niedziela, 16 lutego 2014

Dwa tygodnie z erotyką: 9 1/2 tygodnia - W sidłach mężczyzny


Adrian Lyne to taki reżyser, który zazwyczaj porusza wątki erotyczne. Kobiety wikłają się w nieodpowiednie romanse, zostają usidlone i poddane próbie, ile jeszcze wytrzymają w fałszywej iluzji zauroczenia i pułapkach emocji. Można powiedzieć, że reżyser działa przeciw mizoginistycznym ruchom, sprzeciwia się upodleniu i poddaniu do stóp mężczyzny. Ostrzega damską publiczność przed niebezpieczeństwami oddania się wyniszczającym i irracjonalnym związkom.

Także i w 9 1/2 tygodnia mamy podobną sytuację. Atrakcyjna rozwódka, Elizabeth (Kim Basinger), w pierwszej scenie przemierza ulicę i już na starcie warto zauważyć, że mamy do czynienia z fantastyczną muzyką lat 80'. Nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kto nie polubi muzyki elektronicznej, euro dance, blues rock czy utwory rastafarian. 



Na ekranie panuje ziarnistość, bardzo charakterystyczne zdjęcia z epoki VHS. Elizabeth zajmuje się sztuką malarstwa i wraz ze swoją koleżanką dowcipkują, prowadzą zabawne konwersacje. Gdy udają się do sklepu, nie wie jeszcze, że mężczyzna, który na nią spojrzał z uśmiechem na twarzy, pozna go jeszcze przy innej okazji. Kiedy pozostanie sama, a John (Mickey Rourke) ponownie się do niej uśmiechnie, rozpocznie się gra, w której stawką jest zrozumienie błędu, jakiego popełni. 

John, makler to jeden z tych profesjonalnych podrywaczy, którzy wiedzą, jak podporządkować sobie kobietę, by za każdym razem wracała do jego domu. Jest pewny siebie i nie uzewnętrznia kompleksów. Mickey Rourke pokazuje klasę uwodzenia, facetom nie potrzeba już kursów z podrywania, wystarczy spojrzeć, jak robi to aktor. Jest jednym z tych złych chłopców, które kobiety uwielbiają, bo przeżywają z nim przygody o jakie trudno otrzymać od kogoś, kto nie chętnie rozpoczyna szantaż z emocjonalną strefą kobiecej wrażliwości. Przystojny Don Juan odkrywa przed nią świat o jakim nawet nie śniła. Zaprowadza ją w głębokie, tantryczne i seksualne arkana miłości cielesnej.


Nasza dwójka jest coraz bardziej śmiała w obiektywie. Elizabeth coraz mocniej i bez oporów poddaje się urokowi z jakim prowadzi ją przez nieznane John. Mamy do czynienia z fetyszyzmami: masochizmu, pigmalionizmu, sitofili. Wszystko to doprawione wyborną ścieżką dźwiękową i Kim Basinger w jednoznacznych pozach.

Świetna praca aktorów, dobrze oświetlone sceny seksu na granicy perwersji, słuszne zakończenie i łatwa do odczytania puenta powoduje, że warto zajrzeć do łóżka pary, gdzie mężczyzna ma władzę nad kobietą, bo ona na to pozwala i przystaje. Dobre kino i przestroga dla dam: zapominające o otwartości i zaufaniu w związku, które zamiast ciepła i bliskości wybierają rozkosz mieszaną z przerażeniem.




0 Komentarz(e):

Prześlij komentarz