poniedziałek, 12 stycznia 2026

Kilka słów o Złotych Globach, i dlaczego nagrody przestały mieć znaczenie

 


Spoglądając na galę, i to, kogo podziwiają panowie z jury - stwierdziłem, że nawet towarzystwo filmowe odmawia propozycji oglądania pozytywnych filmów, które stałyby się nagrodą dla publiczności, a nie serią wyuzdanych kabaretów dla zepsutej elity. Nie dość, że Złote Globy zaproponowały kandydaturę na wąskie grono filmowców, to próbuje przekonać widzów, że nie istnieje kino poza mainstreamem. To dużo świadczy o ich niekompetencji. Udają, że uczestniczę na międzynarodowym konkursie filmowym. Choć od dawna nie sprawdzałem (nie sprawdzam), kto dzieli się statuetkami na rozdaniach nagród - ponownie jestem świadkiem upadającego splendoru jakiejkolwiek gali filmowej. 

Jak to jest możliwe, że za najlepszy dramat wybrano ,,Hamnet'' - upośledzoną wersję Szekspira dla osób, które nie czytają literatury? Gdzie zdjęcia Łukasza Żal są jedyną wartością, dla tego przepełnionego agendą społeczną, upiorną, bladą wizją feministycznej aprobaty niszczenia małżeństw. Albo drugi przykład; do najlepszego filmu nieanglojęzycznego proponowano ,,To był zwykły przypadek'' (w polskich kinach, luty 2026 r.), czyli dzieło, które omawia postępowe śledztwo wypadku drogowego w irańskiej teokracji dla udawanych liberałów, którzy mylą thriller z groteską. Markując oraz zwodząc widza, że jest kinem politycznie zaangażowanym.

Przeglądając ofertę, kogo wybierali na piedestał, i co podoba się wąskiej elicie specjalistów - doszedłem do wniosku, że to kpina z kinematografii. A już szczytem absurdu jest wybieranie na najlepszą animację błaznowate ,,K-popowe łowczynie demonów''. Kto zgłaszał te nominacje, i kto był odpowiedzialny za to, żeby ogłosić ich zwycięzcą? Przecież to jest śmieszne, żeby na poważnych galach filmowych drwiono z widzów. I to oficjalnie, bezczelnie, prosto w twarz! Potem ludzie mi się dziwią, że nie oglądam żadnych kluczowych, prestiżowych imprez. Po co, dla kogo? Żeby się denerwować? Nie mam zamiaru się denerwować. Dla wąskiej grupy wariatów, którzy nagradzają kaszaloty emocjonalne? Zlitujcie się, nie po to chodzę do kina, żeby robili ze mnie kretyna. I udawać, że wszystko jest w porządku. Nie, nie jest. Stanowczo protestuję. Nie chcę żadnych gal, szkoda moich słów, szkoda mojego zdrowia. To niewiarygodne, że ludzie chcą to oglądać, śledzić na bieżąco i myślą, że wybiorą filmy, które im się spodobają. Otóż, większość nominowanych autorów nie zasługuje na to miano. Przykro mi to mówić, naprawdę przykro, ale nie zasługują. To skandaliczne, że spośród tysiąca filmów wybierają wyłącznie popularne tytuły, i ,,heja'', tańczmy w koło, jest wesoło. Z takim podejściem żegnam się z kolejną galą, która zawstydza największych miłośników kina.

0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz