niedziela, 23 października 2016

Paczka ulubionych komiksów cz.3

Rysunek Thomasa Ott


,,Paczka ulubionych komiksów'' to zbiór, seria historii obrazkowych z Argentyny, Iranu, Kanady, Francji, Polski, Portugalii, USA czy Węgier. Z dowolnego państwa na kuli ziemskiej, gdyż komiks ,,dorobił się'' na wielu ciekawych nazwiskach, które będę promował i zachęcał do czyjejś twórczości. Tytuły, które wymienię ukształtowały mój światopogląd na scenę komiksową. Jak przedstawieni autorzy sprawili, że pokochałem opowieści rysunkowe. Pojawią się obrazki dla dzieci, młodzieży czy dorosłych (z naciskiem na opcję trzecią, ponieważ wolę historie skierowane do osób starszych). Seria skierowana do ludzi, którzy chcą poznać komiks – czym jest to medium, i co ofiaruje w zamian. Celuję w różnorodność, dlatego wielogatunkowość to cecha, jakiej ulegnę.

,,Paczka ulubionych komiksów'' wskaże listę tytułów, które ja osobiście cenię – niekoniecznie zgadzając się z tym, co mówią inni, bo nie zawsze lubię to, czym zachwyca się czytelnik i krytyka. Mam nadzieję, że wybór, który dokonałem spodoba się zarówno osobom, które czytają komiksy od małego, jak i osobom, które mają awersję do historyjek graficznych...


Tytuł: Daytripper - Dzień po dniu
Rok wydania (świat): 2011
Rok wydania (Polska): 2012
Wydane jako: Album (liczba stron: 256)
Wydawca: Mucha Comics (Polska)
Gatunek: Obyczajowy
Scenariusz: Gabriel Bá, Fábio Moon
                      Rysunki: Fábio Moon


Dziwna sprawa z tym komiksem. Lubię go czytać, ale w małych dawkach. Powód? Posiada nadmiar banałów i górnolotnych słów przywodzących na myśl telenowelę czy książki aforystyczne. Opowiada o synu słynnego brazylijskiego pisarza, którego wielbią w kraju znajdującym się w Ameryce Południowej. Idzie w ślady ojca i postanawia kontynuować jego dzieło – nie ma on jednak talentu na miarę mistrza, i jedyne czym się zajmuje (na etacie), to pisanina nekrologów. Ale fabuła jest doskonałym pretekstem, by sobie podumać nad ulotną chwilą, by jeszcze raz pochylić się nad miastem, zatopić się w obrazie, aby zatrzymać czas na fotografii czy odnaleźć sens w słowach. Komiks ,,płynie'' z planszy na planszę, żeby odpalić główną myśl autorów, że żyjemy dla chwil, które za chwile nam uciekną i nie wrócą, dlatego o nich pamiętajmy i trzymajmy w swoim sercu oraz rozumku. I nawet, kiedy czytam, gdy to piszę – brzmi ckliwie oraz pompatycznie, i taka to sztuka. 



Jest jednak jakaś magia w tych niedopracowanych kadrach, w tym, że bohaterowie powtarzają czytelnikowi znaną puentę, cytują samych siebie i ludzi, z którymi przebywają. Jakaś nieopisana ulotność - niczym kartka na wietrze. Opowiada o rodzinie, o przyjaźni, o miłości w najbardziej oczywisty, skromny sposób, jaki można sobie wyobrazić. Dumnie ulega prostym słowom pretendując do miana cudzysłowu (mądrych myśli czy luźnych przemyśleń). Nigdy nie schodzi z napuszonego tonu, aczkolwiek nie brakuje humoru, który hamuje język zdobiony wielkimi wypowiedziami. W dużych dawkach obrzydza życie, zamiast je gloryfikować. Dlatego nie jest to komiks, który musicie przeczytać, ale jeśli znajdzie się pod ręką – zerknijcie na kilka stron, by na moment przypomnieć sobie, że życie to nie tylko pogoń za marzeniami, ale cud, gdy chwila zmienia nasze postrzeganie czy powoduje tymczasową radość... Delektujcie się - bez pośpiechu.





Tytuł: Insekt
Rok wydania (świat): 2006
Rok wydania (Polska): 2007
Wydane jako: Album (liczba stron: 128)
Wydawca: Kultura Gniewu (Polska)
Gatunek: Fantastyka
Scenariusz: Sascha Hommer
    Rysunki: Sascha Hommer



Zauważyłem, że niemieccy twórcy komiksowi bardzo ochoczo korzystają z uproszczonej, nostalgicznej kreski (jak Mawil albo Reinhard Kleist). I nie jest to zarzut, ale pochwała pracy, która zabiera nas w przeszłość i przypomina dawne dzieje. Sascha Hommer idzie w przytoczone ślady prezentując uroczo dziecięce obrazki z morałem. ,,Insekt'' to komiks niezwykle enigmatyczny i poruszający ważną dziedzinę życia, jaką jest akceptowalność społeczeństwa. Tytułowe owady mieszkają poza miastem, aby nie naprzykrzać się ludziom, bo są niemile widziane poza ich terenem. Głównym bohaterem jest Pascal. Ulubieniec szkoły – koledzy nieustannie się z nim bawią, a koleżanki po kryjomu podkochują. Świat Pascala wypełniony jest po brzegi czarnym pyłem, przez co wszyscy korzystają z latarek, bo nic nie widać. Idzie do szkoły – zapala latarkę. Czyta książkę – zapala latarkę. Przechodzi przez miasto z włączonym światłem. Wiecznie noc i pył hamujący widoczność. Każdy wie o insektach, ale nikt ich nie zaprasza, nie widuje się z nimi. Pascal jest ciekawy, kim są insekty, dlatego stara się wyjechać poza ,,strefę bezpieczeństwa''.



Kreska pana Hommera składa się z prostych obiektów, ale imponuje detalami. Kropkowane rysunki, jakby owinięte w sieć doskonale kontrastują z niesymetrycznymi dzieciakami biegającymi po podwórzu czy siedzącymi w klasie. Wiązka światła idealnie podkreśla ,,zatrute'' powietrze otoczenia. Widać jak na dłoni, co różni dwa światy – między insektami a ludźmi. Mają nieco odmienny klimat, ale żeby nie zdradzać fabuły – powiem tylko, że sprytnie pokazuje okrucieństwo dzieci, kiedy nie godzą się z czymś, czego nie potrafią zrozumieć. Twórca z uczuciem podchodzi do wyobcowania jednostki, z tym, że coś jest inne i nieznane – nie znaczy, że gorsze czy pozbawione empatii. I Sascha doskonale rozumie, że dziecięcy umysł potrafi być na tyle krzywdzący, iż dorośli kapitulują i stają się posłańcami ostracyzmu. Bardzo dojrzałe dzieło – dla dzieci i dorosłych - lekcja obowiązkowa.




Tytuł: Numer 73304-23-4153-6-96-8
Rok wydania (świat): 2008
Rok wydania (Polska): 2008
Wydane jako: Album (liczba stron: 144)
Wydawca: Kultura Gniewu (Polska)
Gatunek: Horror, Niemy
Scenariusz: Thomas Ott
    Rysunki: Thomas Ott
Sugerowane dla dojrzałego czytelnika!



Tytuł, który potwierdza tezę, że komiksowi bliżej kinu niż literaturze, bo obraz zastępuje słowa, jakimi karmi się czytelnik. To historia dla wzrokowców, ponieważ scenarzysta opowiada rysunkiem. Thomas Ott jest nazywany szwajcarskim mistrzem horroru i coś w tym jest, gdyż jego talent objawia się w szumnych, porysowanych scenach, gdzie czarno-biała estetyka tworzy nastrój psychozy. Głęboko skrywany niepokój w jednolitych barwach potęguje uczucie narastającej brzydoty świata i podstępu. A zaczyna się od człowieka leżącego w celi, który niebawem zasiądzie na krześle elektrycznym. Nie wiemy, co się stało ani dlaczego. Czemu zawinił, dlaczego czeka go kara śmierci (później poznamy odpowiedź: w gazecie!). Wiemy tylko, że trzymał karteczkę z tytułowym numerem, który trafia w ręce egzekutora.



I tutaj zaczyna się sedno opowieści. Kat wraca do domu i dostrzega, że liczby wskazują cel, za którym należy podążać. Ciekawy koncept idzie w parze z dobrym rozwinięciem. Scenarzysta sprytnie podrzuca tropy i przewidywane konsekwencje powołując się na tytułowy ,,kod''. Tytułowy numer wisi na każdej stronie, jakby miał zawładnąć naszymi myślami – i w rzeczywistości tak się dzieje. Nieustannie zerkałem na liczby, aby dopatrzeć się w nich ciągłości i zrządzenia losu. Forma stoi na najwyższym poziomie. Co masz wiedzieć – wiesz. Wcześniej czy później sami dostrzegamy powiązania między szeregiem liczb. Pchają fabułę do przodu i nieustannie nękają siatkówki oka. Podoba mi się zabieg, w którym facet gasi światło, przez co kolejna strona jest czarna, jakby chciała podkreślić, że błądzimy w ciemności, i dopiero nad ranem, gdy główny bohater otworzy oczy – widzimy, co się dzieje. Ale liczby nigdy nie śpią. Są na przystankach autobusów, oznaczają apartament, wskazują godzinę i ostrzegają przed niebezpieczeństwem lub dają szczęście.

Liczby nie kłamią i doprowadzają do obłędu. Razem z bohaterem popadamy w spiralę liczb. Gdzie nie zerkniesz, co chwila upomina się ósemka albo dwucyfrowa czy czterocyfrowa liczba. Mądry horror, który nie straszy makabrycznymi obrazami, ale prześladuje w postaci liczb i tego, co się z nimi wiąże. Polecam. Daje po głowie.




Tytuł: Podwójne życie pająka 
Rok wydania (świat): 1989-1990
Rok wydania (Polska): 1992
Wydane jako: Album (liczba stron: 64)
Wydawca: Tm-Semic (Polska)
Gatunek: AkcjaRomansSuperbohaterski
Scenariusz: Gerry Conway
    Rysunki: Alex Saviuk


Nie jestem fanem Spider-mana, żeby była jasność, ale są takie tytuły, które mnie zachwycają lub budzą zainteresowanie postacią. I jedną z takich historii jest ,,Podwójne życie pająka'', które opowiada o rozterkach Petera Parkera i Mary Jane – rudowłosej piękności – nastolatki, z którą chcą się umówić wszyscy faceci z klasy i ze szkoły. Oboje dysponują podwójną tożsamością (skrywaną i na pokaz). Peter kojarzony jest z miłym chłopcem osiągającym wysokie wyniki w nauce, by pod kostiumem Spider-Mana wykazać się jako człowiek dowcipny oraz szalejący po mieście. Z kolei Mary jest wieczną imprezowiczką, by pod pretekstem zabawy skrywać głębokie uczucia o negatywnym ładunku emocjonalnym. I prawdopodobnie dlatego mi się podoba, bo główny antagonista – dr. Octopus, którego możecie kojarzyć ze ,,Spider-Man 2'' (z wersji kinowej) jest tylko atrakcyjnym dodatkiem, ale znaczącym, bo rozbudowuje dramat dwójki bohaterów, którzy starają się ułożyć swoje życie wbrew temu, jakimi są na pozór. I doktor Octopus niejako w podwójnej roli nie potrafi się odnaleźć, dlatego chce się wyżyć na Spider-Manie.




Przyjemnie się to czyta. Świetna lektura dla początkujących czytelników, bo poznajemy origin Spider-mana – jak to się stało, że stał się człowiekiem-pająkiem i w jaki sposób poznał kobietę, co na zawsze odmieniła przygody pajęczaka. Gościnny udział wzięli m. in. Kraken, Green Goblin (pojawił się w filmie ,,Spider-Man'') czy Molten Man.




Tytuł: Strażnicy
Rok wydania (świat): 2008
Rok wydania (Polska): 2013
Wydane jako: Zbiór (liczba stron: 416)
Wydawca: Egmont (Polska)
Gatunek: AntybohaterskiSci-fi
Scenariusz: Alan Moore 
    Rysunki: Dave Gibbons
     Sugerowane dla dojrzałego czytelnika!


Ciężko wypowiadać się na temat ,,Strażników'', gdyż został zanalizowany przez największe umysły chodzące po Ziemi. Z reguły każdy szanujący się komiksomaniak ma tę literaturę za sobą, ponieważ Alan Moore, w przeciwieństwie do Thomasa Ott, którego dzisiaj przedstawiłem – stawia na dialog. I to potężny dialog. Całe stado tekstu. Zatrzęsienie od chmurek z napisami. Komiks dla starszego czytelnika, który ma więcej niż dwadzieścia lat, jednakże – czytałem go w czasach, gdy byłem dorastającym nastolatkiem i zrozumiałem go bez problemu. Uważam jednak, iż z perspektywy czasu umknęły mi detale, o których wtedy nie pomyślałem. Historia jest na tyle wielopoziomowa i rozbudowana, że krótki opis o niczym wam nie powie. Ale spróbuję nakreślić fabułę. Otóż Ameryka dokonuje zmian. Ekonomicznych, politycznych i społecznych. Mamy 1985 r. Rząd zakazał pokazywać się superbohaterom, a nuklearna zagłada, która wisiała w powietrzu wciąż nie zostaje oficjalnie zażegnana. Ginie jeden z tytułowych strażników, którego celem było chronienie ludzkości od plugastwa, choć jak się okazuje, ci tzw. superbohaterowie okazali się niegodni poparcia społecznego, ponieważ oni sami szerzyli nienawiść i niepokój na świecie. Zabijając i niszcząc ludzkie prawo do życia. Mylą się ci, którzy myślą sobie ,,aha, kolejna opowieść o facetach w trykocie''. Nic z tych rzeczy. To komiks antybohaterski – zaprzeczający tezie, że superbohaterowie są spoko i cool, ponieważ to zwykli przebierańcy, którzy myślą, że zmienią rzeczywistość, jeśli będą się kierować filozofią indywidualizmu i samowładzy.



,,Strażnicy'' są znacznie więcej warci pod względem historycznym, bo scenarzysta z wielką ironią zmienia oblicze wojny w Wietnamie czy mitu na temat bohaterów, którzy ocalą nas od ludzkiej głupoty. Nie, nie ocalą, bo miejskie legendy przeistoczyły się w nędzne istoty, które chorują na emocjonalną tępotę, psychiczny gwałt, seksualną niemotę czy sakramentalne zaprzeczenie. Wielcy tego świata są tak samo bezduszni i bez sumienia, jak superbohaterowie z okładek, co niby sugerują, iż są fajni czy bez skazy. Protestujący nie godzą się, by ktoś z maską na twarzy decydował o ich losie, środowisku lub przyszłości. Ludzkie szumowiny nie zapominają o wybrykach trykociarzy, dlatego nie są przyjaźnie nastawieni. Sporo tu odniesień do amerykańskiej popkultury, starożytnej wiedzy czy technologii (futurystyczne pojazdy, samochody elektroniczne). Nieustannie nęka nas Zegar Zagłady odliczając czas do konkluzji. Niemal każdy dialog prowadzi do zastanowienia nad tym, co będzie, gdy sprowadzimy na siebie fałszywych odkupicieli i stworzymy nieprawdziwych bohaterów, a rzeczywistość wymienimy na iluzję, która pęknie pod naciskiem jajogłowych. Jest masa pytań, ale czy odpowiedź nas usatysfakcjonuje? Niekoniecznie. Komiks Alana Moore stanowi wyraźny sygnał, że dawne konflikty mogą powrócić, jeśli pozwolimy, aby inni decydowali o nas, z drugiej strony niski wpływ na politykę państwa czy rosnąca niechęć do zaistniałych przemian kulturowych grozi frustracją i niemocą wobec płynnej rzeczywistości. ,,Strażnicy'' to już kanon komiksu: wielokrotnie nagradzany i chwalony przez krytyków, jak i czytelników na całym świecie. Potężna cegła, którą nie przeczytasz w wolne popołudnie, bo stanowi źródło wielu niespodzianek - pojawia się np. komiks w komiksie. ,,Strażnicy'' powstali w drugiej połowie lat 80., ale nie stracili na wymowie społeczno-kulturowej. 




0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz