![]() |
| Kadr z filmu ,,The Ogre of Athens''. Foto. Athens Film Company |
Wraz z nowym rokiem otwieram nową kategorię, czy nowy program na swoim kanale. Postanowiłem podzielić się wrażeniami z filmów, o których mało się mówi, lecz są godne polecenia (według własnego uznania). W tym przedziale będą pojawiać się filmy z lat: 1932-1999. Głównie skupię się na rzeczach mniej rozpoznawalnych, które nie miały szerokiego dostępu, albo są nagradzane, ale wciąż nie mają ,,rozgłośni''. Nie będę skupiał się na nowszych filmach, co nadeszły wraz z XXI wiekiem. Nie będę mówił czy obiecywał, jaka będzie częstotliwość tych materiałów, choć raz na miesiąc powinno się udać (a przynajmniej raz na dwa miesiące). Także, zapnijcie pasy - startujemy z nowego lotniska.
O Drakos (The Ogre of Athens)
Niesłusznie zapomniany klasyk kina greckiego, który toczy się nocą sylwestrową, oraz w trakcie pierwszego stycznia, po hucznej imprezie. Śledzimy losy mężczyzny, który, na pierwszy rzut oka - wygląda podejrzanie. Rozgląda się, jego wzrok wędruje w oddali, nerwowo porusza się w soczewce kamery, jakby przed kimś uciekał, albo był sławnym kryminalistą, którego poszukuje policja. Głównym bohaterem jest introwertyczny z natury, drobny urzędnik bankowy o imieniu Thomas (dobra rola Dinosa Iliopoulos), co przemierza ulice z paczką pod ręką. Obawia się, że czeka go wyrzucenie z mieszkania. Mężczyzna okuty w płaszcz, o szerokim, czarnym kapeluszu na głowie przemierza smutne ulice, odwiedzając głośnych sąsiadów, wsiadając do zatłoczonego autobusu, by później uczestniczyć w farsie fałszywych tożsamości. Thomas pozna w klubie na zapleczu sceniczną piękność, a właściciel nocnego lokalu okaże się miękkim specjalistą w operacjach przestępczych, jak z czarnego kryminału.
Film stopniowo odsłania osamotnione dusze - kobiety szukające towarzystwa, a w tle podejrzane interesy związane ze starożytną kolumną Zeusa z Olimpu. W trakcie trwającej imprezy sylwestrowej obserwujemy tańce Zeibekiko - czyli tradycyjny taniec ludowy z Grecji, potocznie zwany ,,tańcem duszy''. Gdyż dusze ludzkie uwiązane są w historycznej kulminacji. W epicentrum nadejścia Nowego Roku, po którym nie wiadomo, co przyniesie jutro - wybawienie czy zatracenie? To kino urzeka smolistą atmosferą nocnych lamp, wzmagając podskórny niepokój, gdzie mężczyzna nawiązuje kontakty towarzyskie z paniami, jak Carmen (czarująca Marika Lekaki) - jedynymi kobietami, które pragną odrobiny czułości i ulotnej pamiątki zapomnianej miłości. Zważywszy że akcja ma miejsce po wojnie domowej w Grecji sprawia, iż nie wiadomo, kto jest kim, i kto przebiera się za złoczyńcę. To obcy świat, a w centrum zagubiony mężczyzna przyjmujący fałszywą tożsamość, który zostaje rozpoznany jako gangster z półświatka w lokalnych gazetach, co jest ukartowanym kłamstwem, mglistym pozorem, a potem sam zaczyna wierzyć, że jest obcą osobą jako narrator tej złowieszczej opowieści.
![]() |
| Foto. Athens Film Company |
Niczym zamroczenie przejrzystego umysłu, mroczna osobowość wycofanego, anonimowego mężczyzny z tłumu, gdzie światła parkietu odsłaniają cień utraconej władzy nad własną tożsamością. Samotni ludzie wypełniają kadr - chcąc odzyskać utraconą wolność. Wolność, której nie da się odzyskać, choć rozpaczliwie pragną wskrzesić zagubioną cząstkę weselszej przeszłości. Kobiety są na smyczy nocnego lokalu, a Thomas nieustannie dopatruje się spisku - ciągle spogląda za siebie, zerka przez szpary, przyjmuje niewygodną tożsamość mafii, jakby nie miał własnej. Ludzkość w trakcie zabawy sylwestrowej odnajduje pocieszenie w tańcu, a nowy rok za rogiem sprawia, że balety stają się odwróceniem uwagi od przytłaczającej bezradności, od wszelkiej paniki i narastającej psychozy podejrzeń. W dużej mierze, to kameralny wystrzał w klubie, gdzie jednostki resztkami sił poszukają pocieszenia w zabawie od niedoli chorej rzeczywistości, gdzie każdy przyjmuje cudze maski.
Grecja, 1956, 103'
reż. Nikos Koundouros, sce. Iakovos Kabanellis, zdj. Kostas Theodoridis, muz. Manos Hatzidakis, prod. Athens Film Company, wyst.: Dinos Iliopoulos, Giannis Argyris, Thanasis Vengos, Marika Lekaki, Frixos Nassou
Różowe sny
Kiedy niewinna miłość stoi na drodze społecznej sprzeczności - młody, biały marzyciel Jakub (sympatyczny, uśmiechnięty Juraj Nvota) zakochuje się w cygance o imieniu Jolanka (miła Iva Bittova), co sprawia, że obie kultury próbują ich odwieść od planowanego małżeństwa. Koleje zwariowanego losu na słowackiej wsi, gdzie uszaty chłopak stosuje cyrkowe sztuczki, roznosi listy, a w zasadzie rozwozi listy rowerem oraz przypadkiem spotyka uroczą cyganeczkę, która pragnie go bliżej poznać za pośrednictwem ,,druhny''. Zakazane uczucia i dwa różne, obce światy, które nie potrafią się zjednać czy pogodzić. Jakub uczy młodą dziewczynę walca, a Jolanka zaprasza go do rodzinnego domu, by przywitał się z krewnymi oraz tradycjami gospodyń.
W pamięć zapada portret starej, niewidomej babki ze strony Romów, gdyż przewiduje, że chłopak ma ,,obcą krew'', jak wnuczka opuści rodzinne strony oraz dom, jak zmarznięty ptak, który migruje na zimę do ciepłej krainy. To poetyckie, legendarne, słowackie podejście do otaczającego świata pełnego sprzeczności. Gdzie ludziom nie zakazuje się marzyć, lecz lekceważy podszepty oraz wstydliwe uniesienia wadliwego serca w pierwszej, niestrudzonej miłości. Romowie urzędują w biednej wiosce, w zaniedbanych pokojach - to odrębny, stargany byt, obce obyczaje dla białych osadników. Pomimo wyznania wielkiej miłości nikt nie chce zgodzić się na ,,mezalians'', na związek Słowaka z Romką. Z czasem miłość nie wystarczy, żeby przezwyciężyć dzielące ich różnice oraz niepogodzone, ,,zwaśnione'' rodziny.
![]() |
| Foto. Slovak Film |
Jednakże - kino nigdy nie wpada w makabryczny, wisielczy ton. Dominuje swobodna, krucha atmosfera parnego lata, lekko rozmarzone ujęcia oraz szczere podejście do odmiennej, niecodziennej kultury romskiej. Bez żadnego nadęcia i nabrzmiałych stereotypów. Niechęć nie wynika z nienawiści, lecz z uprzedzeń i życia na uboczu mniejszości etnicznej. Wiążące uczucie prowadzi w głąb pierwszej, nonszalanckiej miłości z dziką przygodą na rowerze czy wśród pola zbóż. Jest jak piękny sen kochanków, lecz po przebudzeniu nadchodzi rozczarowanie, a także gorzkie spojrzenie za pogodnym oknem. Miesiąc miodowy zakochanych minie, których nikt nie posądza o złe zamiary, lecz o brak rozsądku.
Świat uczuć (zazwyczaj) nie jest racjonalny, zaś czeski film ukazuje tę historię jako przelotną baśń, jako coś, co trwa chwilę i budzi nad ranem potężnym kacem. Marzenia o wielkiej miłości mogą ulec zniszczeniu, gdy korespondencja uczuć ulega zniekształceniu rzeczywistości. To ulotna, zwiewna opowieść z zabawnymi dialogami, z odrobiną trzeźwej fantazji, gdyż budzi z czarodziejskiego snu dwoje kochanków, którzy wiedzą, że różnice kulturalne są nieuniknione. Połączenie baśniowej legendy z tragikomedią umaczaną w poetyckich scenach, gdzie Jakub zajada smutki żółtkiem z jajka, i jak półprzytomnie ląduje w wodzie z rozpaczy za utraconą ukochaną. Ma w sobie tę specyficzną duszę słowiańskich tradycji - bohater czule otacza ptaszęta w gnieździe, jak Jurek z polskiej produkcji ,,Koniec wakacji'' (1974). Pierwotnie napisałem recenzję - zapraszam. Oba tytuły poruszają czułą stronę odchodzącej miłości, której nie można pogodzić z rzeczywistością.
Czechosłowacja, 1977, 81'
reż. Dusan Hanak, sce. Dusan Dusek, Dusan Hanak, zdj. Dodo Simoncic, muz. Petr Hapka, prod. Slovak Film, wyst.: Juraj Nvota, Iva Bittova, Jozef Belan, Marie Motlova





0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz