wtorek, 18 kwietnia 2017

Paczka ulubionych komiksów cz.8

Rysunek Huba. 


,,Paczka ulubionych komiksów'' to zbiór, seria historii obrazkowych z Argentyny, Iranu, Kanady, Francji, Polski, Portugalii, USA czy Węgier. Z dowolnego państwa na kuli ziemskiej, gdyż komiks ,,dorobił się'' na wielu ciekawych nazwiskach, które będę promował i zachęcał do czyjejś twórczości. Tytuły, które wymienię ukształtowały mój światopogląd na scenę komiksową. Jak przedstawieni autorzy sprawili, że pokochałem opowieści rysunkowe. Pojawią się obrazki dla dzieci, młodzieży czy dorosłych (z naciskiem na opcję trzecią, ponieważ wolę historie skierowane do osób starszych). Seria skierowana do ludzi, którzy chcą poznać komiks – czym jest to medium, i co ofiaruje w zamian. Celuję w różnorodność, dlatego wielogatunkowość to cecha, jakiej ulegnę.

,,Paczka ulubionych komiksów'' wskaże listę tytułów, które ja osobiście cenię – niekoniecznie zgadzając się z tym, co mówią inni, bo nie zawsze lubię to, czym zachwyca się czytelnik i krytyka. Mam nadzieję, że wybór, który dokonałem spodoba się zarówno osobom, które czytają komiksy od małego, jak i osobom, które mają awersję do historyjek graficznych...


Tytuł: Fistaszki zebrane: 1950-1952
Rok wydania (premiera): 1950-1952
Rok wydania (Polska): 2008 
Wydane jako: Seria (liczba stron: 360, pozostałe tomy: 344)
Wydawca: Nasza księgarnia (Polska)
Gatunek: Paski komiksowe
Scenariusz: Charles M. Schulz
      Rysunki: Charles M. Schulz




Fenomen popkulturowy. Choć wolę ,,Calvin and Hobbes'' Billa Wattersona - Fistaszki są drugą, co do jakości, serią pasków komiksowych, za którymi szaleje. Są śmieszne, dramatyczne, krótkie i treściwe. Główną postacią jest poczciwy Charlie Brown z dużą, okrągłą głową, z której śmieją się dziewczynki w jednej z lakonicznych historyjek, gdzie mylą głowę chłopca z piłką. W ,,Fistaszkach'' dominuje dziecięcy pogląd na świat, dlatego małe tragedie rozbawiają poziomem niewskazanego skomplikowania, a nieistotne z reguły sceny z piaskownicy czy podczas gier towarzyskich nabierają znaczeń, do których dorośli nie przywiązują wyempacowanych uwag. Autor, czyli Charles Schulz od początku swojej twórczości wykazuje świadomą komedię z lękami o jutro lub prawidłowości funkcjonowania organizmu społecznego. Małe ludziki komentują świat wielkoludów - wyśmiewając logikę rodziców czy obowiązki, przed którymi stoją, gdy dorosną. ,,Fistaszki'' są lekkie w odbiorze - bez względu na temat. Nie ważne, że Charlie Brown użala się nad sobą i uważa, że nie może ze sobą wytrzymać, bo rozbawia poprzez egzystencjalny niepokój, który towarzyszy ludziom na każdym kroku. Zakłamana logika zostaje wypluta, a Schulz w spokojnym tonie rozśmiesza czytelnika dziecięcą naiwnością oraz maleńkim promykiem słońca, że smutek mija równie szybko, co wypowiadane zdanie. Regularność, jaką osiągnął Schulz, idealnie odzwierciedla pracę, którą wykonywał. Z wielkim poświęceniem oddał na papierze naturę rzeczy - odwołując się do opieki rodzicielskiej, przedwczesnej dojrzałości, ukrytej melancholii czy nieskrępowanej radości twórczej.



,,Fistaszki'' sympatycznie odnoszą się do wydarzeń z przeszłości. Widzimy, że Violet uwielbia ,,piec'' placki błotne, które chętnie ofiarowuje Charliemu (za każdym razem chcąc poprawić ,,jakość'' smakołyku). Malutki pies Snoopy na kilometr wyczuwa lody, z czego wynika komizm sytuacji, gdy Brown zamierza przechytrzyć zwierzaka poprzez kierunek wiatru, aby nie wyczuł łakoci. Patty za każdym razem próbuje się dowiedzieć od zatroskanego Charliego, czy jest piękna, a on znajduje pretekst, by dokuczyć koleżance, choć robi to z wyczuciem, niegroźną złośliwością. W sumie każda z postaci ma coś z psotnika, gdy pojawia się Lucy, nieco później niż Shermy czy Schroeder, widać, że to ona przoduje w figlarnych zabawach polegających na oszukaniu Charliego Browna i drwienia z jego niewinnego, poczciwego charakteru. Lucy jest apodyktyczna - lubi uważać się za starszą niż jest w rzeczywistości, ale nadal pozostaje dzieckiem, które chce być akceptowalne. Schroeder jest miłośnikiem Beethovena, dlatego Charlie podpuszcza utalentowanego chłopca, żeby zagrał jazz, bo wie, że nie chce i prawdopodobnie nie potrafi. Dla mnie ikoniczną sceną pozostaje ta, gdzie Charlie Brown wraz z Violet śpiewają sto lat Snoopy'emu - gdzie zamiast świeczki stoi kiełbaska - ciepła, rozweselająca opowieść, która definiuje artystę, i pozostaje symbolem wielkiego uczłowieczenia. 





Tytuł: Jonah Hex. Początki
Rok wydania (premiera): 1977 (rozdział: Zemsta) - 2007 (rozdział: Ballada o Tallulah Black)
Rok wydania (Polska): 2016 
Wydane jako: Album (liczba stron: 144)
Wydawca: Egmont (Polska)
Gatunek: Western
Scenariusz: Justin Gray, Jimmy Palmiotti
      Rysunki: Jordi Bernet
Sugerowane dla dojrzałego czytelnika!



Jonah Hex, czyli drugi, po Johnie Constantine, antybohater ze świata DC, który gości na mojej liście. ,,Początki'' są dobrym startem, dla osób, które chciałyby poznać łowcę nagród, a nie miały okazji zrobić tego wcześniej (zapomnijmy o wersji kinowej, bo jest do chrzanu). Jeśli tęsknicie za brutalnymi westernami, gdzie sprawiedliwi są podłymi draniami, a bohaterowie pierwszymi ofiarami wojenek - ,,Początki'' są komiksem dla ciebie. Tu się nie wymierza procesów ani nie patyczkuje z rewolwerowcami - masz zginąć, zginiesz. Poznajemy tytułowego antybohatera jako konfederata dorastającego u boku ojca-alkoholika, który na zawsze sprawi, że Jonah Hex stanie się dzieckiem Indian. Hex otrzymał szybką, wymagającą lekcję dorastania - pierw od rodzica, a nieco później jako wychowanek czerwonoskórych. To pierwsza nowela, która sprawi, że wasze młodzieńcze lata były słodką igraszką. Druga, moja ulubiona z przygód Jonaha Hexa - skupia się na zemście Tallulah - kobiecie, która została oszpecona nie tylko na twarzy... Wyjątkowa historia z wymierzaniem samowolki, podrasowana atmosferą rozmarzonej baśni o karze pokrzywdzonych. Wyjątkowa, bo na Dzikim Zachodzie, gdzie surowa dyscyplina wyznacza wojowników godnych chwały - poza niekończącą się przemocą, męskim szowinizmem, jest czas, aby zadać ważne pytania, na temat, co będzie z Hexem, gdy się zestarzeje albo ze chce ustatkować. Wspaniała nowela o spotkaniu dwojga ludzi, którzy doznali nieludzkich krzywd mając możliwość odpłacić się wrogiemu społeczeństwu. Wielbię ponad miarę - nadal uważam, że ,,Ballada o Tallulah Black'' jest najlepszą opowieścią z dotychczasowych etapów, jakie przeszedł Jonah Hex. 



Trzecia i ostatnia nowela skupia się na innej kobiecie, za którą rusza mąż... Najkrótsza, najmniej frapująca, ale nadal pozostawiająca czytelnika w osłupieniu, że Dziki Zachód był za Dziki dla wrażliwców. Bez względu na to, która historia spodoba wam się najbardziej - poznajcie Hexa jako człowieka, którego nie bez powodu się unika. Antybohater, który stał się antybohaterem w wyniku przykrych doświadczeń, a jednocześnie nie potrafię powiedzieć, żeby był zły do szpiku kości. Jest w nim cząstka uśpiona, w której tlą się jeszcze uczucia. ,,Jonax Hex'' to przede wszystkim komiks o zwariowanych ludziach, którzy przemierzają stepy w poszukiwaniu nagrody za czyjąś głowę. Oraz o ludziach, którzy doznali ran czy cierpień - zarówno fizycznych, jak i psychicznych. 




Tytuł: Okko
Rok wydania (premiera): 2005-2015 (tom 1-5)
Rok wydania (Polska): 2016-2017 (tom 1-3)
Wydane jako: Seria (liczba stron: 96 - przypada na jeden tom)
Wydawca: Taurus Media (Polska)
Gatunek: Fantasy
Scenariusz: Hub
      Rysunki: Hub
Sugerowane dla dojrzałego czytelnika!



Kolejna seria na mojej liście. I dobry powód, żeby wyróżnić opinię na temat serii komiksowych. Są tytuły, których nie znoszę, jak ,,Chłopaki'' Gartha Ennisa czy ,,Saga'' Briana K. Vaughana, są serie, do których zaglądam, ale sporadycznie, jak ,,Blueberry'' Jeana-Michel Charlier, serie, które czytam, ale bez przywiązania (,,Locke & Key'' Joe Hilla albo ,,All-New X-Men'' Michaela Bendisa). Serie, do których żywię nieskończony optymizm, ale obniżyły loty, jak ,,Żywe trupy'' Roberta Kirkmana, no i są serie, na których widok japa się cieszy, jak ,,Amulet'' Kazu Kibuishi, ,,Eden'' Hiroki Endo czy ,,Okko'', które zamierzam przedstawić. Fabuła oplata Cesarstwo Pajan wzorowane na średniowiecznej Japonii, dlatego japonofile (do których należę) będą czuć się, jak w domu, ponieważ pojawiają się wszystkie najważniejsze składniki państwa wyspiarskiego. Tak, mamy samurai i bitwy żywcem wycięte z kina Akiry Kurosawy albo Hideo Goshy! Smakosze i wytrawni znawcy kwiatu wiśni będą wniebowzięci. 



Centralną postacią okazuje się, nie kto inny, jak tytułowy ronin, który przewodzi małą grupką łowcy demonów. Towarzyszy im Noburo - ktoś, kto skrywa twarz pod czerwoną maską demona (bardzo klasyczny przypadek skrywanej tajemnicy) oraz kapryśny mnich Noshin o zdolnościach spirytualistycznych, gdyż obcuje z duchami - popija sake w wolnych chwilach. Gdzieś w tle słyszymy o toczącej się bitwie między klanami, która trwa przez dekady, gdzie jedni chcą udowodnić drugim, że są potężniejsi, czyli klasyk, bo Japonia toczyła masę bitw, do których można mieć zastrzeżenia. ,,Okko'' jest komiksem intensywnym, żywiołowym. Czerpie garściami z tradycji narodowej Japonii. Przemieszczamy się po rezydencjach szogunów, zaglądając do pagód oraz poznając tutejszy folklor, gdzie legendy i mity państwa kwitnącej wiśni wychodzą jak grzyby po deszczu, więc nie zdziwicie się, gdy zobaczycie zmiennokształtną kobietę albo obcojęzyczne słowa. Seria sugerowana dla dorosłych, ponieważ zawiera pokaźną liczbę nagich scen, jest brutalny, a podejmowane tematy sprawdzą się dla dojrzalszego czytelnika, który liznął kulturę Japonii wiedząc, że w epoce Edo były niespokojne czasy, kiedy Japonia zamknęła się na świat zewnętrzny tocząc wzajemnie konflikty bitewne. I chociaż komiks stylizuje się na średniowieczną Japonię - nie zapomina, jak rozbawia się czytelnika. 

Nie brakuje humoru czy luźniejszych scen, które pozwalają na kontakt z postaciami, dając odetchnąć od dynamicznej akcji. Warto pochwalić stronę artystyczną, ponieważ rysunki onieśmielają. Zachwycają bogatą strukturą architektury, od razu widzimy, że lądujemy w innym świecie, gdzie panują wyznaczone reguły czy zasady. Masa odniesień do dziedzictwa kulturowego zadowoli każdego malkontenta, który uważa, że dbałość o szczegóły jest potrzebna, gdy ,,zwiedzamy'' fikcyjny świat. Seria przemyślana od początku do końca, a co ważne: każda część zajmuje się innym problemem oraz sprawia, że dowiadujemy się nowych rzeczy o azjatyckiej kulturze - jest idealną okazją na start, by zachwycać się Japonią - niekoniecznie pod względem historycznym, ale pod względem grup społecznych czy widokiem czerwonego słońca nad zamkiem szoguna. 




Tytuł: Ostatni Syn Kryptona
Rok wydania (premiera): 2006-2008
Rok wydania (Polska): 2017
Wydane jako: Album (liczba stron: 192)
Wydawca: Eaglemoss (Polska)
Gatunek: Superbohaterski
Scenariusz: Geoff Johns, Richard Donner, Jerry Siegel
               Rysunki: Adam Kubert, Joe Shuster




Jeśli miałbym wskazać historię z wielkiej kolekcji komiksów DC, która sprawiła mi największą frajdę - wcale bym się długo nie zastanawiał, ponieważ, do tej pory (18.04.2017), pojawiło się siedemnaście tomów (planowana ilość: sześćdziesiąt). Z fajnych historii WKKDC mogę polecić: ,,Kołczana'', którego omawiałem w Paczce ulubionych komiksów, ,,Batmana: Długie Halloween'', ,,Catwoman: Wielki Skok Seliny'', ,,Amerykańską Ligę Sprawiedliwości: Wieża Babel'' oraz ,,Ostatniego Syna Kryptona'', co uważam za najciekawszą z pozycji, które dotąd się ujawniły. Nie dlatego, że Superman pojawił się po raz pierwszy na łamach kolekcji Eaglemoss (to byłby niedorzeczny powód), lecz dlatego, że reprezentuje to, co kocham w DC. Czyli filmową narrację, odrobinę humoru wymieszaną z tematami wielkiej wagi. Oraz bohatera, który poświęca się dla ludzkości - bez samochwalstwa. Pomyślcie - Superman przybył z planety Krypton, jest obcy dla mieszkańców Ziemi, a mimo to - stoi po naszej stronie, gdy zło nawiedza niebieską planetę. ,,Ostatni Syn Kryptona'' doskonale ukazuję tę alienację Człowieka ze Stali, jego nietutejszość, a jednakowo daje się poznać jako członek wielkiej, wspaniałej, ziemskiej rodziny. Kosmita, który stał się człowiekiem - niespotykane. Historia ta zatacza koło: okazuje się, że w Metropolis rozbija się znajoma kapsuła - pojawił się ktoś podobny z mocą Supermana. Pochodzi z planety Krypton, podejrzane, nieprawdaż? Owszem, ponieważ nie przybył sam...




Superman zamierza zając się małym chłopcem ignorując chciwą władzę kontrolującą działania Kryptończyka (planując testy i nieustanną obserwację chłopca). Człowiek ze Stali pragnie go prawnie adoptować, gdyż Clark Kent nie może mieć dziecka ze swoją żoną Louis Lane. Bardzo mądre posunięcie ze strony scenarzystów, żeby pokazać, jak Superman radzi sobie w roli ojca - uczłowieczając herosa. Gdy zagrożenie wisi nad metropolią Superman rusza z odsieczą, by raz na zawsze pozbyć się generała Zoda, którego mogliście zobaczyć w ,,Superman 2'' z 1980 r. Komiks mimochodem nawiązuje do filmu fabularnego - pozostając oddzielnym bytem na płaszczyźnie scenariuszowej. Główną siłą komiksu nie jest nikczemny Luthor z misją uratowania Ziemian od przybyszów z kosmosu czy generał Zod z planem przejęcia Ziemi. To delikatna opowieść o przywiązaniu do tradycji i wielka wdzięczność za to, że Superman znalazł w ludziach bezpieczeństwo, którego mu brakowało po wylądowaniu na Ziemi. Superman nie może pozwolić sobie na samowolkę, ponieważ wie, kim by się stał - kolejnym Zodem - czarnym charakterem skazanym na wygnanie do strefy widmo. To fundamentalna opowieść o Supermanie, który tęskni za zmarłą rodziną z planety Krypton, ale zyskawszy dom na Ziemi może odnaleźć szczęście pośród ludzi. Ratuje świat nie dlatego, że jest nam coś winny, lecz dlatego, że nie wyobraża sobie życia bez ludzi. 




Tytuł: Stój...
Rok wydania (premiera): 2002
Rok wydania (Polska): 2009
Wydane jako: Album (liczba stron: 64)
Wydawca: Taurus Media (Polska)
Gatunek: Obyczajowy
Scenariusz: Jason
                             Rysunki: Jason



Jason, czyli norweski autor komiksu alternatywnego. Posiada niezwykły talent do opowiadania prostych (niekiedy błahych) historii, które sprawiają, że sięgasz po więcej, bo odzierają rzeczywistość z magii, a jednocześnie nie pozwalają jej ulec zapomnieniu. Czar kryje się w rozczarowaniu codziennością, bo na światło dzienne wychodzi nasz sztuczny podział na to, co ma swój urok, a co nie. Tytułowe stój decyduje o zmianie rzeczywistości. Jedno słowo sprawia, że dotychczasowa przygoda odwraca się do czytelnika plecami i kreśli nową opowieść z tymi samymi bohaterami, którzy dorośli, jak reszta społeczeństwa bez pomysłu na życie (czy rzeczywistość). Cudowne dzieciństwo zostaje przerwane, by nastał mroczny okres dorastania, gdy zwyczajna praca zajmuje za dużo czasu, aby uniknąć rutynizacji. Niegdyś wielkie plany o zostaniu przedsiębiorcą czy rysownikiem komiksów spełzły na niczym, ponieważ bohater zrezygnował z marzeń, popadł w błędne koło, jak wielu innych dorosłych osobników. Co gorsza: trapiony poczuciem winy jeszcze mocniej zaznacza bolesny przystanek dorosłości. Jason lawiruje pomiędzy beztroskim dzieciństwem, gdy wspólne pasje napędzały dwójkę przyjaciół, by później pozbawić czytelnika nadziei, że w życiu układa się po naszej myśli. Jeden zły ruch i świat przestał istnieć: gaśnie optymizm, gaśnie chęć na sięganie dalej niż praca czy rozrywka.



Jason bez pretensjonalności i tanich chwytów opisuje życie w sposób monotematyczny - podkreślając, że magiczne dzieciństwo wcale nie było magiczne, bo to my nadaliśmy głębszego znaczenia wydarzeniom z przeszłości. W dorosłości magicznym przejawem jest upojenie alkoholowe, a później skutki zatrucia alkoholowego (wspaniała scena, gdy Jason ucina rysunek, żeby pokazać, jak bohater się wyłącza, a kolejno włącza przy muszli klozetowej - dając wyraz, że żyje, ale z ogromnym kacem straconych szans). W pozornej beznadziei jest światełko w tunelu. Skoro rzeczywistość okazała się paskudna, dlaczego jej nie ocieplić, na przykład zamykając oczy, by otworzyć ze świeżym pomysłem? Wspaniała lektura. Jason to taki kuzyn Ingmara Bergmana - pokazuje, jak powinna wyglądać sztuka komiksu, i dlaczego nie powinno jej się lekceważyć.



3 Komentarz(e):

troll pisze...

,,Ostatni syn Kryptona'' uważasz za najciekawszy? Nie znam się na przygodach supka, więc nie będę najeżdżał, ale sama historia w stylu retro - raczej dla osób, które lubią stare klimaty. Wieje starocią, chociaż komiks powstał latach 2006-2008 w Action Comics? Ładnie opisujesz, co Ci się podoba, ale bardziej filmowa jest Catwoman, która miała najlepszą historię ze wszystkich postaci. Kryminał, których zaczyna brakować w DC COMICS.

Nie znam się może, jak Ty, ale historie z DC mają gęsty klimat, dlatego kupuję albumy sugerując się Twoją opinią. Dziwne, że nie wymieniłeś ,,Batman: Zagłada Gotham''. Całkiem przyjemny popkorniak z motywami Lovecrafta. ,,Wieża Babel'' ma za to okropną kreskę - oczy bolały.

Pozdrawiam

Chris pisze...

Czepiasz się ,,Ostatniego...'', a przecież ,,Catwoman: wielki skok Seliny'' również korzysta ze stylistyki retro, więc nie rozumiem zażaleń. Poza tym Eaglemoss wyciął kawałek historii z ,,Catwoman: Na tropie Catwoman'', która w moim mniemaniu ma się lepiej, gdyż posiada różne odcienie ,,kocicy''. Catwoman to nie tylko kryminał, ale widok Gotham tonącego w narkobiznesie czy głośnych kradzieży.

troll pisze...

Najwidoczniej nie podoba mi się kreska w historii o Supermanie. Tyle... Za to chętnie zerknę do innych historii z Catwoman bo są fajne.

Prześlij komentarz