poniedziałek, 4 listopada 2013

Zaklinacz koni - Czyż nie dobija się koni?



Ostatnio pisałem o Marlonie Brando. Nadszedł czas na Roberta Redforda, który w swojej karierze stworzył więcej niż jeden film. Redford ma smykałkę do udzielania się po drugiej strony kamery. Kolejny aktor, który ma pojęcie, co należy czynić, gdy aktorstwo to za mało.

Zawsze mnie zastanawiało jak to jest, że faceci piszą lepsze romanse od płci pięknej, skoro posiadają i używają szerszej gamy uczuć? Spotkałem się już z melodramatem dla mężczyzn. Ten tytuł w większości przypadków polecę głównie kobietom, bo to właśnie damskie postacie poszukują zrozumienia, ciepła i tego, by facet im pomógł. 


Pomińmy jednak wstęp. ,,Zaklinacz koni'' został ,,zredagowany'' na podstawie powieści Nicholasa Evansa. Nie trzyma się sztywno pierwowzoru, dlatego też, kto nie czytał, po obejrzeniu filmu może zasiąść na fotelu z książką przy nosie. Z ciężką ręką na sercu muszę się przyznać, nie byłem przekonany do tego, czy przez dwie godziny i czterdzieści minut będę w stanie wytrzymać na kanapie. Przeraziłem się, że będzie to na zasadzie ,,ckliwy i banalny do bólu obraz o...miłości do koni, czy relacji między zaklinaczem, a kobietą, której wyraźnie czegoś brakuje''. Po seansie się uspokoiłem, przetrwałem i nie żałowałem poświęconego czasu. 

Grace w czasie jazdy konnej wpada pod ciężarówkę. Kiedy dziewczyna traci nogę, jej siostra ginie, a koń zostaje poważnie okaleczony, matka zapoznając się z odpowiednią wiedzą za wszelką cenę chce odnaleźć zaklinacza, który mógłby pomóc poturbowanemu zwierzęciu. Z początku nie skory do pomocy ranczer i zaklinacz, Tom, przyjmuje powierzone mu zadanie.





Film o koniach, ale głównie o relacjach matki z córką, a właściwie jej przebudowie (nawiasem mówiąc). O nawiązaniu romansu, o tym, jak z szalonego wierzchowca po traumie przekształcić w spokojnego konia z zaufaniem do właścicieli. To, co zachęciło mnie do seansu, są właśnie konie. Nie oczekiwałem bełkotliwych wątków. Jednakże, ochłonąłem, gdy patos nie był tak podsycany, jak np. w ,,Zmierzchu'' (tak, kiepski przykład, bardzo kiepski)

Nie oczekujcie, że tempo będzie zawadiackie. Z racji, że film nie należy do najkrótszych, wszystko zostaje bardzo wolno wtłaczane. Sam dojazd na miejsce, gdzie zaklinacz ma się zająć koniem, mija ze czterdzieści minut? Jednak warto czekać na dalsze wydarzenia. Film ofiaruje przepiękne krajobrazy, tętniące spokojem i harmonią (niemal jak u mnie). Kadry szukają i prezentują szerokie przestrzenie no i widok galopujących koni, to zawsze moment, gdy zachwycam się obrazem. To wszystko dodaje uroku tym leniwym dniom na ranczu. Nawet sama Grace, ze swoją pokrzywdzoną nogą, niechętnie z początku zamierza tam przebywać. Jednak, jak to ma się w X muzie, zawsze nadchodzi taki czas, że bohaterowie jeszcze zatęsknią za krainą, gdzie nikt nie pędzi, a zwierzęta stają się uczestnikami niezapomnianych chwil. Poza tym Grace nauczy się czegoś nowego, zarówno jak jej matka. Jest to lekcja i zarazem morał dla naszych towarzyszek, które śledzimy od pierwszych ujęć.



Zakończenie wpasowało się w oczywisty dramatyzm i refleksję gorzko ironiczną. Jednak jest ono na tyle wiarygodne, że nie przeszkodziło w wymowie utworu. Trudno jednak doszukiwać się innego rozwiązania, zważywszy, że miłość miłością, a przyzwyczajenie przyzwyczajeniem. Dopasowana muzyka na tle konia w ruchu podsumowuje, jak przemyślaną historią jest ,,Zaklinacz koni''. Pojawiające się napisy końcowe wywołały u mnie smutek. No ale przecież stawiałem, że nie dobrnę nawet do końca. Zapomnijcie o tym.

Rewelacyjnie dopieszczony. Aktorzy grają zmysłowo (scena z tańcem, Tom zajmujący się końmi). Scarlett Johansson w tym filmie udowodniła, że już w młodości przejawiała talent - może nie tak wielki jak Joel Osment lub Natalie Portman, ale nie można jej odmówić wdzięku. Przewspaniałe zdjęcia. Piękny film. 

Kino z Chrisem: Zaklinacz koni



4 Komentarz(e):

Mitonga03 pisze...

Całkiem dobry film. Chris, losowo wybierasz te filmy?

Chris pisze...

No, to nie tak do końca działa. Ostatnio bardzo chętnie ślęczę nad filmami wykonanymi przez aktorów, których jeszcze nie miałem przyjemność poznać ;0

Straw Cherry pisze...

To chyba mój ulubiony film. Ma niesamowity klimat, cudowną scenerię i świetną grę aktorską ; )

Chris pisze...

Tak, to prawda. Film jest naprawdę piękny. Do mych ulubionych nie należy, ale warto się z nim zapoznać :)

Prześlij komentarz