środa, 30 października 2024

Una historia negra - Niewykorzystany potencjał

 


Problematyczny tytuł, który sprawia wrażenie mechanicznego thrillera, gdzie karty odsłania od samego wstępu, od samego rozdania. Mężczyźni, w większości, są szowinistycznymi draniami bez skrupułów, a kobiety zgrywają ofiarę systemu. Rzym, miejscowa żona Carla (Laetitia Casta) opuszcza ukochanego tuż po tym, jak znęcał się nad jej osobą. Vito (Giordano De Plano) ma stanąć przed sądem za wybryki, choć ich związek nadal scala trójka dzieci. Tym bardziej, że najmłodsza z nich, Mary, chciałaby żeby ojciec był na przyjęciu urodzinowym, co dla ofiary przemocy domowej, nie jest najlepszym pomysłem, ale zgadza się na prośbę małej latorośli (ach, te dzieci!). Miłość zostaje rozbita szybkimi wiadomości, bo mąż miał kochankę na boku, a jej złośliwość prowadzi do tego, że informuje służby porządkowe, jakoby Carla maczała palce w morderstwie ojca trójki dzieci, czego jesteśmy świadkiem, bo oglądamy sceny, jak mężczyzna znęca się nad żoną, a ona go boleśnie wyprawiła na drugi koniec rzeki. 

Byłby z tego lepszy dreszczowiec, gdyby nie musiał wiecznie powtarzać, jaki to tyran z Vito, muzyka próbuje wywołać czy zakołysać napięcie, które zostaje skutecznie podłamane przez histeryczne reakcje naszych bohaterów na planie. Stąd mój problematyczny osąd, od samego wejścia. Każda próba uwiarygodnienia kończy się zasygnalizowanym dramatem, nawet wątek z Mary, gdzie starsza idzie z nią na plac zabaw, musi ulec wypadkowi, żeby podkręcić nieostrożność rodzicielską. Wychodzi, za wcześnie, cierpiętniczy dramat familijny, gdzie mężczyźni znęcają się nad drobnymi kobietami, znieważając potężnym spoliczkowaniem. Ich kłopotliwa sprawa ląduje w sądzie, gdzie musimy spoglądać na rekonstrukcję zdarzeń, gdzie chronologia wydarzeń zostaje przemieszana. Twórca notorycznie przesuwa wydarzenia w przyszłość informując planszą na tapecie, że miesiące upływają. 


Dni uciekają, a my nadal tkwimy w zdradzie, gdzie dzieci nie czują się bezpieczne we własnym domu, gdyż dochodzi do kłótni, za zamkniętymi drzwiami mężczyźni piorą kobiety, a podniesiony głos wiecznie informuje o nieporozumieniach w patologicznej rodzinie. Też ciężko uwierzyć, żeby to był sprzeciw wobec męskim agresorom. Carla zostaje uwikłana w niedawną politykę #MeToo, gdzie rzekomy szowinizm wpływa na relacje małżeńskie. Jej niejednoznaczna postawa budzi wątpliwości, ponieważ nie okazuje się wiarygodna, ani jako cierpliwa matka, ani zatroskana żona. Mężczyzna ponosi część winy, lecz toksyczne zachowania doprowadziły do tego, że doszło do makabrycznej zbrodni w samoobronie, jak mąż przesadził z krzywdą, a kobieta, niechcąco, pozbawiła go życia. Całe szczęście nie próbuje wpisać się w feministyczne trendy, które obowiązują, bo jego wiarygodność spadłaby do zera. Niewątpliwie mamy do czynienia ze skrajną przemocą w rodzinie, które niestety mają miejsce, i które nigdy nie zniweczymy, bo ludzie bywają nieobliczalni.

Dzieci, przez to, czują się podłamane, a prokuratur w sądzie natychmiastowo działa starając się znaleźć rozwiązanie, jak doszło do zabójstwa męża, więc autor pokazuje sceny z udziałem makabrycznej przemocy. Jedynie ciotka otoczona chrześcijańskimi ikonami czy symbolami w domu sugeruje, że żyła w tradycyjnym domu, bez krzywd czy bezeceństwa. Tymczasem nowoczesna rodzina zmaga się z wewnętrznymi konfliktami, gdzie każdy stosuje środki, aby zaburzyć spokój w domu. Ewidentnie mamy stanąć po stronie sterroryzowanej żony, która nie potrafi wykazać się troską czy współczuciem. Jej lękliwa postawa oddaje brak harmonii w rodzinnym ognisku domowym. To jednoznaczny portret, na dobrą sprawę, gdzie uciskani są wcieleniem ,,niewinnych'', a oprawcy gruboskórnymi postaciami bez charakteru. Trudno przejąć się losami rodziny, gdzie mężczyźni są odrysowani od linijki, a matki pokraczne w działaniach. 

Artysta chciał dobrze wykonać pracę, ale to wyciosany z kamienia anachronizm - pomieszanie z poplątanym. Niejednoznaczny gatunkowo, bo miesza dramat sądowniczy z dramaturgią wiertła pneumatycznego. Wszystko jest podane na tacy, od początku do końca, nie mamy żadnych subtelnych sygnałów, bo muzyka zagłusza sumienie, mężczyźni to karykaturalni tyrani bez żadnych emocji, a wątki poboczne, to zasmakowanie w przemocy, jakby przemocy w mediach było jeszcze za mało. Zaczyna się nocnym wyjazdem samochodu, na tle namiętnego pocałunku, by przejść do kontry i forsować jednoznaczny portret rodzinny, gdzie pozorna szczęśliwość ulega traumie. Zarówno żona, jak i mąż mają nowych partnerów do igraszek, więc cała strategia jest z góry nałożona, a proces kryminalny ulega deprawacji bez szerszego kontekstu. Finał znamy, zanim się rozkręcił. 


Włochy, 2024, 100'

Reż. Leonardo D'Agostini, Sce. Leonardo D'Agostini, Ludovica Rampoldi, Zdj. Michele Paradisi, Muz. Ratchev & Carratello, prod. Rai Cinema, Groenlandia, MiC, wyst.: Laetitia Casta, Lea Gavino, Andrea Carpenzano, Cristiana Dell'Anna, Giordano De Plano



0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz