,,Aviator'' - pomimo świetnej oprawy wizualnej - gorzko rozczarował. Pomimo utalentowanej obsady, delikatnego pianina w tle i marzeniach o lotnictwie - pozostawia widza w zadumie, dlaczego jest wygaszony, zamiast rozbudzający wyobraźnie. Oparty na powieści Jewgienija Wodołazkin o tytule ,,Wielka księga'' miał szansę schwytać widza za gardło oraz zdobyć publiczność, ponieważ opowiada o człowieku, który budzi się z kriogenicznego snu nie pamiętając kim był, i co robił w poprzednim życiu. W otwierającym ujęciu mamy majestatycznego sokoła, który przelatuje nad zieloną polaną (lasem), co zwiastowało poetyczne zadęcie. Jednak traci impet, gdy stopniowo odkrywa melancholię za straconym wspomnieniem. Olśniewa w pojedynczych fragmentach, jak para kochanków cytuje tęskne wiersze w kołyszącej się łódce pośrodku jeziora, albo jak bohater ubiera skrzydła Ikara, aby uwierzyć w swój plan, że zacznie latać. W pojedynczych fragmentach widać pióro autora, słodką symbolikę i jakąś taką wiarę, że w Rosji można odnaleźć sens istnienia.
Zacznijmy od początku. Szanowany naukowiec Konstantin Geyger (Konstantin Khabenskiy), finansowany przez cynicznego filantropa Victora Zheltkov (Evgeniy Stychkin), odkrywa komórkę na wyspach Sołowieckich z trzynastoma uczestnikami przymusowego eksperymentu związanego ze wskrzeszeniem Łazarza. Tylko jedna osoba może zostać rozmrożona, oraz przywrócona do stanu używalności. Innokentiy Platonov (Aleksandr Gorbatov) budzi się ze stuletniego snu - próbując zebrać fragmenty pamięci. Jako były konstruktor samolotów pragnie powrócić do swojej działki, i buduje imponującą awionetkę w garażu z puchatymi skrzydłami od ptaka. Lotnik odzyskuje świadomość, jak zostaje wybudzony z komory - budząc się w nowej erze Sankt-Petersburga. Przez wiele lat jego ciało leżało w katakumbach pod górą Siewiernaja, gdzie dominuje surowy, północny klimat. Początek jest imponujący, bo przedstawia futurystyczną wizję rzeczywistości, jak ludzkość śni o nieśmiertelności, igrając z Bogiem. Później przechodzi w odrętwiającą fazę narracyjną. Śledząc losy zagubionego marzyciela, który przypomina sobie dawne życie w kawałkach ulotnej pamięci, a w jednej kobiecie o imieniu Anastazja (w tej roli śliczna, porcelanowa Daria Kukarskikh), widzi swoją byłą dziewczynę (lubię takie motywy!).
![]() |
| Foto. Krasnyy kvadrat |
Wcześniej niż później zauważam, iż autorzy przesadnie forsują montaż z przebitką, co oznacza, że jedne wspomnienia nacierają na drugie, wzajemnie się zacierając, oraz powodując, że kino zamienia się w przykładną turecką telenowelę, gdzie wzmaga się nadmierny przerost formy nad parafrazą literatury. Kino romansuje z powieścią bez większej dokładności czy subtelnej tonacji. Budzi śmiech, kiedy Anastazja z Innokentiy odtwarza sceny w pościeli, jakby ktoś sugerował, że bez dobrego seksu nie ma dobrej historii (wiem, wiem, głupi żart). Główny bohater nie wygląda na kogoś, kto byłby sparaliżowany zmieniającymi się czasami pogrążonymi w futuryzmie, wybudził się ze śpiączki bez większej skazy, bez większych dylematów wewnętrznych. Bez nerwowego pytania, czy odnajdzie się w nowym świecie, czyli w 2026 r., bo akcja ma miejsce we współczesnej historii. Innokentiy dorasta, przeżywa głodne lata rewolucyjne w Piotrogrodzie i dostaje pracę jako projektant w laboratorium ojca lotnictwa krajowego, gdzie praca nad samolotami jest wątpliwym dodatkiem do wstrętnej narracji o zaburzonych jednostkach, które marzą o własnym zmartwychwstaniu oraz życiu po życiu. Dostajemy przed ekranem skrzywionego, bezemocjonalnego marzyciela udręczonego lękami egzystencji, z przyprawą kwaśnej gnuśności, dokąd zmierza epoka postępowej technologii w XXI wieku, zamiast wypływać na powietrze swoimi maszynkami ze skrzydłami, ciesząc się obrotem gwiazd, jak ,,Szkarłatny pilot'' (1992) od studia Ghibli. To przykre, że pasjonujące lotnictwo zostało sprowadzone do roli małego punktu kontrolnego.
W dużej mierze bohater historii jest nieobecny, martwą skorupą pozbawioną treści i emocji. Jest wyalienowany, jako relikt zbędnej przeszłości. Nie jest żadną odpowiedzią na cyniczne czasy, nic go nie cieszy, więc jaki jest sens wskrzeszania nieżywych (martwych)? Film ma liczne przestoje, i nie wie, w którym kierunku dążyć. Rozbija się o przeszkody - chcąc opowiedzieć o szkodliwości technologicznej utopii (technokraci marzący o nieśmiertelności) i naukowych rewolucjach, wyrzucając bohatera za nawias, poza margines jego romantycznego usposobienia, kiedy lotnictwo przestało być marzeniem małych chłopców. Emir Kusturica wiedział, jak budzić marzenia do życia, kiedy kręcił wyborne, rozmarzone ,,Arizona Dream'' (1993) z Johnny Depp w roli głównej. Tam czułeś, jak ponosi cię przygoda, a po tym seansie czuje się martwy, jak bohater wybudzony z głębokiego snu. Przeszkadza także nadmierna, ujednolicona linia obrazu - świat przyszłości jest matowy, pogrążony w wieżowcach ze szkła, jakby oderwany od ducha i głębokich relacji. Tylko we fragmentach czuć jego ulotność zdarzeń, jak promienie światła słonecznego odbijają się od tafli morza, jak Anastazja cytuje fragmenty poety Aleksandra Błok. ,,Twój nieszczęsny umysł został zatruty. Straszny widok przyszłych wojen. Nocny lotnik, w burzliwej mgle. Przynoszący dynamit na Ziemię?". Gubi swój ulotny, zwiewny styl, na rzecz ckliwego melodramatu z trójkątem miłosnym i wymarłej palety kolorów jeszcze bardziej wymarłych ulic Pietrogrodu.
Kiedy bohater unosi się w powietrzu, gdy usadowił się w kabinie lakierowanej awionetki, wówczas znajduje ujście w ocalającej, chwilowej uldze od pompatycznej przemowy postaci drugoplanowych, ale jest już za późno, żeby uratować tę produkcję. Za późno, żeby zyskać drugie spojrzenie na kino, bo seans się kończy i zostawia widza z niedowierzaniem, bo koniec powinien być początkiem tej historii. Sokół, po raz drugi, również kończy cykl wznoszenia się w niebo, a potem zaczynam milczeć, bo autorzy mieli pomysł, kilka rzeczy jest naprawdę godnych uwagi, lecz to za mało, żeby wzbudzić zachwyt, kiedy wszystko wydaje się wykoncypowane i zbyt sztuczne. Utknął między poetycznymi liniami, a stęchłą, duszną groteską współczesnych czasów, uczestnicząc w otchłani wspomnień oraz wśród martwych ludzi, którzy nie mają marzeń. Anastazja przechodzi największą zmianę, bo ze zmęczonej pani psycholog odkrywa w sobie dawny wulkan miłości w cytatach literackich. To drobne pocieszenie, bo film wydaje się niedopracowany, meandruje między kilkoma postaciami, na własną zgubę. Bardzo lakonicznie przedstawia okres przedrewolucyjnej Rosji, więc widzowie nie obyci z historią - zgubią się w tej quasi-epopei. Z drugiej strony - odnoszę wrażenie, że to film stworzony dla Rosji, gdyż szuka światełka w tunelu w tej pogrążonej krainie. Człowiek z przeszłości, być może, jest przypomnieniem, że Rosja poszła w złym kierunku. Jeden z magnatów technologicznych jest zmęczonym, wyzutym z życia, wrakiem człowieka, dla którego postęp naukowy stał się piekłem, dlatego szuka nowych wrażeń w miłości.
Rosja, 2025, 116'
reż. Egor Konchalovskiy, sce. Evgeniy Vodolazkin, Miroslav Stankovich, Yuriy Arabov, zdj. Konstantin Panasyuk, muz. Maksim Fadeev, prod. Krasnyy kvadrat, wyst.: Aleksandr Gorbatov, Darya Kukarskikh, Sofya Ernst, Anton Shagin, Irina Pegova, Nikita Bogatov




0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz