piątek, 7 lutego 2014

Trzy metry nad niebem - Od nienawiści, do niepotrzebnego zakochania



Recenzja na życzenie: Dorotki.

Powitajmy chłodno buntowniczego Hache (Mario Casas). Uczestnika wyścigów motocyklowych i entuzjastę ryzyka. Podczas jazdy na motorze zauważa ,,brzydulę'' - dziewczynę z dobrego domu, która zostanie otumaniona przez,,charyzmę'' kochasia.

Główny bohater denerwował mnie, od kiedy pojawił się na ekranie. Zarozumiały, przerośnięty testosteronem chłopiec, agresywny, nie panujący nad emocjami, który uwiódł niedoświadczoną małolatę. Gdybym był dziewczyną - nabluzgałbym na jego osobowość i gruchnął do nieprzytomności na ziemię. Niestety Babi (María Valverde) - jego zdobycz, na siłę stara się być nowoczesna i pociągają ją faceci, których ciągnie do przemocy, którym brakuje manier i przyzwoitego zachowania.

Nie ma z kim sympatyzować. Nie potrafię polubić postaci, jakich mi zaserwowano. Wiecznie oburzona matka, która chce kontrolować córkę i mieć wpływ na wybór jej chłopaka - zgroza! Koleżanka Babi to stereotypiczna rozpuszczona, wychowana beztrosko uczennica szukająca mocnych wrażeń i bad guy'a. 



Film wręcz pochwala, aby dziewczyny wybierały zezwierzęconych mięśniaków, bez poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Żeby unikały uporządkowanych chłopaków, bo nie będą miały co z nim robić, i grozi im stan psychiczny zwany ,,nudą'' - szok. 

Jedynie zakończenie uważam za prawidłowe. Trzy metry nad niebem nie mają czym się wybić. Dorośli osobnicy będą kiwać głową przez niedorzeczne pomysły scenarzysty, za nie satysfakcjonujące rozwiązania fabularne. Dlaczego w tego typu filmach pierwszy stosunek seksualny musi być zawsze pokazany w jednej pozycji - na misjonarza? Rwany, cięty na plasterki montaż nie pomaga przy oglądaniu bójek i jazdy na motorze - koszmarna realizacja tych elementów prowadzi do furii. Ktoś tutaj nie studiował reżyserii.

Pojawiają się wakacyjne kawałki, które mają nas wzruszyć i nastawić na miłość. Są wyjęte z komercyjnej stacji radiowej, nachalnie stosując technikę - im bardziej słodka i wpisująca się w nurt mainstreamu, tym lepiej, bo pochłoną je miłośniczki taniego romansu polegającego na odejściach i powrotach.



Film dla egzaltowanych nastolatek. Niech młode dziewczyny się uczą, z jakimi typami nie powinny przebywać. Widziałem o wiele lepsze historie dla młodzieży. Trzy metry nad niebem nie jest najlepszym wyborem o nastoletniej miłości naiwności, a problemy ukazane w tym filmie są dla mnie wymuszone. Nie chwyta za serce. Podczas seansu byłem tak zażenowany i poirytowany postawą dwojga ,,zakochanych'', że z niecierpliwością oczekiwałem na napisy końcowe. Odradzam. Strata czasu.

2 Komentarz(e):

Anonimowy pisze...

W ogóle nie zrozumiałeś filmu.
Pisz raczej o czymś innym..

Chris pisze...

Na tym polega sztuka, że ją interpretujesz. Rozmawiasz z nią i wynosisz wnioski. Zrozumiałem, ale na pewno na innym poziomie niż Ty - masz własną wersję myśli po ,,Trzech metrach''.

Prześlij komentarz