Rohmera, i jest nim Jacques Rivette oraz Marcel Carne - osobiste trio, których uważam za najbardziej fascynujących twórców pochodzących z Europy Zachodniej.
Jest o tyle inspirujący, że swój pierwszy film nakręcił w wieku 40 lat, a wcześniej drukowano jego teksty krytyczne w legendarnym czasopiśmie ,,Cahiers du Cinema'', który przestał być wiarygodny po latach 80. (dzisiejsza krytyka jest mniej ukształtowana, niż poprzednie pokolenia). W jednym z zabawniejszych cytatów wspomina, że krytycy nadają wartości jego dziełom;
,,Kiedy kręcę film, nie mam pojęcia o jego strukturze. Czasami, kiedy czytam recenzje, pomagają mi one zrozumieć moją własną pracę''.
Kiedyś śmiał się ze swojego kolegi z branży (mowa o Chabrolu), że nie potrafi opowiadać historii, jeśli nie ma w niej zbrodni. Całkowite przeciwieństwo Rohmera, którego nie interesowały kryminały, lecz wrodzony optymizm, piękne dziewczyny na plaży lub dysputy z zacięciem filozoficznym. Tworzył swoje małe kameralne portrety mieszczuchów zakochanych we własnym lustrze. Kiedy inni autorzy z tamtej dekady, jak Ingmar Bergman kręcił dramaty o cierpieniu - oddalał się od egzystencjalnego posłuszeństwa, bo wolał bohaterów kruchych, o ustalonej tożsamości i pozycji społecznej. Nigdy nie ulegał modzie, wolał swój mikrokosmos, gdzie dominuje uczucie niezaspokojenia, błądząc w oparach romantycznego zagubienia, bo postacie w jego filmach często szukały kogoś bliskiego, o czym przekonasz się, jeśli obejrzysz ,,Kolekcjonerkę'' czy ,,Noce pełni księżyca'' z 1984 r.
![]() |
| Kadr z filmu ,,Żona lotnika''. |
W jakimś sensie, dzisiaj jest uważany za staromodnego dziada, gdzie krytycy filmowi mylą komedię salonową z naturalistycznym, ulicznym gadulstwem, w dużej mierze nie przyjął się w Stanach Zjednoczonych, kiedy wybitny aktor zza morza, Gene Hackman, uznał po premierze ,,Moja noc u Maud'' za pokaz ,,obserwowania schnącej farby''. Co jest kuriozalne i mylące, dla każdego miłośnika francuskiej szkoły filmowej, ale wiadomo - aktorzy mają (zazwyczaj) egocentryczne spojrzenie na sztukę, więc nie warto brać ich na poważnie, bo zrobicie sobie krzywdę. Ich wywiady wielokrotnie potwierdzały regułę, że grać w filmach, a rozumieć kino, to dwie różne sprawy. Aktorzy nie są żadnym autorytetem w historii kinematografii, to puste głowy, które przychodzą na plan, grają swoje, lecz nie potrafią wczuć się w filmowca, który maluje własne obrazy słowem czy dźwiękiem.
Ich poziom wypowiedzi przeczy jakiejkolwiek dyskusji filmowej. Gdybym miał wskazać, w czym odnajduje się Rohmer, albo jakie tematy go nękają, byłby to krajobraz nastolatków ze swoimi obsesjami, gdzie młodzi dorośli starają się odnaleźć własny głos w zapowietrzonej zadumie, o czym przekonasz się obserwując takie tytuły, jak ,,Przyjaciel mojej przyjaciółki'', czy młodszego kochanka zakochanego w starszej kobiecie w ,,Żonie lotnika'', także z lat 80. Gorączkowi romantycy sprawdzą w jego twórczości wszelkie rozczarowania rzeczywistością oraz późną dorosłością. Eric Rohmer pod fasadą komedii skrywa zakazane związki, jak we wcześniej wspomnianym ,,Kolanie Klary''.
Dlatego, kiedy przywołuję nazwisko Rohmer - widzę przed oczami błyskotliwego gawędziarza, gdzie jego bohaterowie uwielbiają uwodzić świadome kobiety. Z okazji krótkiego wpisu na jego temat postanowiłem podzielić się także, jakie filmy warto sprawdzić na początek, gdybyście zainteresowali się jego spuścizną. Wybieram pięć tytułów idealnych na start.
5. Markiza O (1976)
Nawet jak na Rohmera - wyróżniający się w jego bogatej kartotece reżyserskiej. Autor wykorzystał oświetlenie jako środek do wzbogacenia brutalnej historii o winie i wstydzie kobiety. Umotywowany malarstwem klasycznym, od epoki baroku, po wczesny renesans. Sfotografowany przez Nestora Almendros w mglistym, sepiowym szkle, łudząco podobnym do filmu Terrence'a Malick o tytule ,,Niebiańskie dni'' z 1978 r. Szczyci się głęboko wychudzonymi cieniami, które nakreślają psychologię postaci, gdzie kobieta widzi świat w zaburzonej perspektywie.
4. Kolekcjonerka (1967)
Znakomity tytuł, żeby sprawdzić, o co chodzi z tym Rohmerem. Opisujący młodych ludzi w fałszywych, zakładanych maskach, tkwiących w samo-złudzeniu, w sztywnych kołnierzykach. Stosujący dziwne gierki, podstępy czy wykręty. Być może francuski artysta słynie z niekończących się dialogów, kręcąc pośród zawiłej problematyki związków damsko-męskich, lecz ,,Kolekcjonerka'' wychodzi poza jego ton mędrca, i ukazuje młodość jako stan wewnętrznego sporu i zewnętrznej fasady. Letni wyjazd, letnie wakacje, ale to coś więcej, niż sielanka pod palmami. To gorący, żywiołowy opis młodzieńczej awantury z pochopnymi romansami i oczekiwaniami względem mężczyzn przez młode dziewczęta. Burżuazja z jego wszelkimi wadami oraz osobliwymi gestami.
3. Cztery przygody Reinette i Mirabelle (1987)
Podzielony na odcinki, niczym serial. Zaczyna się w malowniczej wiejskiej scenerii. Jedna z pań maluje surrealistyczne obrazy, a figlarność drugiej sprowadza świat do króliczej nory. Dziewczyny spotkały się przypadkowo, bo jedna z nich, a konkretniej, Mirabelle łapie gumę w rowerze, więc zostaje zauważona przez Reinette, która zaczyna dyskusję na drodze oraz zaprzyjaźnia się z drugą młodą dziewczyną. Jedna marzy wyjechać do Paryża, gdy druga utalentowana marzycielka pragnie studiować sztukę. To śmiała, liryczna przypowiastka o zmierzchu dorastania, naciskająca na bliźniacze heroiny, które żyją własnym życiem, przeżywające wzloty oraz upadki, a dalszy seans przekazuje, jak kształtuje się ich charakter oraz podejście do rozczarowującego życia, w którym nie wszystko zaplanujesz. Delikatne lico młodości, które emanuje energią i buntuje się przeciwko kapitalizmowi w XX wieku, gdzie ideologiczne podejście zasłania trzeźwy osąd rzeczywistości. Rohmer dzieli tę krótką opowieść na epizody, żeby naświetlić niewinność młodych dziewcząt, które nie potrafią skontrować obcych, fałszywych twarzy. Marzenia okazują się kruche, gdy życie za oknem gnuśnieje, a interes prywatny okazuje się ważniejszy od idei piękna.
2. Paryskie rendez-vous (1995)
O uwodzicielach i nieporozumieniach na tle paryskiego miasta. Nie będę rozwodził się nad tematem, ponieważ kiedyś napisałem recenzję - serdecznie zapraszam pod wskazany link Paryskie rendez-vous. Dodam tylko, że to esencjonalne kino i dylematy francuskiego teoretyka filmowego. Ukazujący problematyczny nastrój romantyzmu we Francji, pomylenia namiętności z zakochaniem. Stały motyw romansowania w jego twórczości zostaje podsumowany gromkim śmiechem.
1. Opowieść wiosenna (1990)
Trochę oszukam system, bo to mój ulubiony film Rohmera. Emocjonalnie spójny, analityczny pod kątem marzycielskiego umysłu. Poruszający oraz zabawny na przemian. Każdy dialog to czysty powiew świeżego powietrza, nalewanego optymizmu do kieliszka czy dialogów ze szczerego serca (ze szczyptą filozoficznej prekognicji). Ponownie, to gadulstwo, bo Francuz stosuje rozmowy jako unik przed obojętnością. Obserwuje losy swatki z czułością niedostępną dla zachodnich cyników. Chaotyczny przebieg wydarzeń wyjaśnia w swoim zakłopotaniu, gdzie świeże kwiaty korespondują z burzliwą namiętnością. Niezwykle wyrachowane, ze stylowymi przebraniami, otwartością na drugiego człowieka i z błyskotliwą opowieścią o naszyjniku. Jeśli ktoś po ,,Opowieści wiosennej'' nie nabierze się na Rohmera, spróbuj z innymi historiami, bo Rohmer zaskakuje, w momencie, kiedy nie oczekujesz fabularnej sesji, lecz ulotnej atmosfery.




0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz