piątek, 21 marca 2025

Miasto Zero


 Tuż przed rozwiązaniem Związku Radzieckiego powstaje abstrakcyjna komedia żegnająca się z dawnym światem w iście groteskowym szlagierze. To prześmiewcza satyra na niezdiagnozowaną rzeczywistość, która pędzi na oślep bez powrotu. Jakiś inżynier z Moskwy o imieniu Aleksei zostaje przydzielony do prostego zadania naprawienia klimatyzatora (a konkretniej; zmieniając stare panele na nowe), jednak na miejscu zostanie zamknięty w sześcianie upadającego ZSRR. Nie będzie w stanie wyjechać z miasteczka, a prowincja stanie się przystankiem nieprawdopodobnych ujęć. Alienacja przybiera na sile, kiedy zostaje zaproszony do biura, gdzie sekretarka siedzi nago przed maszynopisem, jakby zapomniała wciągnąć spodnie czy ubrać biustonosz, albo przetransformowała się w nudystkę, która udaje, że nie zwraca uwagi, iż przyciąga wzrok. Dyrektor fabryki nie wie, po co ktoś z zewnątrz odwiedził jego zakład mechaniczny, a główny inżynier w miasteczku umarł osiem lat temu, o czym szef nie wiedział (!).

W tej zaczarowanej krainie wszystko przybiera smak zwariowanych melodii, kafkowskiej pułapki i niezadowolenia z pobytu. Przyjazd do tego wariatkowa bez przypisów powoduje niestrawności, niezwłocznie zabiera apetyt, a kartoteka w zeszycie proponuje, że jego istnienie to fikcja. To jakiś zaczarowany list do dawnego, przemijającego świata, gdzie muzyka amerykańskich imperialistów przedziera się na parkiety, bo Elvis Presley zacznie buczeć w głośnikach, a rock&roll stanie się gatunkiem wieczoru. Kiedy inżynier odwiedza lokalną restaurację hotelu zdaje sobie sprawę, że nie jest to środowisko rozsądku, bo jego zamówienie zostało potraktowane obcesowo, z przymrużeniem oka, a na deser, którego nie pragnął - otrzymał tort z jego podobizną, w kształcie twarzy, z charakterystycznym wąsem, który zostaje pokrojony, jakby jego część osobowości zaczęła rozpadać się w miasteczku bez imienia, gdzie przypadkowi mieszkańcy robią coraz dziwniejsze uniki przed odpowiedzią, prezentując szokujące czy obsceniczne pokazy. Jeden z bohaterów chce udowodnić, że samobójstwo jest możliwe, a kucharz dosłownie strzela sobie w płuco - popełniając zbrodnię na własnym ciele, tylko dlatego, że klient odmówił posiłku.

To abstrakcyjny, surrealistyczny panoptikon, z indywiduami, gdzie komunikacja jest ograniczona, bilety na stacji wyprzedzane, wyjazd niemożliwy, a spacer po ulicy równa się kolejnym windom do nieprawdopodobności zdarzeń. Jakby życie w cieniu mrocznej strefy, gdzie Michaił Gorbaczow z sowieckiego imperium zadbał, żebyś nie mógł opuścić własnego gwiazdka - dawny ustrój resztkami sił trzyma się uściśniania granic, ale mury runą, a Aleksei (Leonid Filatov) stanie się świadkiem własnej paranoi, gdzie opowiada się o wodzu Hunów Attyli, rzymskim imperium, które legło w gruzach, jak wielki Związek Radziecki topnieje, jako kolos o roztrzęsionych, glinianych nogach. Dawna światłość przeminęła, Stalin zmarł, a zamiast rosyjskiej kultury - rock&roll rozbrzmiewający na dyskotekach, który przywdziewa symbol rodzącej się popkultury na Wschodzie. To rewolucja, która nie nadchodzi. Taksówka nigdzie nie dojeżdża, chyba że do zakazanego znaku, abyś zawrócił. Jakiś chłopiec przepowiada przyszłość, a ludzie są zahipnotyzowani. Żyją dawnym snem, nie przecierając spojówek, że komunizm opuszcza Europę, a liberalizm czy kapitalizm staje się nowym kierunkowskazem, gdzie granice są otwarte. Jakby niepogodzeni z losem - kucharz popełnia samobójstwo, stacje kolejowe odmawiają wyjazdu, a miasteczko tonie w prekognicyjnych złudzeniach, czy przewidzeniach. 


Fantazyjne loty nie obniżają poprzeczki, Aleksei przyjmuje obcą tożsamość, stając się buntownikiem dynamicznego, roztańczonego rocka&rolla, a świat zmierza do jawnej ucieczki z pokładu, który tonie w objęciach szaleństwa i niepogodzenia, że dawna mateczka ojczyzny umiera. Spiski, intrygi polityczne, czy skandale zostają zmieszane w prześmiewczym filmie, który drwi sobie z rocka, jako wyjścia z przestarzałego systemu, gdzie wyjazd z prowincji to narzucona mgła, aby mieszkańcy uwierzyli, że za granicą jest gorzej. Tymczasem dochodzi do absurdu, jak w powieściach Franza Kafki, gdzie na widok samobójstwa nikt się nie krzywi, w odbiorniku leci ,,Rock Around the Clock'' Billa Haley z 1955 r., a Elvis Presley staje się maskotką czy twarzą estrady na imprezie wypełnionej ludźmi. Układ zmian w czasach Pieriestrojki sprawia, że satyra zaczyna trząść lokalnymi wydarzeniami, a komedia przybiera na sile, kiedy niczego nie wyjaśnia, ale wzmaga fałszywą tożsamość bohatera, gdzie rewolucjoniści wolą śpiew Elvisa, niż nowe dogmaty, czy programy polityczne. Gdy pucz Janajewa przyspieszył proces rozpadu Związku Radzieckiego - reżyser unika historycznych implikacji, bo surrealizm utrzymuje wynik napiętej sytuacji, nie z przyczyn wewnętrznych, lecz ze zwariowanego społeczeństwa, które ulega własnym fobiom, zagranicznej muzyce, stając się atrapą systemu, co nadaje się na rozbiórkę. 

Jednocześnie można odpuścić sobie dopowiadanie, co działo się za żelazną ścianą (czy tam kurtyną), i po prostu cieszyć się komedią, w której obłęd jest potęgowany, jak naga dziewczyna w biurze podlewa kwiatki, bohater widzi własny grób, a taksówki błądzą donikąd, jakby nie miały mapy w zestawie. Irracjonalność biurokracji dawnego Związku Radzieckiego jest okupiony zabójczym śmiechem, gdzie zmarli urzędnicy nie występują w kartotece, a życie na uboczu jest równie niedostępne, jak system pod władzą komunistów. Rozebrana sekretarka, uśmiechnięty Elvis Presley na ścianach, stacja bez wagonów, rewolucja bez planu, to sprawia, że kradnie uśmiech z twarzy, zaczynam zagłębiać się w pokręconą satyrę, w mrocznych wiekach, gdy świat zaczął pędzić do przodu, zapominając, że w międzyczasie goniliśmy Zachód za ich wolny styl bycia. W ,,Mieście zero'' fikcja miesza się z rzeczywistością, gdzie historia Rosji ulega przekształceniu, bo uwierzyli, że to oni wynaleźli rock&roll. Iluzoryczny świat przepada w oparach absurdu, gdzie mity są wieczne, stacje martwe, a muzyka remedium na nadchodzący świt bez ZSRR.


ZSRR, 1988, 103'

Reż. Karen Szachnazarow, Sce. Aleksandr Borodyanskiy, Zdj. Nikolay Nemolyaev, Muz. Eduard Artemyev, prod. Mosfilm, wyst.: Leonid Filatov, Oleg Basilashvili, Vladimir Menshov, Elena Arzhanik, Yuriy Sherstnyov


0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz