środa, 20 maja 2026

Osiem miesięcy z grą Yugioh! Duel Links - Czyli o tym, jak nie warto grać z innymi

 

Foto. Konami

Choć w listopadzie (2025 r.) opisywałem moje wrażenia z mobilnej wersji gry karcianej - po ponad półrocznej zabawie zaczynam wierzyć, że jestem coraz bardziej poirytowany tą serią, a w szczególności rywalizacją. Od kiedy odblokowałem wszystkie dostępne postaci - mogłem robić co chciałem. Tysiące kart w zestawie, układanie talii pod ulubione potwory, i jakaś nadzieja, że warto poświęcać czas Yugioh. Niestety, ale będzie to wpis rozgoryczenia i rozczarowania. Z każdym upływającym miesiącem tracę ochotę na pojedynki, bo przeciwni gracze są opresyjni i małostkowi. Jaki jest sens zabawy, kiedy zawodnik w drugiej turze rozkłada cię na łopatki oraz demoluje bez kontry? Co to za logika gier wideo, że możesz usuwać karty z planszy i zablokować ruchy kolegi? Współczesny Yugioh to żart - niesmaczny i obrzydliwy. Gracze w pierwszych turach wystawiają tak mocne karty, że cała zabawa przypomina ustawiony pogrzeb. Zamiast radości - przykre oczekiwanie, kto wystawi więcej potworów na planszy i zmiecie cię w drugiej turze bez szansy na uniknięcie porażki. Zaczynam rozumieć, dlaczego w Internecie opinia o graczach Yugioh jest negatywna, ale zamiast atakować graczy - wolałbym zaatakować to, dlaczego Yugioh jest do bani! 

Firma Konami od dawna zachodzi mi za skórę - mam z nimi na pieńku, a ich model biznesowy jest umazany w błocie. Konami nie potrafi zrozumieć, jako potężna korporacja, że utrudnia graczom uczciwe zawody. Skomplikowali tę prostą grę dla dzieci do rozmiaru przypadkowego hazardzisty. Przestały liczyć się umiejętności, bo fart w rozdaniu kart stał się częścią strategii. Jak można mówić o strategii gry na polu bitwy, kiedy przeciwnik wystawia najmocniejsze karty, zanim ustawisz swoje potwory na planszy? To zaprzeczenie logicznej zasady, żeby grać na równych warunkach. Co z tego, że masz ulubioną kontrę, ulubioną talię w zestawie, kiedy zawodnik z drugiej strony zablokuje każdy twój ruch bez większego udziału przeciwnika? Dla każdego, kto nie gra regularnie w ,,Duel Links'', brzmi to jak bełkot alkoholika po setce, ale wierzcie mi, że jako gracz ze statusem platynowej gwiazdy jestem wkurzony, że gram z oszustami i nieudacznikami, którzy nie potrafią uczciwie wygrywać, więc korzystają ze specjalnych okoliczności, żeby ubliżyć innym, że są za słabi, aby być mistrzami gry. Nie wiem, jak to wyjaśnić nowicjuszom, którzy nie mieli do czynienia z tą karcianką na poważnym poziomie, ale obecnie przypomina to maraton, kto komu szybciej przyłoży i kto szybciej skończy grę bez złożonej taktyki. Wyobraź sobie, że siedzisz pół godziny, żeby ułożyć sobie miłą talię z ulubionymi postaciami (potworami) z anime, a potem ktoś cię niszczy po pierwszej turze, bo nie miałeś właściwych kart! To absurd, że gra, która kiedyś słynęła z powolnego ustawiania potworów na planszy przemieniła się w opresyjną machinę do zabijania przyjemności z rozgrywki. I to nie jest powód do dumy! I winię za to zarówno graczy, jak autorów ,,Yu-gi-oh!'', którzy pozwolili sobie na to, żeby bezkarnie niszczyć marzenia o byciu najlepszym z najlepszych bez uciekania się do podstępów! 

Zaczynałem jako staromodny gracz, który nie wiedział, co to znaczy tuner i łączenie potworów w systemie XYZ, a kiedy nauczyłem się wszystkich podstaw, dowiedziałem się, że to nie wystarczy, bo gracze uwielbiają wygrywać mecze bez żadnej stawki! Tchórzliwi konformiści, to pierwsza poważna wada, dlaczego ,,Duel Links'', to zabawa dla przedszkolaków, a nie prawdziwych graczy, którzy żądają wyzwania. Gracze sami sobie zaprzeczają, że są fantastyczni, bo jak możesz mówić, że jesteś fantastyczny, skoro od razu wystawiasz pięć potworów na planszy w pierwszej turze, jesteś oszustem! I nikt mi nie wmówi, że to jest normalne, kiedy pamiętam czasy, że mogłeś wystawić (maksymalnie) dwa potworki na planszy! Nie jestem upośledzonym debilem, żeby nie znać dawnych zasad i dawnej strategii, która czyniła z tej planszówki super atrakcyjną grę dla każdego! Żeby nakreślić kontekst, dlaczego jestem wściekły na innych - przytoczę statystyki po ponad ośmiu miesiącach grania w tę grę. Według wyliczeń zebrałem 34286 kart (nie płacąc nic za dodatki!), grając ponad 248 dni, w tym regularnie 58 dni z rzędu bez żadnej przerwy!, wygrywając z innymi przeciwnikami ponad 300 razy!, chociaż przegrałem ponad 1000 pojedynków bez żadnej satysfakcji i sugestii docenienia ze strony przeciwnika, kiedy poległem. Na palcach dwóch rąk policzę graczy, którzy docenili mój wysiłek, żeby wygrać, to za mało, żeby (po)lubić społeczność Yu-Gi-Oh. Szczerze mówiąc, gardzę tą społecznością i tymi graczami, z którymi rywalizuję. Są niesprawiedliwi, i nieuczciwi. Im nie nie zależy na zwycięstwie, im zależy na upokorzeniu drugiego gracza. Banuję innych graczy na potęgę, nie dlatego, że są lepsi, ale dlatego, że im się wydaje, że są ważniejsi i mądrzejsi od innych. A że mam trudny charakter - nie będę dla nikogo miły, i nie będę udawał, że mi się to podoba.  

Kląłem na innych bez żadnych oporów, i gdyby istniał czat - popamiętaliby mnie do końca życia. Z natury jestem miły, ale także konfliktowy, i wierzcie mi, nie chcielibyście ze mnę zadzierać ani prywatnie, czy zawodowo. Urodziłem się jako ambitny człowiek, który ma swoją dumę, a nie znoszę ludzi, którzy uważają się za lepszych, bo wykorzystali szansę, żeby zlekceważyć pozostałych uczestników. I chociaż ego mam większe niż przeciętny człowiek, to nie toleruję ludzi, którzy nie potrafią przyznać się do kłamstwa! A ,,Duel Links'', to jedno wielkie kłamstwo, że masz wpływ na cokolwiek! Wygrywasz, bo masz więcej farta niż umiejętności - żenujące! Według statystyk dostałem tylko piętnaście razy przycisk ,,nice'' (czyli nieźle) po drugiej stronie ekranu, że ktoś docenił mój wysiłek, żeby rywalizować z innymi - jak można lubić graczy, którzy nie szanują ani twojego czasu, ani twojego poświęcenia! Taka społeczność jest nic nie warta, nadaje się do utylizacji! W trybie natychmiastowym - nie ma żadnego wsparcia, nie ma żadnej możliwości, żeby komunikować się z ludźmi! To potworne, że gram w grę, która nie nagradza, lecz każe za to, że jesteś online! Co z tego, że mam jakieś osiągnięcia, zbieram nowe talie do kolekcji, skoro nie ma żadnej przyjemności. To krytyka w stronę graczy, i nieuczciwych hazardzistów, którzy mają o sobie zbyt duże mniemanie. Spora część osób uważa się za geniuszy, ale to geniusz bezbronny i udawany. Kopiują talię kart od innych i myślą że są wybitni - śmiechu warte! Co krok zauważam graczy, którzy stosują podobne kombinacje i podobne zasady, żeby upupić przeciwnika. Jak śmią nazywać się graczami? Większość ludzi nie ma żadnej dumy wojownika, ani dumy gracza. To bezwolne owieczki, które nie mają własnego głosu, ani własnej osobowości. Jak chcesz być prawdziwy, skoro chcesz być kimś innym, niż sobą? Nie powiem, byli tacy, co stosowali oryginalne talie, i z nimi grało się najprzyjemniej, bo byli sobą, i wiedzą co robią, żeby wygrać bez podstępu. Nie podrabiają, lecz kroczą własną ścieżką, i to była ulga, dla mnie, dla człowieka, który nie toleruje przeciętności! Wiem, brzmię jak wariat, ale skoro już gram miesiącami w ,,Duel Links'', to oznacza że mam jakiś sentyment do serii, albo coś przykuło moje oko do ekranu w telefonie (bo gram na aplikacji w telefonie). Nie po to odblokowałem ponad setkę postaci, żeby ktoś robił ze mnie kretyna, i myślał, że nie wiem, na czym polega specyfika Yugioh. 

Ciekawe, czy któryś z tych mądrali widział kiedykolwiek serial z serii 5D's albo Rush? Jak Kalin Kessler, wielki przyjaciel Yusei Fudo - stał się potworem w ludzkiej skórze i winił się za błędy z przeszłości? Albo czy widzieli jeden sezon z serii Arc-V, gdzie protagonista był żywym pomnikiem, aby cieszyć się zabawą w karty! Bo jeśli nie, to nawet ciężko uwierzyć, że to miłośnicy ,,Yu-Gi-Oh'', to raczej sezonowcy - ślepi amatorzy, którzy nie mają pojęcia, na czym polega urok tej serii! Nie pamiętam, żeby Yugi Muto nie doceniał przeciwników, z którymi toczył batalie, nie pamiętam, żeby bohaterowie z tej serii ignorowali innych! To zaprzeczenie filozofii samego serialu! To wyrzut gracza, który ma dosyć pozostałych uczestników programu, bo granie z innymi, to udręka, a nie czysta rozkosz. Kiedyś gra karciana była satysfakcją, teraz to przypomina zjazd przebierańców, którzy nie chcą dać szansy zwycięstwa. Wolą kłamać, że grają uczciwie, kiedy co chwilę stosują podłe sztuczki, żebyś nie mógł obronić się przed ich efektami i atakami. Jest twoja tura, a okazuje się, że drugi gracz wystawia nowe karty na planszy - dziękuję bardzo za taki podstęp! To nie jest gra dla zabawy, tylko gra dla chorych ludzi, którzy muszą oglądać innych przez kolejne minuty, i zanim zrobisz następny krok - szykuj się, że zginiesz! To niewiarygodne, że w samym tytule przywołałem ponad 41000 potworów, zrobiłem ponad 291 rytuałów, aktywowałem prawie 5000 pułapek, a dalej się czuje, jak ktoś, kto musi obserwować, jak inni robią z ciebie śmiecia, a nie gracza! Cały ten tryb awansu jest beznadziejny - wspinasz się po szczeblach, a potem przychodzi jakiś cwaniaczek, który uruchamia lawinę dodatkowych umiejętności i cię miażdży bez kontry! Co to ma być? Przedszkole?! Wyjazd mi stąd! 

Jako stary gracz nie toleruję tych wszystkich hipsterów, osiedlowych kanciarzy, którzy bez dodatkowych umiejętności nic by nie osiągnęli. Jestem tak zły na tę społeczność, że muszę to opublikować. Szczególnie nie przepadam za azjatyckimi graczami, to podli manipulanci wystawiający ponad dziesięć kart w jednej turze (co kiedyś nie miało prawa się zdarzyć!). To nieprawdopodobne, jak Konami zabiło tę markę, a gracze zabili tę zabawę z premedytacją! Powiem szczerze - więcej frajdy czerpałem podczas potyczek z A.I., ze sztuczną inteligencją, niż z żywym człowiekiem, który nie potrafi przyznać się do oszukiwania! Możecie się śmiać, że to tylko durna gra, ale nawet gry powinny dawać uciechę! Kiedy widzisz, że społeczność jest nieogarnięta - wolisz ich powyzywać i odejść. Pragnę odejść, bo nie ma sensu grania z innymi. To internetowi krzykacze bez dumy i woli. Grający na sprawdzonych taktykach, gdzie nie masz szans się obronić. 

Dziękuję za uwagę i do następnego artykułu. Serdecznie pozdrawiam stałych czytelników. 

0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz