poniedziałek, 19 stycznia 2026

Trzy na jednego #41

Kadr z filmu ,,Arco''. 
Foto. France 3 Cinema

Trzy na jednego, to seria, gdzie będę krótko omawiał najnowsze produkcje, które lecą w kinie, albo co gorsza - nie pojawiły się w polskiej dystrybucji. Na czym polega zabawa? - ano na tym, że zaczynam od historii, która podoba mi się najmniej, a trzeciego kandydata mianuję jako zwycięzcę zestawienia. Zakładam, że będą to mini-recenzje, czyli skrótowe podejście do opowiadania obrazów. Lapidarna forma, która ma zachęcić lub zniechęcić do oglądania.

 Kopnęłabym cię, gdybym mogła

Wszystko, co najgorsze ze studia A24 - przedstawianie kobiet jako niemoty emocjonalne. Popadające w skrajną nędzę i rozpacz. Dwugodzinny pokaz użalania się nad sobą - doprawdy, motywujące do działania. Dla mężczyzn, to prawdziwa tortura, żeby obserwować znerwicowaną, zrozpaczoną dziewczynę w średnim wieku. Niebezpiecznie skażony dzisiejszym zdziczeniem zagubionych kobiet, które nie potrafią odnaleźć się w zmieniającym świecie. Trauma serwowana pod kocykiem czarnej komedii, która nie wykorzystuje humoru w celach terapeutycznych, ale żeby pogłębiać jej strach przed zewnętrznymi okolicznościami. Przyjmuje na warsztat samotną matkę, która zmaga się z cieknącym sufitem, nieobecnym ojcem, a córka choruje na bliżej niezdiagnozowaną chorobę żołądkową. Pogłębianie nieszczęścia, kosztem czułego spojrzenia na współczesne matki, co zmagają się z samotnym rodzicielstwem. Popada w nadęty stan odrętwienia - nadużywa alkoholu, regularnie odwiedza terapeutę, i narzeka. Narzeka bez końca. To nie jest sprawiedliwe spojrzenie na samotność oczami zrozpaczonej matki - tylko bezczelne znęcanie się nad ludźmi. 

Foto. A24

Dysfunkcyjny wycinek zagubionego miasta i jeszcze bardziej zagubionych ludzi, którzy obwiniają innych za swoje problemy. Jest coś niepokojącego w filmach, które szukają sobie wrogów: na zewnątrz, w pracy, w obcych mężczyznach, jakby próba odwrócenia uwagi, że mamy do czynienia z niestabilnymi emocjonalnie jednostkami. Główna bohaterka, to furiatka - karykaturalna matka, która zapija smutki obleśnym alkoholem za grosze kupionym w sklepie spożywczym. Nie tak dawno powstał inny, karykaturalny film o pogrążonej w rozpaczy matki z zaburzeniami somatycznymi, jak ,,Zgiń kochanie''. I jest to bolesne doświadczenie - słuchać wiecznego zażalenia, dotkliwej boleści, którą chce wyleczyć narkotykami. Oglądając na ekranie nieodpowiedzialną matkę, która widzi problem na zewnątrz, a nie w swojej zaburzonej głowie. Do tego - intymne zdjęcia, intymne zbliżenia na twarz wykończonej emocjonalnie furiatki, która prowokuje do kłótni społeczeństwo. Zero subtelności - czysty akt znęcania się nad aktorami na planie, znęcania się nad widzem. Bolesna próba przetrawienia traumy w dobie osamotnionego macierzyństwa. Jeśli uwielbiacie śledzić ból, krzywdę i krzyki na ekranie - to gratuluję samozaparcia. Nieznośna pretensja współczesnych kobiet, które przestały widzieć coś więcej, niż czubek własnego nosa. 

USA, 2025, 113'

reż. Mary Bronstein, sce. Mary Bronstein, zdj. Christopher Messina, edy. Lucian Johnston, prod. A24, Central Pictures, wyst.: Rose Byrne, Delaney Quinn, Ivy Wolk, Christian Slater



Arco

Sympatyczna animacja korzystająca z udanych praktyk ilustratorów francuskich, jak Gilles Chaillet. Korzysta z chwytliwych motywów komiksowych ,,Kajko i Kokosza'', ,,Aldebaran'' czy nieśmiertelnej serii ,,Valerian'', gdzie mamy do czynienia z chłopcem, który przemieszcza się w czasie i przestrzeni. Bliżej nieokreślona przyszłość. Mieszkańcy zamieszkują dryfujące planetoidy, z dala od post-apokaliptycznej ruiny. Pewnego dnia, mały buntownik, zniecierpliwiony oczekiwaniem na dorosłych (rodziców) - postanawia założyć kostium astronauty, aby cofnąć się do ery dinozaurów. Pech chciał, że wehikuł czasu zawali, więc trafi na koszmarny grunt ekologicznie zmartwionego społeczeństwa, którzy mieszczą się w kopułach, jak w alternatywnych komiksach francuskich artystów. Czuć ducha starej szkoły filmowej - impresjonistyczna grafika, zburzone cywilizacje, roboty zaprogramowane z czułym sercem, jednostki śpiące w komorach, jak w tradycyjnych Sci-Fi. Wizja ludzkości zdominowanej przez technologię, gdzie katastrofa środowiska naturalnego wisi w powietrzu. Chłopiec, który chce uciec od swojej epoki oraz od kontroli rodzicielskiej zaprzyjaźnia się z małą dziewczynką, która sama pragnie wolności, a jednocześnie tęskni za bliskością. Razem przeżywają przygody, gdzie dorastający mężczyzna zaczyna rozumieć, że chce wrócić do pięknego ogrodu, którym się otaczał. Daleka podróż w nieznane, na wczesnym etapie, okazuje się pułapką i błędem.

Przybycie nieznanego przybysza nie pozostaje niezauważone - jacyś błędni ,,szamani'' praktykujący teorie spiskowe postanawiają śledzić chłopca z gwiazd i udowodnić, że ich teorie są słuszne, jakoby istnieli podróżnicy w czasie, którego uznają za kosmitę (przyznaję, to mało odkrywcze, i zbyt wydumane). Wydają się doklejeni do fabuły, niepasujący do reszty otocznia, albowiem przywykli do mrocznej przyszłości. Jego najmocniejszą stroną jest awangardowa grafika, oraz niemoc pogodzenia się z pożegnaniem przyjaciela, dlatego chłopiec odsuwa powrót w czasie. Tytułowy Arco, to sympatyczna postać dla najmłodszego odbiorcy - poszukująca własnej ścieżki niezależności, nie będąca pod kontrolą dorosłych i marząca o podróżach na nieznanych lądach. Jedyny problem jaki widzę, z punktu dorosłego, że konflikty rozwiązują się przez dialog, a nie realne działania. To zabija świadomy proces budowania czegoś na gruncie sprawczości. Świat przyszłości także pozostaje obcy i wyizolowany. Nie wiele wiemy o tych społecznościach z dalekich gwiazd, poza faktem, że stoją na krańcu zagrożenia klimatycznego. Nie rozbudowuje świata, jak czynili to rysownicy, typu Enki Bilal, który kiedyś nakręcił prawdziwie komiksowy film o tytule ,,Tykho Moon'' (1996). Sprawdza się jako kojący film o przyjaźni, niż przestroga przed technokracją. Mimo to - warto sprawdzić. Miłośnicy frankofońskiego komiksu powinni czuć się zadowoleni. 

Francja, USA, Wielka Brytania, 2025, 88'

reż. Ugo Bienvenu, Gilles Cazaux, sce. Ugo Bienvenu, Felix de Givry, muz. Arnaud Toulon, prod. Remembers, France 3 Cinema, MountainA, wyst.: Oscar Tresanini (głos), Alma Jodorowsky (głos), Swann Arlaud (głos), Louis Garrel (głos)



Blue Heron

Rozdzierająca laurka na poczet zamazanych wspomnień z dzieciństwa. Diabolicznie liryczna, jak limeryki Wisławy Szymborskiej. Bacznie obserwująca obrazy, zaciemnione szczegóły z rodzinnej kuchni, jak strzelanie z pistoletu na wodę rozluźnia, gdy Gameboy, mała przenośna konsolka była luksusem w rękach dzieci, które pragnęły cyfrowego świata, zanim nastąpiła pełna cyfryzacja społeczeństwa. Opowiada spontaniczną opowieść o małej dziewczynce z Kanady (w tej roli niepozorna Eylul Guven), która ma podejrzanego przyrodniego brata, który zaczyna się zachowywać, jak skomplikowany nastolatek ukrywający swoją cichą złość. Ona żyje w swoim świecie, w dziecięcej perspektywie, która nie zna strachu przed dorosłością. 

Foto. Memory

To pełnometrażowy debiut, co pierwotnie wyświetlano na licznych festiwalach filmowych, o osobistych koneksjach, ponieważ rejestruje rzeczywistość węgierskiej rodziny w idyllicznej Kanadzie, do której się przeprowadzili. Partycypuje po pierwszych zagrożeniach dorastającego rodzeństwa, gdzie rodzice mają obawy, że syn nie potrafi zasymilować się do nowego środowiska, dlatego chodzi niepewny i stłamszony przez okoliczności nieznanego kraju. Dorośli rozmawiają w ojczystym węgierskim języku, żeby odreagować przez rosnące komplikacje. Gdzie napięcie wynika przez narastającą psychozę i ubytek psychiczny brata, co buntuje się przeciw wszelkim nakazom. Zaczyna rozrabiać, brutalizując rodzinne siedlisko, gdzie pogłębia się niemoc rodzicielska oraz wstyd przed sąsiadami. Z czasem, jak siostra dorasta zaczyna dostrzegać, jak trwała w iluzji, bo nie wiedziała, dlaczego brat ma histeryczny temperament. 

Próbuje odtworzyć przeszłość poprzez drobne znaki, jak nerwowe tiki, przez nerwowe zachowania, pośpiech, dziwne tłuczenie w tle, w zamazanej perspektywie nieświadomego dziecka, które przyswaja kolory i dźwięki bez oceniania. Jego zdystansowany ton dobrze oddaje naturę zagubionej dziewczynki, która nie miała pojęcia, że jej brat otacza się cieniami narastającej, pogłębiającej choroby. Piękna Kolumbia Brytyjska w Kanadzie spokojna, cicha i kameralna, a za drzwiami rodzący się strach, niepokój związany z psychiczną demencją. Niemal śledztwo własnych odczuć, gdy życie przeleciało przed oczami, a ty pamiętasz urywek ze swojej wczesnej młodości, gdy byłeś dzieckiem, które nie rozumiało piętna rodzącej się apatii w bracie. W drugiej połowie seansu odkrywamy mroczne tajemnice, dlaczego zachowywał się, jak podejrzany kryminalista, który nie kontrolował własnych emocji. Piekło rodziny zachowane w szklanych snach, gdzie lustro pęka, kiedy dziewczynka odzyskuje świadomość. Okrutne rozdzieranie ze złudzeń, jak policja zatrzymuje chłopca w kajdankach, a jego stan emocjonalny oraz psychiczny ulega rozkładowi. Przybliża niepokojące diagnozy medyczne, rodzący się żal oraz płacz dorosłych ludzi, którzy tracą syna w chorobie umysłowej. Mocny debiut, który warto sprawdzić, kiedy pojawi się w lokalnych kinach. 

Za wspólny seans dziękuję Oliverovi Osborne. 

Kanada, Węgry, 2025, 90'

reż. Sophy Romvari, sce. Sophy Romvari, zdj. Maya Bankovic, kos. Maria Katarina, prod. Memory, Nine Behind Productions, Boddah, wyst.: Eylul Guven, Amy Zimmer, Edik Beddoes, Liam Serg, Lucy Turnbull



0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz