Zauważyłem, iż wielu pisarzy, dziennikarzy czy przelotnych czytelników uwielbia rzucać tytułami, które ukształtowały ich jako stałych bywalców literatury. Podejrzewam, że każdy z nas - niezależnie od wieku, spokojnie mógłby ułożyć drobną listę składającą się z ulubionych utworów, albo takich, co miały wpływ na naszą działalność, gdyż literatura kształci w nas samych zdolność do odczuwania cudzych emocji. Bynajmniej, moja lista wcale nie musi być ani lepsza, ani gorsza od pozostałych. Jest to zbiór określony - teksty, które wywołały falę krytycznego myślenia, eskapizmu, zanurzając się w słowach dla pochwały autora. Moja lista nie ma na celu, jak to się zwykło określać, krzewić lub promować literaturę. Nie jestem ani krytykiem literatury, ani nie jestem znawcą w tym temacie, żeby robić z siebie zapalonego czytelnika. Dlatego wybrałem wyłącznie powieści, które miały wpływ na to, jak odczytuję znaki z powieści, jak pochłaniam fikcyjne życiorysy, i lawiruję w zamkniętej przestrzeni słów.
Na tej liście nie pojawią się ikony popkultury, bo jestem nimi zmęczony. William Faulkner, którego tak ochoczą ogłaszają wielkim literatą - okazał się obrzydliwym maniakiem zawalistej treści z zatęchłej Ameryki na poboczach wielkiego miasta. Nigdy nie mogłem przebrnąć przez ani jedną książkę Lwa Tołstoja - jest w nim coś odpychającego, tak nieznośnie naburmuszonego, że jako człowiek, który nie znosi za długich opisów - zaczynam podejrzewać o niestrawność językową. Jak każdy czytelnik - mam autorów, których osobiście nie znoszę, i nie polecam. Brzydzę się literaturą, która nie wywołuje żadnych emocji! Która staje się zbiorem etykietek, a nie wewnętrznego rozpisu bohatera. Jest taka możliwość, że moja lista nie będzie dla was żadną przyjemnością, bo jestem ukierunkowany w konkretnej estetyce i w konstrukcyjnym rozbiorze. I choć są to powieści różne, o różnej tematyce, nadal przestrzegam, że wybór może wydawać się dla was mało znaczący, bo przykładowo nie lubicie fantastyki (którą z kolei uwielbiam i polecam znajomym).
1. Michael Crummey - ,,Sweetland'' (Kanada, 2014)
Lądujemy w Nowej Fundlandii. Surowy język zatacza koło i czyni z surowego klimatu kocioł tasmański. Tytułowy Sweetland, to jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci, z jakimi obcowałem w literaturze - kąśliwa gadka, jakby zapożyczona od Geralta z Rivii, urok osobisty Corto: marynarza z Malty oraz stoicyzm Watanabe z ,,Norwegian Wood''. Gdzie wulgaryzmy w ustach brzmią komicznie, a prostolinijność społeczeństwa na małej wyspie czyni z nich kopiec kreta, gdzie drapieżnicy obrywają od myśliwych. Sweetland to uparta bestia, która nie zamierza opuszczać wybrzeża dla jakiś korzyści materialnych czy dla dobra państwa. To poruszona skała, która za nic nie zmieni miejsca położenia.
Świetnie prowadzona narracja. Powieść zaskakująca na wielu poziomach. Prostacki słownik przemieszany z rozbudowanymi zdaniami, plastycznymi ujęciami przyrody, zbiorowa histeria przeplatana z samotnością jednostki. Majaki przerzucone przez bagaż doświadczeń w zimowej scenerii na odludziu. Ludzka małość skonwertowana do punktu na globusie. Gdzie bieg przyrody cichutko i bez ostrzeżenia zabija najbardziej zahartowanych twardzieli. Proza życia bez nawilżonego upiększenia lub makijaży. Czysta, wydestylowana forma, która razi piorunem i strzałem w kolano. Plus fenomenalne zakończenie, przez które nie zasypiam (czytane wielokrotnie). Wyborna literatura, dla koneserów i tych, którzy wierzą, że ograniczona przestrzeń nie kojarzy się z klaustrofobią, lecz z wyzwaniem.
2. Jerzy Kern - ,,Proszę słonia'' (Polska, 1964)
,,Ćwir-ćwir. - ćwierkały. - Rusz się, rusz się! Ćwir-ćwir-ćwir! Patrzcie go! Jegomość nieruchomość. Ćwir-ćwir!''3. Haruki Murakami - ,,Norwegian Wood'' (Japonia, 1987)
Japonia jeszcze przed boomem ekonomicznym. Nadchodzi rewolucja seksualna, która najgłośniej dudni we Francji, ale w kraju wiśni zaczyna przybierać indywidualne kształty. Murakami subtelnie wkracza do czasów nastawionych na natychmiastowe zaspokojenie potrzeb fizjologicznych: przybierający na masie hedonizm - oparty na egotycznych pobudkach i nieliczenia się z moralnością sumienia. Z jednej strony opowiada o miłości ,,ratującej'', jednakowo pławi się w ekscesach kulturowych. Z drugiej barykady napiera miłość poparta grą męsko-damską. Podchody kobiet z mężczyznami, podchody mężczyzn z kobietami - znakomicie ilustruje seksualne napięcie, przesyt namiętności oraz brak kierunkowskazu, czym miłość owa zakwitnie.
![]() |
| Kadr z filmu ,,Norwegian Wood'' Foto. Asmik Ace Entertainment |
Sprytnie, ale bez arogancji lawiruje poza warstwę seksualizacji - jak dobitnie oraz z rozpaczą bohaterowie szukają uczuć w dobie zmian. Szaleńcza pogoń za przyjemnościami również nie przynosi ukojenia, a cyniczne spojrzenia jednej z kobiet szybko miękną pod fasadą gry, którą prowadzi z obiektem zainteresowania. Niuansuje potrzeby ludzkiego przyciągania: od miłości na straconej pozycji, po miłość zgubną albo rodzącą się z seksualnej przygody. Na kanwie tej powieści powstał również znakomity film pod tym samym tytułem z 2010 r.
4. Boris Vian - ,,Wyrywacz serc'' (Francja, 1953)
Obrazoburcze, groteskowe i szalenie zabawne, czyli idealne dla surrealistów, którzy nie dostrzegają kuli w płocie, lecz odprysk amunicji. Akcja rozgrywa się w wiosce nad morzem, gdzie odrażający wieśniacy kupują sobie ludzi, aby ich wykorzystać. Konie są torturowane za grzechy, a jakiś typek nad rzeką wyławia śmieci oczekując za to złota. Autor jest ekscentrycznym bon vivantem, który wyśmiewa i obrzydza świat. Jedna z postaci woli ukryć się przed mieszkańcami oraz odciąć od panującej brzydoty. Realizm magiczny przecięty rurami wodnymi, zwieńczony groteską i mitologicznym zwodzeniem. Absurdalny pokaz, dla tych, którzy kochają dziwne, niepokojące treści.
5. Stanisław Lem - ,,Eden'' (Polska, 1958)
Wszystko, co najlepsze w literaturze - zew przygody, nieodkryte tajemnice, przyszłość pod znakiem zapytania i szukanie obcych cywilizacji pod płaszczykiem odkrywcy. Chcąc nawiązać kontakt z przybyszami o odmiennej świadomości. Fabuła niby to, przypadkiem, drugorzędna, a przecież pięknie śledzi ,,zakazane'' terytorium, krocząc śladami niezbadanej linii losu. Do końca, do ostatniej kartki trzyma się halucynogennej ferii barw, ciemnych zaułków, umysłowych zagadek, na które nie otrzymamy odpowiedzi, bo nie jesteśmy w stanie objąć cudzej planety w dwóch zdaniach. Oczy to za mało, a język zbyt ograniczony. Doktor z cybernetykiem i resztą ekipy rozbija się na tytułowym Eden, gdzie panuje baśniowa iluzoryczność z okrucieństwami systemu społecznego, który zawsze hamuje jednostki odrębne i samoświadome. Lem o niezwykłej tolerancji opowiada o dziwnych ,,robalach'', które mają swój kanał rozumowania, własne problemy i rozterki. Napisane plastelinową grafiką zdarzeń, gdzie okoliczności zmieniają się wraz z poznawaniem nieziemskiej topografii. Chwilami mroczne, chwilami dowcipne, jak zabawa w piratów z mapą skarbów w kuferku i kompasem w łapce. Nigdy nie odkrywa kart, co daje pole do popisu i tylko wprawny hazardzista siłą umysłu domyśla się rozwiązania. Całkowite zaprzeczenie dziedzictwa o kosmitach, którzy marzą o podbojach - jakież to odświeżające, gdyż twórcy obawiający się najeźdźców z kosmosu gryzmolili swoje utwory pod wpływem lęku i pierwotnego strachu, który prowadzi do zagłady czasu.6. Sandor Marai - ,,Dziedzictwo Estery'' (Węgry, 1939)
Bansuje pomiędzy grecką tragedią, a satyrą na związki, które nie mają prawa się udać. Celna, dowcipna i szalenie burzliwa, jak romans bez happy endu.7. Patrick Modiano - ,,Ulica ciemnych sklepików'' (Francja, 1978)
Niczym niespodziewane spotkanie utkane z krótkiej, wakacyjnej przyjaźni. Napędzane parą, upalnymi wędrówkami po korytarzach z dawnych lat. Przesycone romantyczną utopią. Układanie puzzli z fragmentów. Kryminalny obrzyn - rozrywający do kości. Porażająca rozpacz oraz drapieżność, pióro niemal pali się w dłoniach. Obsesyjna, kompulsywna pogoń za przeszłością, która przypomina sen szaleńca pogrążonego w afrykańskiej gorączce. Trauma, która zmiażdżyła przytomność i tożsamość - odkrywanie własnej historii we fragmentach z pocztówek i pamiątek. Dramatyczne poszukiwania dawnego ,,ja'' postrzępionego wśród ulic, nazwisk i wykorkowanych wspomnień. Minimalistyczne, surrealistyczne, przytłaczająco ,,uliczne''. Bieganina za zdarzeniami, które przeminęły. Szaleńczy bieg po utracie id. Świetny labirynt z paryskim zatłoczeniem. Literatura dla osób odważnych, którzy sami szukają wczorajszego dnia, nasze zatarte czułostki czy marzenia.8. Graciliano Ramos - ,,Zwiędłe życie'' (Brazylia, 1938)
,,Z głębi lądu do miasta będzie napływać coraz więcej jego synów, niekończący się strumień silnych, rosłych bestii...''
![]() |
| Kadr z filmu ,,Barren Lives''. Foto. Regina Filmes |
Brazylijski literat zabiera nas na głębokie południe okraszone biedą i suszą. Prości ludzie, przedstawieni zasadniczo jako juczne zwierzęta, które walczą o przetrwanie ze spiskującymi mieszkańcami. Zimna, bryłowata pamiątka z czasów, gdy autor, zanim został dziennikarzem, klepał biedę i zmagał się z mało satysfakcjonującą rzeczywistością w Brazylii. Napisana drapieżnym, złowróżbnym, reporterskim językiem bez zbędnych ozdobników. Nie dajcie się zwieść przygnebiającej treści - Ramos z inteligentną czułością opisuje losy rodziny krytykując jałowość współczesnej społeczności opartej na limitach i opresji.
P.S. Powstał film na podstawie powieści w 1963 r. o tytule ,,Barren Lives'' (nigdy nie doczekał się polskiej premiery).
9. Tove Jansson - ,,Zima muminków'' (Finlandia, 1957)
,,Tyle jest tego, co nie znajduje sobie miejsca ani latem, ani jesienią, ani na wiosnę. To wszystko, co jest zagubione i nieśmiałe. Niektóre rodzaje nocnych zwierząt i tacy, którzy nigdzie nie pasują i w których nikt nie wierzy...''
Muminek przedwcześnie budzi się ze snu. Oczekiwał wiosny, a zastał mroźny widok za okiennicami. Tradycyjnie odczytuje list od włóczykija, który wybrał się w cieplejsze krainy, ale powróci wraz z nastaniem kwiatów. Białe pysie drzemią niewzruszenie na posłaniach, a biedny, osamotniony Muminek przebudził się w nieprzyjaznych okolicznościach, gdyż nie znosi długich nocy, a słoneczko bez pożegnania stłumiło się w czeluściach pozłacanego śniegu. Próbuje znaleźć dla siebie miejsce, i kogoś, kto by ulżył w samotności. Zabawa miesza się z melancholią.
Mamy rozkojarzoną wiewiórkę, która niczego nigdy nie pamięta, pod stołami harcują niewidzialne myszy, a w szafie, na stroje kąpielowe, czujnie przesiaduje za promieniami słonecznymi przodek rodziny Muminków. Do tego poznajemy Too-tiki, która wprawnie łowi ryby, gdzieś po drodze przyplącze się Paszczak z nartami do zjeżdżania z gór, a o Zimę, jakby inaczej, Muminek obwinia Bukę, bo przecież wszystko zamarza pod jej stopami. Posiada unikalną aurę tajemnicy - zwierząt poukrywanych w sekretnych miejscach, które ze względu na gabaryty i niską posturę: są niewidoczne dla oka. Wyśmienita dawka literatury, nie tylko dla najmłodszych.
10. Witold Gombrowicz - ,,Kosmos'' (Polska, 1965)
Niczym horror ,,Silent Hill'' (gra wideo od Team Silent) - koszmar i lęk podświadomości człowieczej. Cynicznie ironiczna w swej postawie, podsuwa zagadkowe tropy błądząc po słowotwórczym drogowskazie. Przeszyte latynoską depresją, spojrzenie we własne zwierciadło uzewnętrzniające ,,chorobę'' w powieści. Gombrowicz w ,,Kosmosie'' uzewnętrznia lęki ludzkie bez kompromisów: tarzając się w erotycznych grach, w zapaści umysłowej i najgorszych cechach pospólstwa: z morderstwem włącznie. Gombrowicz przewrotnie pragnie dać do zrozumienia, że próbujemy nadać wszystko i wszystkiemu sens. Starając się uporządkować kosmos, nadając wszystkiemu nazwy, kreśląc szlaki na nieboskłonie. Czy to nie szaleństwo, jak z szyderą oznajmia Gombrowicz?




0 Komentarz(e):
Prześlij komentarz